Szukaj:Słowo(a): przepisu na placki po węgiersku

hehe... 4- tu u mojej baby można uznać za sukces..... potrawa była
denna...
i to strasznie.. bo mogłem zrobić tylko to co miałem w książce... przepisy
dla dzieci... zero mięsa.. bo jeszcze nie przerabialiśmy itp.... ziemniaki
pire... (pisze po naszemu bo jestem patriotą;p) marchew z wody... surówke
z
pora,jabłka.... a taka niską ocene dostałem za to że.... jakiś SKURWYSYN
otworzył okno przy moim staniowisku okno.. i zanim doczołgała się pani
profesor to ziemniaki wystygły:)... w sumie to fakt.. obiadu za 4- u mnie
nie zjesz... jeszcze mam ponad 3 lata by się wszystkiego nauczyć... ale
już
teraz moge was zaprosić na kiszke ziemniaczaną, placek po węgiersku,
kotlety
rybne.. to są moje specjalności a nie jakies tam piepszone ziele dla
wegetarian:)



to moze cos bys zrobil na jakies spotkanie grupy dysk. :) ja bym z checial
zjadl placka po wegiersku :) i kiszke ziemniaczana z dobrym ogoreczkiem :)

pozdr :)

| hehe... 4- tu u mojej baby można uznać za sukces..... potrawa była
denna...
| i to strasznie.. bo mogłem zrobić tylko to co miałem w książce...
przepisy
| dla dzieci... zero mięsa.. bo jeszcze nie przerabialiśmy itp....
ziemniaki
| pire... (pisze po naszemu bo jestem patriotą;p) marchew z wody...
surówke
z
| pora,jabłka.... a taka niską ocene dostałem za to że.... jakiś SKURWYSYN
| otworzył okno przy moim staniowisku okno.. i zanim doczołgała się pani
| profesor to ziemniaki wystygły:)... w sumie to fakt.. obiadu za 4- u
mnie
| nie zjesz... jeszcze mam ponad 3 lata by się wszystkiego nauczyć... ale
już
| teraz moge was zaprosić na kiszke ziemniaczaną, placek po węgiersku,
kotlety
| rybne.. to są moje specjalności a nie jakies tam piepszone ziele dla
| wegetarian:)

to moze cos bys zrobil na jakies spotkanie grupy dysk. :) ja bym z checial
zjadl placka po wegiersku :) i kiszke ziemniaczana z dobrym ogoreczkiem :)

pozdr :)



ja obstawiam kiszke ziemniaczana ze skwarkami , szmalec i tez skwarki, a na
deser placki ziemniaczane posypywane cukrem. No i pol itra do tego :]

...to kiedy...?

| To jest przepis na placek po węgiersku (dla nie znających węgierskiego,
o
| ile są takowi...)

| --
| PL

Witam
oj nie mamy humoru, nie mamy !!!
pozdrawiam



A mnie sie wydaje ze dzisiaj wyjatkowy.
Ale sie usmialem. Dawno sie tak nie ubawailem.
:-)

| To jest przepis na placek po węgiersku (dla nie znających
węgierskiego,
o
| ile są takowi...)

| --
| PL

| Witam
| oj nie mamy humoru, nie mamy !!!
| pozdrawiam

A mnie sie wydaje ze dzisiaj wyjatkowy.
Ale sie usmialem. Dawno sie tak nie ubawailem.
:-)



Brakuje do szczęścia chyba tylko pytania "jak przekonwertować mdb do exe"
;-)

WW


To jest przepis na placek po węgiersku (dla nie znających
węgierskiego, o ile są takowi...)



  Czyli dałem mała plamę :). Ale tak to jest jak się nie czyta
  wszystkich postów PL i to chronologicznie. Ale one niestety mnożą
  się jak króliki :). Nie ma czasu czytać wszystkiego.

Pozdrawiam,

No to trafiłam na swój dział^^;]
Placek po węgiersku to po prostu placek ziemniaczany(gruuby) polany jakimś gulaszem(sos+kawałki mięsa+-co kto woli,mój tata dodaje jeszcze kukurydzę,paprykę,ogórek,oliwki)
Pytanie do was-czy jedliście kiedykolwiek placka po węgierksu-jeśli tak to czy wam smakował no i jaki znacie przepis?
Ja bardzo lubię,tym bardziej jak robi mój tata.Zjem pół takiego placka(całe są mniej więcej wielkości normalnego obiadowego talerza)i jestem maxymalnie pełna(i to nie kwestia wielkości żołądka:P).
No i jadłam kiedyś w restauracji-dobry,chociaż nie tak jak..taty
Tae Tad masz moze jakies ciekawe przepisy na kurczaczka? Piers z kurczaka na przyklad?
Cos na kieszen studenta, smaczne, duzo i tanio )

Zara cos wyrzezbie a smacznie tanio i duzo to masz te placki wegierskie, wiesz jakie to jest syte jednym juz sie najesz i zamiast schabowego moze byc i piers z kurczaka, to nie ma znaczenia
hmm to moze powiem co ja lubie bo kazdy zna te potrawy wiec przepisu nie musze podawac

frytki z sesem zoltym i majonezem
placki po wegiersku z sosem mojej siostry(przepis podam jak sie dowiem jaki jest )
pizza (byle bylo duzo miesa i sera i dobrze przyprawione ciasto przyprawami)
kieslaska z grila lub miesko (np skrzydelka lub udka) polane piwkiem
kebab
lub pokrojone w kostke piers z kurczaka i w ciescie cos ala takie jak na nalesniki
smacznego
Co Wy tak wszyscy o tej babce ziemniaczanej w kółko? ;P
Ja nie wiem o co Wam chodzi :( Byłabym więc niezmiernie wdzięczna, gdyby ktoś z Was mi wytłumaczył co to jest, czy to w ogóle dobre jest, no i jakby jeszcze podał przepis, to byłoby już naprawdę super :)

Kiedyś jadłam takie ciasto, w środku którego były ziemniaki. Pyszne było. Nazywało się chyba niejakim plackiem węgierskim, aczkolwiek co do tego 100% pewności niestety nie mam. Jadł ktoś może kiedyś też taki placek? Jak już pisałam, mnie wtedy bardzo smakował, ale niestety nie mam na niego przepisu, więc nie mogę go niejako odtworzyć jeszcze raz :|

A co do innych potraw z ziemniaków:
Placki ziemniaczane, kluski śląskie (oczywiście najlepsze takiej własnej roboty), frytki, pierogi ruskie - ziemniaki są ważnym składnikiem, no i ten placek zwany najprawdopodobniej węgierskim...
doczytałam ...
peper trzymaj się kochana! ja myślę podobnie jak Magduś ze ta pogoda się przyczynia i pogadsza nastrój
kiedyś te cięzkie dni odejdą i będzie lepiej ... tego sie trzymam jak mi źle, buziaki
pisklak co oni cię tak w teren wysyłaja?? mają cie dosyć ?
Anulka przytulam Cie bardzo mocno, u nas znów kazdy przytyki robi o rodzeństwie dla małego i sie domagają
a z tym zaangazowaniem to ... wiem co czujesz, u mnie podobnie tylko w innej sprawie... zreszta rodzice ostatnio wogóle o mnie zapomnieli

kicha.. nie smętle bo jak się rozpisze to się sama nakręcem złymi humorami

widzę kółko nauki jazdy na wąteczku, Magduś, Marta i Tosia trzymam za was kciuki
czarna znów szukałam Cie w "urodziło sie maleństwo" a Ty jeszcze 2in1 hehe
Magduś Natalia co to za placki po węgiersku?? dajcie przepis i na sos od razu prosze
Magduś Nelly dawajcie ten przepis na placki węgierskie bo
Pisklaku podrzucam kałasznikowa, myślę ze wyatarczy ...

dzis słyszałam w radio że zwierzęta w warszawskim zoo poczuły wiosne, szczególnie "dromader który biega zapluty"
poza tym leżę ze śmiechu bo oglądam m jak miłość ... chyba poród będzie
dobra teraz ja coś napisze!!!! placki ziemnaiczane to chyba każdy umie robic jeśli nie to przepis. ziemnaiki obieramy trzemy na tarce na bardzo drobnie właściwei to na maizge ale ostatnio zeczołem to robic na srednich oczkach do tego dajemy jajko surowe i mąkę ziemnaczaną pieprz (bo to bedzie ostre jedzonko)sól do smaczku. nastepnie na patelnie rozgrzaną z tłuszczem dajemy po dużej łużcze tej mikstury i formujemy placuszki tylko takie aby jeden był na jednej patelni chodzi mi o to oby średnica placa była taka sama jak srednica patelni. gdy juz usazymy podajemy z gularzem ale w który jest spora ilośc miesa i boczku to sie nazywa "żarło drwala" a jeśli ilość miesa zmiejszymy i dodamy spora ilosc papryki różnych kolorów to stworzymy "placek po węgiersku" życze smacznego i pozdrawiam kubek!! :mrgreen:
1
ja tez bardzo lubie gotowac zupey mi jeszcze nie wychodza a to tylko dlatego ze zadko je robie bo sama z nimi nie przepadam, chyba ze barszczyk czerwony
a moglabys napisac przepis na te placki po wegiersku ? bo ja juz od dluzszego czasu sie zbieram zeby to zrobic ale jakos nie moge znlaezc dobrego przepisu
Byl u mnie ksiądz po kolędzie i mówił ze trzeba ostro balować bo
niedługo nadejdzie jakiś "wielki post"
- mam pytanie: od kogo nadejdzie ten post i ile mega będzie zajmował? I
skąd ksiądz wie takie rzeczy? Oni tez sa na grupie? Pytam bo siedzę na
modemie i ciężko mi sie ściąga wielkie posty

* * *

Oto przepis na placek po wegiersku... Smacznego......... )))

Nem számíthatunk strandidőre, gyenge lesz a nappali felmelegedés. Eleinte
jobbára erősen felhős lesz az ég, és még többfelé lehet újabb zápor,
zivatar. Éjszakától kevesebb lesz a felhő, és már csak néhol lehet zivatar.
Szombaton tartósabb napsütés is lehet. Időnként kissé megerősödik az
északnyugati szél.

PS: Jesli ktos taki zrobi to czuje sie zaproszony!

* * *
| Dwaj Rosjanie jada pociagiem trans syberyjskim. Wyszli na korytarz
zapalic.
| Jeden mowi: "Zdrastwuj, kuda jedjosz?" Drugi mowi: "Ja jedu iz Maskwy w
| Nowysybirsk". Pierwszy na to: "Charaszo, a ja jedu iz Nowowosybirska w
| Maskwu". Pala dalej i po pewnej chwili jeden z nich mowi na to z
zachwytem w glosie:
| "Wot tiechnika!".

* * *
to ja wymienie, bo ja nie lubię gotować więc nie zdradze przepisów

:
- placek po węgiersku z gulaszemmmmmm:)
- parówki z biedronki

ogólnie jestem mięsożerna:)

ps. w zamrażarce mam same kurczaki hehehe

O proszę. Temat w sam raz dla mnie jako, że jestem Technikiem żywienia( a raczej nim zostanę). No więc tak, przyrządzić potrafię prawie wszystko, dajcie przepis i składniki a ja to zrobię . Uwielbiam filety drobiowe, placki po węgiersku, czerwoną kapustę, ziemniaczki puree, kebaby..i masę innych niezdrowych rzeczy. Jak wszyscy lubię też słodycze, ale po nie sięgam bardzo rzadko. Lubie cappucino waniliowe, gorącą czekoladę, a w zimowy wieczór herbatkę. Jestem miłośnikiem wszelkich alkoholi, dobrej wódki, absyntu, czy czasem wina (próbowałem nawet te najtańsze, w myśl zasady, że człowiek winien spróbować wszystkiego, ..i wcale nie są takie złe;]).
Czego nie lubię ?hm no więc tak, wątróbki, nie przepadam za rybami (chociaż łososia zjem bardzo chętnie). Nie lubię też syropu z cebuli, gdy mnie tym karmią kiedy się rozchoruje ...no i to chyba na tyle. Pozdrawiam.
A czy to rzeczywiście jest placek szwedzki, cy to Twoja robocza nazwa dla niego?


Nie mam pojecia, skad sie wziela nazwa dla niego, ale jesli to Ci w niczym nie przypomina ciasta, jakie pamietasz ze Szwecji, to pewnie jest on tak szwedzki, jak pierogi ruskie czy placek wegierski Tak czy owak, jest pyszny. A Twoje ostkaka mozesz wygulac przez szwedzkiego gugla, mi wyskoczylo 34.000 stron z przepisami
salatki postaram sie jak najszybciej tu zamiescic
A, nizej chyba kolejna wariacja sledzi po kaszubsku (ciekawe, co na to Kaszubi? - chyba nie jest tak, jak z plackiem po wegiersku, zupelnie nie znanym na Wegrzech )

po kaszubsku ("kaszubsku") - 4 porcyjki
------------------------------------------------------------------------
20 dag filetow sledziowych, 2 lyzki rodzynek lub 10 suszonych sliwek kalifornijskich
marynata: 1 szkl. octu winnego 6%, lyzeczka ziaren gorczycy, 3 zmielone ziarna ziela ang., lisc laurowy, cukier, pieprz
sos: 1/3 szkl. ketchupu, 1/4 szkl. oleju, 1 marynowana drobno pokrojona czerwona papryka, 1 lyzka natki pietruszki, czarny pieprz (siezo zmielony)

Marynata: do rondelka wlac 1,5 szkl. wody i ocet, dodac gorczyce, ziele, lisc, odrobine cukru, pieprz i zagotowac.
Filety wlozyc do letniej marynaty i odstawic na 24 godz.
Rodzynki (lub sliwki) sparzyc i osaczyc (sliwki przekroic na polowe).
Sledzie wyjac z marynaty, pokroic w waskie paski, zawinac ich w koreczki i ulozyc na polmisku. W srodek kazdego koreczka wlozyc rodzynke lub polowke sliwki.
Ketchup wymieszac z olejem, dodac papryke, natke, pieprz.
Takim sosem polac sledzie, przykryc, wstawic do lodowki na ok. 2 godz.

Troche przepisow na sledzie znajdziesz np. tu: http://www.kuchnia.bytow.pl/ (w wyszukiwarce wpisz śledzie)
Po lekturze kolejnego ,wspaniałego felietonu Maćka zaczęłam myśleć..... ...czasem mi się to zdarza Te konserwy produkowane są dla ludzi !?! czasem to szybka przekąska,czasem można z nimi wspaniale spędzić....wakacje Ciekawe ,czy Chef Paul na Florydzie kupuje coś w puszce? ...i przerabia to na.... szynkę z dzika w sosie żółwiowym
Zdarza Wam się przerabiać konserwy na "wykwintne", zjadliwe dania ??Może jakieś przepisy...a pomożemy być może Maggie przetrwać

Ostatnio, gdy robiłam w Kau...... zakupy,natrafiłam na klops we flaku foliowanym do spożycia po obróbce termicznej. Pomyślałam ,kosztuje toto za kg 3 zł ,to ja kupię i ugotuję mojej poczciwinie obiad...Małżonek w drodze do domu przemyślał sprawę i zadysponował : z połowy zrobisz jedzenie psu ,a z drugiej połowy dla mnie placek po węgiersku Wola pana....tak się stało podając dokonałam takiej analizy : co w tym klopsie mogli napaprać ,skoro to kosztuje 3zł za kilogram!!!mój konsument nie zrażony, oblizywał się a mlaskał ,bo ponoć placek był przesmacznej smakowitości

Myśląc logicznie to tak, ale przepis jest przepisem. Jak nie ma oznakowania, to pierwszeństwo ma ten z prawej. Koniec kropka. Taki jest przepis, więc w sumie to też logiczne


To jeszcze trzeba wiedzieć, która jest prawa

bosie, coś się z tymi plackami włączył, za mną chodzą placki po węgiersku, z dobrym, ostrym paprykowym gulaszem....

ela, jak robisz leczo, zdaj relację w Kuchni

A dzisiaj upiekłam topielca z wiśniami, pachnie cudnie

coztego dnia Sob 17:06, 12 Lip 2008, w całości zmieniany 1 raz
a ja dzis polecam placki ziemniaczane

zapewne juz kazdy słyszał o gulaszu wegierskim, badz o plackach po wegiersku
Pomysł powstał na podstawie tego pierwszego , z mała modyfikacja jednak...

SOS:
Robimy sos pomidorowy przyprawiajac go tak jak lubimy, powinien byc z dosc spora iloscia ziół by było je czuc. Do sosu pod koniec gotowania dodajemy pokrojana w kostke, podsmazona z przyprawani piers z kurczaka. Uwaga: na koniec gotowania juz gdy jest gesty i ma konsystencje prawie przecieru ( nie mylic z kocentratem) dodajemy dosc spora ilosc cukru, tak by bylo go naprawde konkretnie czuc. Sos powinien byc bardziej słodki niz kwasny.

PLACKI:
Do stasrtych ziemniaków dodajemy duza łyżke kwasnej smietany, jajko, doprawiamy, ( ja daje sporo wegety i przyprawy do potraw z ziemniaków tak po duzej łyzce, dokładnie mieszamy nastepnie dodajemy maki, tez mieszamy dokładnie.W momecie gdy nam sie nagrzewa olej na patelni do masy plackowej dodajemy tak ok 2 łyżeczek proszku do pieczenia i mieszamy.
Smazymy jak kto lubi wieksze lub mniejsze placki.

podajemy placki posmarowane gruba warstwa kwasnej gestej smietany, a nastepnie polewamy sosem.

Naprawde to połaczenie, słono- ziolowych placków, kwasnej smietany i słodko-kwasnego sosu pomidorowego smakuje swietnie.
A kto posmakował wołał przepis:)

smacznego
Mianowicie podawajcie jakies proste,mało złożone przepisy na kanapki lub inne .Tylko żeby były syte xD

Moim numerem jeden jest 4 poziomowa wierza kanapek na kazdej daje albo sera albo szynke smaruje pikantym ketchupem,musztarda i majonezem (czasem wrzucam tez kostki z serku fetaxD)idealne jedzenie na zaspokojenie głodu xD Smakuje jak hamburger a po przypieczeniu ;mniam
2.Tosty
3.Makaron Spaghetti z sosem napo(no tym z NeapoluxD)
4.Jajecznica z cebulkom xD
tO Są moje ulubione dania na szybko ktore umiem sam przyrzadzic xD Ostatnio robilem placki po węgiersku to spalilem prawie wszystko xD
robilyscie juz kiedys langosze??
jest to taki placek pieczony w glebokim tluszczu, podaje sie to z czosnkiem zoltym serem i keczupem. potrawa pochodzi z kuchni wegierskiej
na necie jest mnostwo przepisow
wczoraj wyprobowalam jeden ale to nie bylo to - ciasto wyszlo za twarde
macie jakis sprawdzony przepis??
Danie o raczej ostrym smaku, którego można jednak uniknąć rezygnując z papryki peperoni i ostrych przypraw. Obie wersje godne polecenia!

Skład:

50 dkg mięsa wieprzowego (może być łopatka, karkówka)
2 cebule
1 papryka czerwona
1 papryka żółta
1 papryczka peperoni
3 ogórki konserwowe
1 paczka fixu do gulaszu
sól, pieprz, papryka ostra i słodka
majeranek, bazylia, oregano - po ok. pół łyżeczki
olej do smażenia oraz ok. 1 szklanki wody do duszenia mięsa i warzyw

opcjonalnie:
10 dkg fasolki szparagowej
2 marchewki
10 dkg groszku zielonego

Wykonanie:

Mięso kroimy na kawałki, podsmażamy na oleju wraz z pokrojoną cebulą, doprawiamy solą, pieprzem, dolewamy wody i dusimy do miękkości pod przykryciem (można skorzystać z garnka szybkowarowego w celu skrócenia czasu przygotowania potrawy). Następnie do mięsa dodajemy pozostałe warzywa pokrojone w kostkę (papryka, ogórki) lub słupki (marchewka, fasolka), dusimy do miękkości, dolewamy fix do gulaszu rozprowadzony w wodzie (według przepisu na opakowaniu), doprawiamy przyprawami według własnego gustu i gotujemy jeszcze jakieś 5 minut. Tak przygotowany gulasz podajemy z dość dyżymi (wielkości talerza) plackami ziemniaczanymi - nakładając odpowiednią porcję gulaszu na każdy placek. Ten przepis oraz przepis na same placki ziemniaczane można zobaczyć na mojej stronie: [URL=http://www.smakowite.info/?p=34]smakowite.info[/URL]
Pozdrawiam i życzę smacznego!
placek po węgiersku
(oporna)

Wykonanie: 5min.

Składniki: jajka, pieczarki, papryka, majonez
Jajka ubijamy jak na omlecik, dodajemy starte pieczarki. To wszystko ląduje na pateli i trzymamy aż się zrumieni z obu stron. Smarujemy majonezem, posypujemy papryką (użyłam czerwoną i żółtą, żeby było kolorowo), placuś składamy na pół i danie gotowe...

przepis pochodzi ze strony www . dietamm. com
Nabla, A masz jakiś przepis na dobry sos śmietanowo-pieczarkowy? Mam ochotę na placki ziemniaczane z pieczarkami i sosem, ale nie chodzi mi o taki tradycyjny (jak z torebki), tylko coś w zupełnie inną stronę... (ktoś twierdził, że to się placek po węgiersku nazywa, ale bez mięsa... - tyle że ja w tym przepisie znalazłam paprykę, a nie o to mi chodziło
Madzialenna, daj przepis na tego kurczaka z pieczarkami i duszonymi grzybkami wow
A u nas na jutro bigosik, a dzisiaj jedliśmy chińszczyznę: szarpane piersi z kurczaka na kawałeczki, do tego pieczarki, papryka,por, cebula - wszystko oddzielnie smażone na voku.
Mięsko kilka godzin wcześniej wrzucone do marynaty z różnych chińskich przypraw i oleju z ryżu wow Można jeść też z ryżem.

I marzą mi się placki po węgiersku ale nie robiłam nigdy
I tak ploty powstaja
ONYX nie zostal zamkniety bo cos tam, przepisy czy metry.
Onyx dalej dziala jako sama kuchnia i gotuje rozwozac jedzonko dla szkol.
Onyx zostal zamkniety przez wlasciciela i lokal wynajety na sklep ze szmatami z lenistwa wyzej wymienionego. Latwiej jest sciagac czynsz i nic nie robic i przepierprzyc miejsce od lat przypisane na knajpe niz utrzymywac takowa i kombinowac jak przyciagnac klienta.
Placek po wegiersku byl pyszny w Onyxie i takiz sam smaczny jest w Bryzie bo swiat jest maly... Tak ten sam placek kiedys robil w Onyxie, pozniej w USA teraz w Bryzie...
Placek po węgiersku:

składniki:
Placki - 1 jajko, 50 dag ziemniaków, 1/2 cebuli, 2-3 łyżki mąki, łyżka mąki ziemniaczanej, szczypta soli, szczypta pieprzu, olej do smażenia.
Gulasz - 50 dkg mięsa wieprzowego (może być łopatka, karkówka, szynka), 2 cebule, 1 papryka czerwona, 1 papryka żółta, 1 papryka zielona, 1 papryczka chilli, 10 pieczarek drobno pokrojonych, 2 łyżki koncentratu pomidorowego, sól, pieprz, pieprz ziołowy, papryka ostra i słodka, majeranek, bazylia, oregano, koperek - po ok. pół łyżeczki. Olej do smażenia oraz ok. 1 szklanki wody do duszenia mięsa i warzyw.

Przepis:
Mięso pokroić na drobne kawałki, podsmażyć na oleju wraz z pokrojoną cebulą i pieczarkami, doprawiam solą, pieprzem, dolewam wody i duszę do miękkości pod przykryciem. Następnie do mięsa dodaje pozostałe warzywa pokrojone w kostkę (papryka). Całość duszę do miękkości, dolewam odrobinę koncentratu pomidorowego rozpuszczonego w ciepłej wodzie, doprawiam przyprawami i gotuje jeszcze około 5 minut.
W trakcie duszenia gulaszu zetrzeć na tarce obrane ziemniaki, odcisnąć trochę wody. Cebulę obrać i pokroić na bardzo drobną kostkę. Jajko ubić i dodać do startych ziemniaków. W tak przygotowanej masie rozprowadzić równomiernie mąkę oraz pokrojoną cebulę.Smażyć na patelni duże placki.Następnie na usmażone placki kłaść przygotowany gulasz i złożyć je na pół polać śmietaną i udekorować czymś zielonym.


w

| Bialystok a wraz z nim cala Polska zostanie zaanektowany do UE.

| Jestem ciekaw jak myslicie, co sie u nas zmieni w miescie po 1 maja
2004
| do
| 31 grudnia 2004

| Macie jakies swoje scenariusze?

| ceny pójdą w góre płaca nie...
| scenariusz optymistyczny : jade na wakacje legalnie pracować 2
miesiące..
| zdobyć jakąś praktyke w zawodzie którego się ucze ewentualnie na
| truskawki... pesmymistyczna wersja... będe zbijać bąki....

za zbijanie bakow tez placa, a Londynie to podobno Polacy w kanalach tluka
szczory, podobno niezle platna robota, tylko ociupenke niebezpieczna.
Kilku
juz nie wyszlo z kanalu.

| Rendi na wagarach pozdrawia troll squadron:)
| PS. Wczoraj dostałem 4- z technologii za obiad:P sukces:)

Chujowy z ciebie robotnik, spoczeles na laurach.
Ale obiadu za 4- to bym chyba nie zarl?
Troll nie swinia byle czego nie zre......
A tak z ciekawosci , co zaserwowales?

hehe... 4- tu u mojej baby można uznać za sukces..... potrawa była denna...
i to strasznie.. bo mogłem zrobić tylko to co miałem w książce... przepisy
dla dzieci... zero mięsa.. bo jeszcze nie przerabialiśmy itp.... ziemniaki
pire... (pisze po naszemu bo jestem patriotą;p) marchew z wody... surówke z
pora,jabłka.... a taka niską ocene dostałem za to że.... jakiś SKURWYSYN
otworzył okno przy moim staniowisku okno.. i zanim doczołgała się pani
profesor to ziemniaki wystygły:)... w sumie to fakt.. obiadu za 4- u mnie
nie zjesz... jeszcze mam ponad 3 lata by się wszystkiego nauczyć... ale już
teraz moge was zaprosić na kiszke ziemniaczaną, placek po węgiersku, kotlety
rybne.. to są moje specjalności a nie jakies tam piepszone ziele dla
wegetarian:)

To jest przepis na placek po węgiersku (dla nie znających węgierskiego, o
ile są takowi...)

To jest przepis na placek po węgiersku (dla nie znających węgierskiego, o
ile są takowi...)

--
PL



Witam
oj nie mamy humoru, nie mamy !!!
pozdrawiam
W.W


No to mnie nie zrozumiałeś. Ja nie posłałem na pl.rec.zwierzaki.



Co z tego - poslales na grupe poswiecona sprzetowi. Wciaz nie
rozumiesz...?

Znowu przesada. Oczywiście czepić można się wszystkiego. Poczekaj na 1 maja.
Nakazy, zakazy. Będziesz w swoim żywiole. Myślę, że netykieta nie ucierpiała



Chyba mylisz mnie z kims innym.

życzeń z  okazji różnych świąt, a jednak wtedy nikt nie protestuje. Wirus to



Jesli chodzi o okolicznosciwe zyczenia skladane na danej grupie prze
uzytkownikow - to wybacz. Swieta codziennie nie sa. A jesli chodzi o
typowe spamowanie wielu grup jednoczesnie to odnosze wrazenie ze tego
nikt nie lubi.

sprawa nadrzędna, bo jutro możesz dostać go ode mnie, albo ja od Ciebie. Sam
powinieneś wiedzieć, że wysyłanie czegoś na grupę na którą zagląda kilka
osób jest bez sensu. Równie dobrze mogłem dać ogłoszenie do Życia W-wy.



Natomista z sensem jest wysylanie przepisu na placek wegierski na
grupe poswiecona np grafice.

Tylko po co ? Porządek być musi, ale bez przesady. W czasach PRLu miałbyś
szansę na wstąpienie do ormo.



Kolego znowu mylisz mnie z kims innym. Osobiste wycieczki sobie daruj
bo to zupelnie nie na temat. Rzeczowe argumenty prosze.

Czytałem, ale się nie naczytałem. Po co ta ironia? Można również wyciągnąć
wnioski samemu. Wystarczy oderwać się na chwilę od komputera i spojrzeć
gdzieś indziej.



Tak wystarczy spojrzec na wiecznie zasmiecane postami nie na temat
grupy dyskusyjne.
| Z drugiej strony patrzac jak ludzie dalej beda slac posty gdzie
| popadnie, uzywac outlooka, nie uzywac antyvirusow to rzeczywiscie moze
| wreszcie zrobic sie niezlby b.

Nie ma to nic do rzeczy. Są przecież wirusy, które blokują programy
antywirusowe. A posta nie wysłałem gdzie popadnie. Ewentualny wirus może
symulować problem ze sprzętem, więc nie daleko padło jabłko od jabłoni.
Dalsza polemika na ten temat to jest dopiero zaśmiecanie grupy. Pomyśl o
modemowcach. Oni muszą to ściągać i płacić. Sam kiedyś wielokrotnie płaciłem
za wzajemne tygodniowe antypatie wylewane na forum przez jakchś osobników
różniących się charakterami i obrzucających się epitetami. Wirus to sprawa
wykraczająca nawet poza netykietę. To tak jak choroba człowieka. Zdrowie
jest najważniejsze. Jeżeli ktoś uważa inaczej to czas to zmienić lub
przynajmniej zrozumieć. Reguły stworzyli omylni ludzie w danym czasie. One
nie są wieczne, bo świat idzie do przodu.

neelix



w takim układzie czekamy na przepis na sprawdzone placki po węgiersku!

<powiedzmy, że jestem na diecie>
w takim układzie czekamy na przepis na sprawdzone placki po węgiersku!

<powiedzmy, że jestem na diecie>


Nie ma sprawy, bede miał wiecej czasu to Wam podrzucę pomysł na fajny farsz do tych placków. Ja robie tak żę przygotowuje farsz, potem smażę placka grubości około 1cm, potem na jednej połowie układam ten farsz, placka zawijam w "pół księzyć" posypuje mozzarellą i wkłądam na 5 minut do pieca aby ser się roztopił. Może przy okazji podam Ci recepturę na ten farsz:
-2 papryki (czerwona, zielona)
-cebula duża
-4 średnie pieczarki
-2 filety z kurczaka (tzw.piersi)
-przecier pomidorowy
sól, pieprz, słodka papryka, vegeta, maggi, 1 ŁH sosu Worcester

papryke pokrój w kostki wielkości 1cmx1cm
cebule na talarki
pieczarki także na talarki grubości polecam 2mm
filet z kuraczka na małą kostkę (mniej niż 1cmx1cm)
postaw rondelek na gazie, dośc mocnym, wlej olej, wrzuć kurczaka (możesz go wcześniej zamarynować korzystając z marynaty Knorra) podsmaż go do momentu gdy białko sie zetnie i zrobi sie biały często mieszająć naturalnie. Następnie wrzuć paprykę, niech sie pobuja z 2 minuty z kurczakiem, teraz wrzuć resztę warzyw i na końcu pieczarki. Mieszaj dośc czesto, ale gotuj już na mniejszym ogniu około 10 minut. Niech sie poddusi, puści soki będzie aromatyczne :) następnie dodaj sól, pieprz 2 szczypty słodkiej papryki ,vegetę maggi, zamieszaj, teraz łyżeczkę sosu Worcester, żeby nabrało ładnego kolorku daj przecież (na oko by było wszytko czerwonawe, w końcu chodzi o to by oprócz smaku wizualnie też miało to jakiś wyraz i fantazje kolorystyczną) Gdy będzie za kwaśne przez przecier (przecier przecierowi nie równy) nie bój sie dodać odrobiny cukru, ale też tylko do smaku. Gdy to już wszystko będzie fajnie sie prezentowało czas aby to zagęscić aby nie pływało po placku tylko miało fajną gęstą konststencje. Weź szklankę nalej zimnej wody tak około 3/4 i wsyp mąkę, mieszaj energicznie aby nie nie było grudek. Ma być troszkę gęstsze niż woda...ooo powiedzmy jak...hmmm śmietana, następnie wlewaj ostrożnie tę zaklepkę do sosu ciągle mieszając aby sie dobrze zagęsciło. niech sie jeszcze chwilke pogotuje i zciągnij. Potem wiadomo, na połowe placka (średnicy około 15cm) rozprowadzasz ten farsz, zawijasz pustą połową do środka, sypiesz serem do pieca aby sie ser rozpuścił i...Smacznego :)
Zapraszam wiec:)
A co z tym przepisem na sos wegierski do plackow ziemniaczanych?
Wydobede go od Ciebie?
a za mna chodza ostatnio placki po wegiersku musze poszukac przepis i zrobic
a za mna chodza ostatnio placki po wegiersku musze poszukac przepis i zrobic



placki ziemniaczane+ sosik mięsny+ suróweczka jakas i już

moja Mum jak robi to robi jednego placka na całą małą patelnie , a nie takie małe
Olciiia, co ty jakie ja tam rzeczy fajne robie... ja tez sie dopiero wszystkiego ucze, bo zazwyczaj to mrozonki albo cos gotowego kupowalam i robilam ale jakos tak widze po moim polowku, ze pora na zmiany wiec zaczynam pichcic jak mam czas
Ostatnio z kolezanka zrobilysmy u mnie galarete wiec na przyszlosc juz wiem jak robic
A pytalas o placek wegierski, ja juz kiedys robilam ale z miesem mielonym w srodku, nie bardzo polecam...dlatego wrzucam przepis z netu na oryginalny placek

Placek po węgiersku

Składniki

Placki:
ziemniaki
mąka
jajko
sól
cebula (w kosteczkę)

Sos z mięsem:

1 kg wołowiny lub wieprzowiny
3 liście laurowe
7 ziaren ziela angielskiego
2 sosy do pieczeni ciemnej (knorr)
przyprawa do mięsa mielonego (2 łyżki stołowe)
sól
1 ząbek czosnku
margaryna
pieprz
maggi
mąka
woda
ser

Sposób przygotowania

Z ciasta smażymy placki ziemniaczane. Duże, na całą patelnię i dość grube.

Mięso kroimy w kosteczkę, następnie posypujemy przyprawą do mięsa mielonego.
Całość wrzucamy na rozgrzany tłuszcz, a następnie dodajemy liść laurowy oraz ziele angielskie. Solimy oraz pieprzymy. Całość podpiekamy, a następnie dolewamy wody aby mięso się dusiło. Dodajemy przeciśnięty czosnek. Gdy mięso będzie już mięciutkie a woda odparuje całość znowu podpiekamy.

Następnie dolewamy zimnej wody, mieszamy wszystko, a następnie wsypujemy dwie paczki sosu do pieczeni (należy pamiętać aby woda nie była wrząca). Mieszamy wszystko do momentu aż sos zgęstnieje. Jeżeli sos okaże się zbyt rzadki możemy do garnuszka wsypać mąkę i dokładnie wymieszać z wodą. Sporządzony roztwór wlewamy powoli ciągle mieszając aż do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Jeżeli sos tego wymaga magujemy,pieprzymy (wg uznania)

Placek kładziemy na talerzu polewamy sosem z kawałkami mięsa, przykrywamy znowu plackiem i znowu polewamy sosem z kawałeczkami mięsa. Całość posypujemy startym żółtym serem.
Zaczerpane z Bloga:

Syn mój był w tym roku u komunii. Uzbierał na komputer, monitor i klawiaturę. No tak dla ścisłości trochę musieliśmy dołożyc.

Noi jest komputer, noi się zaczęło szleństwo komputerowe.

Cała trójka moich chłopaków, z super-tatą na czele siedzi przy jednym monitorze i gra!!! Tzn. tatuś siedzi po środku i gra a chłopcy po bokach mu kibicują. Baaardzo to zresztą lubią!

Tak więc cała trójka cała szczęśliwa potrafi ze dwie godziny tak siedzieć i gapić się w monitor i przeżywać, denerwować się, podkrzykiwać: - strzelaj! zabij go! chowaj się! uciekaj! uuuuu!

łałłłłł!!!! itp.itd w tym guście...

Jeśli już trochę za długo to trwa i pozwolę sobie zwrócić uwagę to napotykam na zabijające spojrzenia trzech par oczu!!!!!!

Naprawdę cud,że jeszcze żyję.

A Mati ostatnio nawet zarzucił mi taki tekst: - Aż mi się płakać zachciało jak nie pozwoliłas tacie zagrać jeszcze ten jeden raz....

Ale o co chodzi? Helołłłł???!!!!

To tylko gra, to tylko komputer.Ile można?!

A może lepiej byłoby trochę iść w piłkę pograć, porozmawić, w kręgle pograć, posprzątać,poczytać, no w ogóle cokolwiek bardziej "kreatywnego"...

A mój mąż przy komputerze podczas "strzelanki" wygląda DOKŁADNIE

tak jak ten tu:



A mój Szymek też się już nieco wyedukował. Potrafi już właczyć i wyłączyć komputer a nawet go "uśpić" czyli wprawić w stan wstrzymania!Krzyczy wtedy: - Zrobiłem stan trzymania!!!!!

I na Allegro pasjami zabawki ogląda i co i rusz pyta:

- Mamo zobacz jakie auto tanie: jeden-dwa-dziewięć / na razie zna tylko pojedyncze cyfry/. Kupimy?!

Taaa , normalnie okazja 129,-!!!!

A swoją drogą ja się tu tak mądraluję o komputerowym szaleństwie

a sama w pracy 8 godzin przy tym cholerstwie siedzę!

Nie tylko pracując rzecz jasna, ale psssst.....

A to na Pudelka zerknę, ploteczki o gwiazdach poczytam,

na blogi obowiązkowo trzeba wstąpić, na Allegro poszperać

Jakiegoś przepisu na zapiekankę poszukać albo na placek węgierski.

No, słuchajcie zakochałam sie w placku węgierskim lub zbójnickim, różnie go zwą. W każdym razie przebardzo mi smakuje!!!!!

Myślę,żeby samej spróbować zrobić.

Ktoś z was robił, może jakiś przepisik? Oleńko liczę na ciebie:):)

Tak więc reasumując pasuję do reszty mojej komputerowej rodzinki!!!
Przepis węgierski

Pączki a la Füred

75 dag mąki
50 dag margaryny
10 dag cytryny
500 ml oleju
5 jajek
30 dag cukru
40 dag dżemu brzoskwiniowego
kilka kropli octu
cukier puder
cynamon

Ok. 10 dag margaryny rozrobić z małą ilością mąki i odstawić w chłodne miejsc. Z pozostałej części tłuszczu i mąki, jajek, letniej wody, soli i kilku kropli octu wyrobić miękkie ciasto. Pozostawić je na ok. 20 minut. Następnie wysypać stolnicę mąką i rozwałkować ciasto na dość gruby placek. Na jego środek nałożyć wcześniej rozrobioną margarynę z mąką, po czym ciasto zawinąć czterema brzegami do środka. Rozwałkować i pozostawić na pół godziny. Po upływie tego czasu zawinąć na pół i ponownie rozwałkować i zostawić. Czynność powtórzyć czterokrotnie (ciasto zawijać z różnych stron), za każdym razem pozostawiając masę na pół godziny. Po tym czasie ostatecznie je rozwałkować, wyciąć kółka i smażyć je na głębokim oleju, aż się przyrumienią. Po usmażeniu odsączyć, posypać cukrem pudrem i cynamonem. Podawać z dżemem brzoskwiniowym.

i jeszcze przepis na pączki z książki Małgorzaty Musierowicz "Całuski Pani Darling"

Pączki dla Pani Tańskiej

"5 dkg drożdży (to jest mała paczuszka) należy rozetrzeć w kubeczku z łyżką cukru i dwiema łyżkami wody. Na stolnicę wysypać dwie czubate szklanki mąki i jeszcze dwie łyżki cukru, dodać pół kostki masła, dwa całe jaja, szczyptę soli, pół łyżeczki sproszkowanego cynamonu, skórkę otartą z porządnie umytej cytryny, paczkę cukru wanilinowego. To wszystko wraz z drożdżami zagnieść na gładkie, zwarte ciasto.

Z tego to ciasta proszę odrywać po kawałeczku i - uklepawszy w dłoni mały placuszek - owijać nim: kawałek jabłka, cząstkę mandarynki, suszoną śliwkę, łyżkę konfitury, wyłuskanego z łupiny orzecha, lub parę migdałów, czy garstkę rodzynków. Każdy pączek może zawierać co innego!

Uformowane w zgrabne kulki kładziemy nasze pączki w równych, dość sporych (bo urosną!) odstępach na blasze pokrytej folią aluminiową, lub wysmarowenej tłuszczem. Piec je należy w temperaturze 185 stopni, aż urosną i zrumienią się pięknie, wydzielając rozkoszny zapach.
Po upieczeniu, kiedy już pączki ostygną, polukrujmy każdy z nich (cukier puder, słodka śmietanka i sok z cytryny mieszać szybko, aż lukier zgęstnieje i zbieleje) i posypiemy siekaną skórką pomarańczową kandyzowaną lub drobno pokruszonymi orzechami."

Smacznego
Dziękuję za "Nominację generalską" ale niestety nick wiąże sie z miejscem zamieszkania... Czyli mostem wyżej wymienionej nazwie w Wawie:)
Czy ten gulasz posko węgierski ze strony pana Maćka nadaje sie na placek zbójnicki? A placek, to według przepisu z działu o ziemniakach?
albo zeskanowany i powiększony byłby kawałek przepisu ze starej książki kucharskiej np na placki po węgiersku . Całość miałaby stary druk o literach coś ok 5 cm...
Ech coś ta Dorotka nie chce zdradzić przepisu Czy ktoś ma jakiś przepis na dobry placek po węgiersku?
Dobry przyklad placki ziemniaczane- jutro robie na obiad:)
Kiedys bylam na Slasku w Katowicach i tam podano mi z przepysznym sosem wegierskim- ale niestety nie zdradzono przepisu. Palce lizac....
A kto ma przepis na placek po węgiersku? Bo ja uwielbiam ale jeszcze nigdy sama nie robiłam.
Yenna wrzuć przepisy na placek węgierski i kotlety ziemniaczane plus sosy. :wink:
Witom.
Widza co boła tukej gotka ło jedzyniu z konzomu.Jako,że tyż poradzi sie kupić cołkim dobre
gastronomiczne wyroby,czasami sie trefi cosik dobrego i to wcale niy za sroge pijondze.
Jak już my som przi tym to smakoszom flaczkow polecom ale to pierońsko wyrob z fyrmy
Pudliszki "Flaczki po zamojsku" je to krauza 520 gramowo w cynie 3.99zł
Flaki som miynkie fajnie doprawione i niy brakuje im walorow smakowych - polecom.

Justysia odnośnie wspomnianych placków po góralsku.
Może zacznę od tego,że podane placki występują w czterech różnych nazwach a sprowadza się
to w sumie do tej samej potrawy różniącej się jedynie dodatkami w gulaszu do tych placków
a nazwy jak nazwy po góralsku,po zbójnicku,po węgiersku i po cygańsku.
Podam przepis który stosuję najczęściej.
Placki ziemniaczane przepis ogólnie znany,bez komentarza
Gulasz do placków wołowina,pieczarki,mąka,sól,pieprz,chilli lub ostra papryka,sos sojowy,kostka rosołowa,cebula i margaryna
Przygotowanie: Wołowinkę kroimy w kosteczkę nie za drobną i smażymy na tłuszczu
po około 30 minutach dodajemy pokrojoną w kostkę cebulę smażąc.Następnie zalewamy wodą tak aby przykryła ona mięsko dodając sól i pieprz dusimy do miękkości.Uzupełniając w tym czasie braki odparowanej wody.Gdy mięsko zmięknie pod koniec duszenia dodać
należy podsmażone wcześniej pieczarki i zagęszczamy mąką dodając jednocześnie kostkę
rosołową,ostrą paprykę lub chilli i dwie łyżki sosu sojowego.Na wspomniane placki
kładziemy odpowiednią porję gulaszu nakrywając drugim plackiem.Smacznego!!

Podam teraz przepis dla smakoszy golonek.Golonka ale inaczej.

Potrzebne składniki:golonka przednia 4 szt.30 dkg cielęciny bez kości,kostka rosołowa,1 łyżka miodu,0,5l piwa jasnego,2 cebule,główka czosnku,liść laurowy,goździk
z 8 ziaren ziela angielskiego,kminek,imbir,chilli,2 łyżeczki majeranku,sos sojowy,sól,pieprz

Przygotowanie:golonki dobrze oczyścić /z włosa co by podniebienia nie łaskotały/
i włożyć do osolonego wrzątku z kostką rosołową,1 łyżeczką majeranku i obranymi ząbkami czosnku.Gotujemy około 1,5 godziny do momentu kiedy można będzie usunąć kości z
golonki ale mięso nie będzie jeszcze całkiem miękkie.Gdy golonki przestygną w wywarze
przecedzamy a płyn stawiamy na małym ogniu.Z golonek usuwamy kości,cielęcinę mielimy
na drobnym sitku i doprawiamy 4-roma posiekanymi ząbkami czosnku,1 łyżeczką
majeranku,solą i pieprzem.Wyrabiamy dokładnie dodając do farszu trochę wywaru.
Następnym etapem jest przygotowanie zalewy,którą wykonujemy poprzez wymieszanie
miodu,piwa,sosuu sojowego,imbiru,chilli i posiekanych dwóch ząbków czosnku.
Golonki juz bez kości faszerujemy powstałą masą z cielęciny i układamy w naczyniu
żaroodpornym zalewając przygotowanym sosem piwnym tak aby sos sięgał do połowy
ułożonych w naczyniu golonek.
Tak przygotowane golonka wkładamy do nagrzanego piekarnika o temperaturze 180 stopni
przez około 1,5 godziny i pieczemy do miękkości a w czasie pieczenia uzupełniamy sos resztą wywaru z golonek.Tak przygotowane golonka podajemy z ziemniakami lub
pieczywem i tartym chrzanem.

Nawiązując do mojego dzisiejszego menu będzie to tradycyjny żur śląski ale z płuckami
na tą potrawę przepisu podawać nie muszę
Hej,
ja po krótkim opalanku na balkonie,ale szybko słonko uciekło za drzewo i koniec. Mogliby to drzewo ściąć,bo zabiera mi światło za szybko.Tylko wtedy sąsiedzi by mnie podglądali.

agusia hipoteka to zabezpieczenie prawne rzeczowe(materialne)

A propo przepisów to nie wiem czy ja Ci dużo pomogę,bo mi się zawsze wszystko udaje przy gotowaniu.Nie ma dla mnie trudnych przepisów.Nawet jak coś w przepisie jest pokręcone to udaje mi się uratować. Nauczyłam się z przymusu nawet gotować na elektrycznej kuchence,a to nie takie łatwe jak na gazowej,bo trzeba mocno kontrolować,zeby coś się nie przysmażyło czy nie wykipiało.Zup nie robię,albo bardzo rzadko,bo ja się nie najadam nimi,mąż też średnio przepada.
U nas często są zapiekanki robione makaronowe albo ziemniaczane.To jest najlepsze w nich,że można dodać wszystko co się chce i lubi,albo co się ma w lodówce.Podstawa to makaron-rurki,świderki,muszelki albo ziemniaki pokrojone np. w plasterki,no i sos,albo pomidorowy albo śmietanowy.Ale to najlepiej kupić gotowy w słoiczku,albo z takich fixów,bo samodzielnie robiony nie zawsze moze się udać,no i trochę czasu zajmuje też.Ale jakbyś chciała to moge napisać jak zrobić.A reszta:pomidory,kukurydza,fasola,jakies mięsko(ale wczesnej podsmazone)-piersi z kurczaka,mięsko wieprzowe,kiełbaska,salami,cebula,czosnek,pieczarki,papryka,wszystko co się lubi i co się ma.Miesza się wszystko,albo warstwami układa.Posypuje albo nakrywa plastrami sera żółtego.I do piekarnika.
Z prostych przepisów to zależy co lubicie jeść. Zakładam,że mąz jak większość mężczyzn to mięsożerca,więc żeby nie było nudno duzo rzeczy mozna zrobić na kilka sposobów
Pulpety mozesz zrobić,robi się tak samo jak mielone tylko nie smaży a gotuje i z sosem podaje,np.z sosem pieczarkowym albo śmietanowym,albo zapieczone z posypanym żółtym serem,sosem i z ziemniaczkami,(jesli w plasterkach to lepiej wczesniej podsmażyc na patelni troszkę,a jesli w całości młode to ugotować to krócej w piekarniku wtedy się trzyma).Do mielonych tez możesz dodać jakąś wstawkę,np.pokrojony szczypiorek albo ser żółty.Do schabowe albo piersi z kurczaka tez mozna coś wsunąć(po zrobieniu kieszonki,czyli przekrojeniu na pół,ale tylko z jednej strony).Albo placki zieminaczane-zamiast tradycyjnie ze śmietanką,to zrobić po cygańsku(czy węgiersku -to zalezy od regionu jak się nazywają)z sosem pomidorowym łagodnym lub pikantym,pieczarkami i mięsem takim gulaszowym duszonym.
Sam gulasz z kaszą tez jest daniem bardzo prostym i tanim.(mój mąż przepada za nim).
Tak mogłabym pisac i pisać...ale to dużo zajmie.Gotowanie nie jest trudne.Ja bardzo lubię gotować i wszystko mi pyszne wychodzi,że tak nieskromnie powiem (o niebo smaczniejsze niż tesciowej,która notabene jest kucharką)

sylcia milusia ta koleżanka Ja sobie nie wyobrażam,żeby moi goście siedzieli przy samej herbacie,ciężarne czy nie ciężarne,nieuprzejmie tak jakoś niczym nie poczęstować.

pandobar po raz pierwszy gratuluję połóweczki

andziarka ja doszłam do takiego wniosku,bo zawsze jak czegoś szukam to nie znajduję nic wsklepach,a jak nie szukam(albo nie mam kasy an wydawanie)to oczywiście okazji co niemiara

3 GODZINY PÓŹNIEJ

Gdzie są wszyscy??

No tak,to tylko ja zostałam porzucona przez męża i siedzę i bąki zbijam.
Moja rodzina uwielbia wszelkie placki i placuszki:
oto kilka przepisów:
Ryżowe placuszki Myszki 1 woreczek ugotowane go ryżu
2 jaja
ok.25 dag mąki
pół szklanki mleka lub śmietany
1 płaska łyzeczka proszku do pieczenia
cukier do smaku

Jja,mleko,cukier zmiksować.Dodawać mąkę z proszkiem.Na końcu dodać
ryż.Wymieszać.Zostawić na 15 minut.
Smażyć na oleju z obu stron na złoty kolor.

Placuszki z bananami
dwie szklanki mąki pszennej
dwa jajka
mniej więcej szklanka wody
ćwierć łyżeczki soli
ćwierć łyżeczki proszku do pieczenia
5 dojrzałych bananów
słodki sok albo cynamon i cukier
olej do smażenia - około pół szklanki

Myję więc jajka w gorącej wodzie, następnie rozbijam je i oddzielam żółtka od białek. Do białek dodaję szczyptę soli i ubijam mikserem na pianę. Do drugiej miski wrzucam mąkę, żółtka, sól, proszek do pieczenia i dolewam wody, i miksuję to wszystko ma jedwabistą masę - wody dodaję tyle, by otrzymać masę o gęstości gęstej śmietany. Trzy banany obieram i kroję na plasterki, następnie zaś rozgniatam niezbyt dokładnie widelcem, tak by stanowiły masę, ale z wyczuwalnymi grudkami. Tak rozgniecione banany, ubite białka i masę mieszam razem ze sobą. Na patelni rozgrzewam olej i smażę placuszki - jeden placuszek to około łyżka masy. Placuszki są gotowe, gdy przepięknie rumiane z obu stron. Dwa pozostałe banany kroję na plasterki i dekoruję nimi placuszki, które też można posypać cukrem pudrem, cynamonem lub polać sokiem.

Placek po węgiersku

1 jajko,
50 dag ziemniaków,
1/2 cebuli,
1-2 łyżki mąki,
olej do smażenia;

GULASZ:
50 dag wołowiny bez kości,
2 dag mąki,
2 dag ketchupu,
sól,
pieprz,
ziele angielskie,
liść laurowy.

Mięso umyć, wyżyłować, pokroić w niezbyt grubą kostkę, posypać przyprawami i mąką. Zrumienić na silnie rozgrzanym tłuszczu razem z obraną, opłukaną i pokrojoną w kostkę cebulą. Następnie skropić wodą i dusić na małym ogniu pod przykryciem. Pod koniec duszenia dodać ketchup, przyprawy oraz pozostałą mąkę wymieszaną z małą ilością zimnej wody.

W trakcie duszenia zetrzeć na tarce obrane ziemniaki. Odcisnąć płyn. Cebulę obrać i pokroić na bardzo drobną kostkę. Jajko ubić i dodać do startych ziemniaków. W tak przygotowanej masie rozprowadzić równomiernie mąkę oraz pokrojoną cebulę.
Przygotowana masa nie może być zbyt rzadka.

Gdy gulasz jest już gotowy rozgrzać na patelni trochę oliwy. Masę smażyć na duże placki po około 3 minuty z każdej strony.

Na każdy z placków nałożyć gulasz i złożyć placek na pół.

Placek można dodatkowo posypać świeżą nacią z pietruszki.

Ja dodatkowo po zlozeniu kazdego placka na pol ulozylam na talerzu zaroodpornym, posypalam serem tartym i pietruszka i wlozylam na 5 minut do pieca-rewelacja!!

Placuszki,kotleciki z kalafiora

Składniki:
- kalafior 1 szt. (duży).
- cebula 10 dag.
- bułka kajzerka 2 szt.
- jaja 2 szt.
- koperek zielony (1 pęczek).
- bułka tarta.
- Sól,pieprz naturalny.

Kalafior obgotować, gdy będzie półtwardy odcedzić go, przepuścić przez maszynke do miesa wraz z namoczona w mleku lub wodzie i odcisniętą bułką. Cebulę obrać, pokroić w drobną kostkę i usmażyć na niewielkiej ilości tłuszczu na jasno złoty kolor . Koperek zielony dokładnie opłukać, osączyć z wody i drobno posiekać. Do zmielonego kalafiora dodać bułkę, cebulę, surowe jajka, posiekany koperek, przyprawić do smaku i dokładnie wymieszac. Uformować okrągłe kotleciki w formie krążków o grubości 1,5 cm. Obtoczyć je w bułce tartej i smażyć na dobrze rozgrzanym tłuszczu na złoty kolor z obu stron. Smaczne z mizerią!

Placuszki z kukurydzą *1 jajo
1 puszka kukurydzy w zalewie
3 lyżki maki lub więcej
2 cebule/pokroic w kostkę/
sól,Delikata lub Vegeta
oregano
ser zólty w plasterkach lub tarty
ketchup,olej,margaryna

Cebulke usmazyć na margarynie na złoty kolor.
Posypać łyzęczką Delikaty lub Vegety,posolić.
Do miski włozyć:
Kukurydze z zalewą,mąkę,wbić jajko,usmazoną cebulkę.
Wymieszac na ciasto o konsystencji naleśnikowej/gdy kukurydza nie ma zalewy dodac troche przegotowanej wody/.
Smazyć na oleju z obu stron na złoto.
Po przewróceniu na druga stronę na placuszki połozyc po plasterku zółtego sera,posypać oregano/niekoniecznie/,mozna polać keczupem.
Myślę, że każdej z nas ułatwi to choć troszkę znalezienie przepisu

1. Lasagne - strona 1
2. Piernik tradycyjny - strona 2
3. Piernik warzywny - strona 2
4. Piernik świąteczny - strona 2
5. Sernik - strona 3
6. Sernik bez sera - strona 3
7. Ciasteczka waniliowe a'la Fibi - strona 4
8. Naleśniki - strona 5
9. Naleśniki II - strona 6
10. Jajka faszerowane - strona 6
11. Pączki babuni - strona 7
12. Faworki - strona 7
13. Sałatka Gyros - strona 8
14. Szybka sałatka - strona 8
15. Sałatka z łososia - strona 9
16. Naleśniki z farszem - strona 9
17. Ciasto baby Jagi - strona 9
18. Leczo pieczarkowe - strona 10
19. Chleb świąteczny - strona 10
20. Ciasto marchewkowe - strona 11
21. Biszkopt z brzoskwiniami i kokosem - strona 11
22. Ciasto z kaszy manny - strona 11
23. Kurczak z curry - strona 12
24. Szybka sałatka II - strona 12
25. Sałatka z czerwonej fasoli - strona 12
26. Kokosanki - strona 12
27. Zapiekanka ze szpinakiem - strona 12
28. Sałatka z tuńczyka - strona 13
29. Sałatka z tuńczyka II - strona 13
30. Zapiekanka ziemniaczana - strona 13
31. Duszony kabaczek - strona 14
32. Zupa krem z groszku wg Pascala -strona 14
33. Piersi z kurczaka według Nigeli - strona 14
34. Mus czekoladowy - strona 14
35. Francuskie sakiewki z serem - strona 14
36. Zupa krem z brokułów - strona 14
37. Zupa pieczarkowa na serku - strona 14
38. Kurczak z kolorową papryką - strona 15
39. Sałatka z kurczaka w sosie cayenne - strona 16
40. Torcik - strona 16
41. Sałatka z tuńczyka III - strona 17
42. Pieczarki faszerowane pieczarkami - strona 17
43. Zupa krem z porów - strona 17
44. Kluski - strona 17
45. Paprykarz - strona 17
46. Sałatka ze szpinakiem - strona 17
47. Pierś z kurczaka - strona 17
48. Pstrąg - strona 17
49. Pstrąg II - strona 17
50. Piersi z kurczaka z dodatkiem ananasa - strona 18
51. Kolorowe naleśniki - strona 18
52. Naleśniki z bananami - strona 18
53. Naleśniki a'la kebab - strona 18
54. Burrito z kurczaka - strona 18
55. Kotlety ziemniaczane - strona 18
56. Ciasto z kaszy manny II - strona 18
57. Prosta sałatka - strona 18
58. Ciasto kapitana Haka - strona 18
59. Schabowe z serem - strona 19
60. Ryż z jabłkami lub musem jabłkowym - strona 19
61. Czekolada - strona 19
62. Ciasto zebra - strona 19
63. Jabłecznik - strona 19
64. Szyszki - strona 19
65. Szyszki II - strona 19
66. Szyszki III - strona 19
67. Sałatka pieczarkowa - strona 19
68. Placek drożdżowy - strona 20
69. Pączki - strona 20
70. Galaretka w paski - strona 20
71. Salceson z galaretek - strona 20
72. Żeberka inaczej - strona 20
73. Sos czosnkowy - strona 20
74. Kebab - strona 21
75. Zupa fasolowa - strona 22
76. Zupa z zielonego ogórka - strona 22
77. Zupa porowo - serowa - strona 22
78. Kruche ciasteczka - strona 23
79. Polewa do ciasta marchewkowego z serka topionego - strona 23
80. Ryż zapiekany z jabłkami - strona 23
81. Sałatka z selera - strona 24
82. Sałatka sesyjna - strona 24
83. Sałatka - strona 24
84. Sałatka Ewy - strona 24
85. Sałatka chińska - strona 24
86. Śledzie po żydowsku - strona 24
87. Zapiekanka z bakłażanów - strona 24
88. Surówka do obiadu - strona 24
89. Żeberka w miodzie - strona 24
90. Żeberka miśkowe - strona 24
91. Krwiste ziemniaki - strona 25
92. Kotlety szarpane - strona 25
93. Pieczona kiełbasa - strona 25
94. Koperty z jabłkami - strona 25
95. Ciasto z galaretką - strona 25
96. Sałatka z brokułów i pomidorów w sosie czosnkowym -strona 26
97. Orzechowiec z kremem śmietankowym - strona 26
98. Babka - strona 26
99. Sos pieczarkowy - strona 26
100. Piersi kurczaka w cieście piwnym - strona 27
101. Opiekane kalafiory - strona 28
102. Kotleciki z kalafiora - strona 28
103. Kurczak z ryżem na szybko - strona 29
104. Sałatka z kalafiora - strona 29
105. Zapiekanka makaronowa - strona 29
106. Zapiekanka makaronowa II - strona 29
107. Wielobarwna zapiekanka z makaronu - strona 29
108. Tosty z duchami - strona 30
109. Krwawe palce - strona 30
110. Tiramisu - strona 30
111. Caprese włoskie zmodyfikowane - strona 31
112. Ciasto naleśnikowe - strona 31
113. Ciasto na gofry - strona 33
114. Placki ziemniaczane - strona 34
115. Ciasto na gofry II - strona 35
116. Placki węgierskie - strona 36
117. Bawole oko - strona 37
118. Bułeczki z piekarnika - strona 37
119. Kapuśniak - strona 37
120. Zupa kapuściana - strona 37
121. Szybki makaron - strona 39
122. Ciasto marchewkowe - strona 40
123. Naleśniki z pieczarkami i cebulką - strona 40
124. Ciasto naleśnikowe ze szpinakiem - strona 40
125. Szarlotka japońska - strona 42
126. Sałatka cesarska- strona 43
127. Bruschetta - strona 43
128. Sos pomidorowy - strona 43
129. Zapiekane bułeczki z wątróbką - strona 43
130. Szaszłyki - strona 44
131. Naleśniki inaczej - strona 44
132. Nadziewane ogórki - strona 44
133. Drożdżówka dla leniwych - strona 46
134. Ciasto na pierogi - strona 47
135. Babka zakalcowa - strona 47
136. Sos do naleśników - strona 49
137. Pierniczki - strona 49
138. Tarta cebulowa - strona 51
139. Kurczak a'la KFC - strona 51
140. Orzechowiec - strona 52
141. Schab cytrynowy - strona 52
142. Ciasto kokosowe - strona 53
143. Sos z czerwonego wina - strona 53
144. Placki z filetem z kurczaka - strona 53
145. Karczek zapiekany z cebulą - strona 54
146. Pączki północne - strona 54
147. Zupa Meksykańska - strona 54
148. Zapiekanka - strona 54
149. Sałatka z brokułów - strona 54
150. Rogaliki z jabłkami - strona 55
151. Tort a'la Joanna D'arc - strona 55
152. Ciasto brzoskwiniowe wydmy - strona 55
153. Sałatka makaronowo-serowa - strona 56
154. Schabowe trochę inaczej - strona 56
155. Schabowe z ananasem - strona 57
156. Cannelloni w beszamelu z nadzieniem ze szpinakiem i serkiem ricotta - strona 57
157. Sałatka z ziemniaczana z zielonym akcentem - strona 59
158. Duszony schab wersji na słodko z ryżem, ananasem i brzoskwinią lub na słono z kiszonym ogórkiem i kaszą jęczmienną - strona 59
159. Kurczak z curry i mleczkiem kokosowym - strona 59
160. Pizza - strona 60
161. Pie z kurczakiem - strona 60
162. Karkówka - strona 61
163. Kurczak w krakersach - strona 61
164. Naleśniki z pomarańczami - strona 62
Ostatnio każda podróż do Europy leczy mnie z kompleksów. Z wyuczonego poczucia niższości i wiary w mit Zachodu. Miasta, które dziesięć lat temu wprawiały mnie w zachwyt, teraz rozczarowują,

Rzym jest brudniejszy niż Warszawa. Wieczorami w centrum Amsterdamu koczuje więcej narkomanów niż na Dworcu Centralnym. Paryż, kolebka równości i braterstwa, przypomina miasto porżnięte na etniczne sektory. Przez Edynburg w nocy przewalają się hordy pijanych nastolatków. A w Londynie coraz trudniej czuć się bezpiecznie.

Europa jest nie tylko wspaniała. Ma się czego wstydzić. Ale za wszystkich (i w nadmiarze) wstydzimy się my. Wciąż wyrzucamy sobie zaściankowość, konserwatyzm, zacofanie. Od czterech lat jesteśmy w Unii Europejskiej, ale sami podcinamy sobie skrzydła, powtarzając, że ekonomicznie ciągniemy się dwie, trzy dekady w tyle. A za powód do dumy uważamy to, że rzesze naszych młodych emigrantów doskonale sobie tam, u nich, Europejczyków, radzą. Lubimy myśleć, że nie kładą już papy, siedzą w bankach i agencjach reklamowych, jadają w dobrych restauracjach. Oni podobno nie są już ubogimi krewnymi, półbarbarzyńcami. My tutaj jeszcze tak.

Europa w paczce

Moje dorastanie przebiegało w cieniu bogatej ciotki Europy, której granice przedziwnie rozciągały się na Izrael (bo stamtąd docierały cytrusy). Nie bardzo wiedziałam, jak wygląda Europa, ale byłam pewna, że powinnam jej zazdrościć i do niej aspirować. Przyjeżdżała do nas w paczkach albo w opowieściach wujów i sąsiadów, którzy mieli okazję na chwilę wyrwać się do lepszego świata.

Ja i moi przyjaciele z podwórka urodziliśmy się na rok przed stanem wojennym, a wychowywaliśmy w poczuciu ubóstwa. Nie doświadczaliśmy go naprawdę, ale wisiało w powietrzu. Przywiezione przez ojca koleżanki żelki świadczyły dobitnie, że gdzieś tam jest rzeczywistość równie ekscytująca i słodka jak one. Większość naszych rodziców też jej nie widziała, ale coś w ich rozmowach, podsłuchanych przez nas, chowających się pod imieninowym stołem, mówiło nam, że tam jest eldorado.Przez pierwsze dziesięć lat życia zazdrościliśmy zaocznie, nie bardzo wiedząc czego. Ale potem Zachód stał się bardziej namacalny. Wpadł mi w ręce, gdy zdałam egzamin przed pierwszą komunią – ksiądz proboszcz wręczył mi paczkę owocowych pastylek Skittles. Mniej więcej w tym samym czasie Europa przyjęła postać drogich zeszytów z kolorowymi okładkami, jaskrawych flamastrów i tornistrów z działającym zegarem na klapie. Cała klasa przykładała ucho, żeby sprawdzić, czy tyka. Był rok 1991, pamiętam plakat zapowiadający 200-lecie Konstytucji 3 maja. Tej samej, która miała świadczyć o naszej historycznej przynależności do europejskiej rodziny i dawno wykupionym bilecie na salony demokracji. Plakat wisiał jeszcze długo, a my szybko się nauczyliśmy, że Europa to gratka nie dla każdego.Oglądaliśmy reklamy zabawek firmy Mattel z różową posiadłością lalki Barbie, do której Ken wjeżdżał windą. Ale nikomu nie śniło się jej mieć. Kiedy kilka lat temu moja przyjaciółka wspomniała, że dostała od rodziców taki domek i trzyma go gdzieś w pudle na strychu, zaparło mi dech. Nawet teraz nie odważyłam się poprosić, by go dla mnie rozłożyła. Jakbym wciąż znała swoje miejsce, które znajduje się w przedsionku.

Dzieci w klasie szybko podzieliły się na te, których rodzice korzystali z dobrodziejstw wolnego rynku nieśmiało, i te, których rodzice rzucili się w wir możliwości. Ten kolega od tornistra z zegarkiem był najbogatszym uczniem w szkole, miał tatę biznesmena. Gdy zaprosił nas do siebie, odbyliśmy pierwszą symboliczną podróż na Zachód. My, rezydenci mieszkań z wielkiej płyty, spędzający popołudnia na trzepaku, wkroczyliśmy do rozległej posiadłości wyposażonej w odtwarzacz wideo, kamerę i kuchenkę mikrofalową, z której wyjechał do nas europejski posiłek. Z pierogami ruskimi, barszczem ukraińskim i plackiem po węgiersku byliśmy za pan brat, ale nigdy nie widzieliśmy spaghetti bolognese. Wycieczka do Włoch stanowiła wyzwanie, makaron uciekał z widelca, smak Zachodu wydawał się nieuchwytny. Z poważnymi minami naśladowaliśmy gospodarza, nawijając makaronowe nitki za pomocą widelca i łyżki. Wróciłam do domu podekscytowana, z poczuciem, że zobaczyłam kawał świata.

Unia na sucho...

Świat to było coś zewnętrznego. Wszystko, co imponujące i wartościowe, znajdowało się tam. Podczas gdy Europejczycy mogli z tych bogactw korzystać do woli, my musieliśmy na nie zapracować i udowodnić, że jesteśmy ich warci. Przede wszystkim ucząc się języków obcych. Brak znajomości angielskiego oznaczał brak zawodowych perspektyw, a przy okazji najzwyklejszy wstyd. Włochom i Hiszpanom podobne kompleksy czy ambicje pozostają obce. Mogę im zarzucać arogancję albo zazdrościć poczucia wartości własnej kultury.

Ja przez prawie jedną trzecią dotychczasowego życia odczuwałam coś przeciwnego. Po 1989 r. tylko raz stałam w kolejce po cukier, za to codziennie rano ustawiałam się w kolejce do Europy. Razem z całym krajem czekałam na „wejście”, „przystąpienie”, „uzyskanie członkostwa”. Nerwowo nasłuchiwaliśmy pomruków z salonu, niepewni, zawstydzeni, może nawet upokorzeni. Zechcą nas czy nie? A jeśli tak, to kiedy? Musimy być przygotowani. Pokolenie naszych rodziców w zamian za otwarcie drzwi zaoferowało Europie własne dzieci. Siebie zwykle spisywali na straty, inwestując w nasz angielski, nasze studia, stypendia i podróże. Żebyśmy się dobrze prezentowali w tym wyrafinowanym świecie, mieli szanse i nie czuli się gorsi.

Chór polityków wtórował unisono: „przyszłość Polski leży w Europie”. A skoro przyszłością jesteśmy my, młodzi… W XXI wiek wkraczaliśmy pełni nadziei i świadomi obowiązków. W wyniku tej euforii do egzaminów na wydziały Stosunków Międzynarodowych i Politologii, które oferowały znajomość prawa międzynarodowego i unijnego, przystępowały tłumy. Większość z nas jako specjalizację wybierała europeistykę, licząc, że to pozwoli zrozumieć fenomen, którego częścią mieliśmy się wkrótce stać.Przez pięć lat z namaszczeniem wkuwaliśmy idee Schumana, historię instytucji wspólnotowych, procedury decyzyjne, tryb głosowań w unijnym parlamencie, zmiany zapisane w kolejnych traktatach. Wszystko w teorii, przekazywane przez wykładowców, którzy – z nielicznymi wyjątkami – nigdy nie pracowali w Brukseli. Kilku młodych doktorantów, którzy w unijnych instytucjach stażowali, nie zostawiało nam złudzeń: Unia Europejska sprowadza się do decyzji finansowych, kwalifikowania marchewki jako owocu, przepisów określających twardość asfaltu na autostradach. Wielka polityczna idea okazała się przedsiębiorstwem działającym według detalicznych ustaleń i zatrudniającym wyłącznie fachowców.Nam wolno było tylko pobawić się w Unię na sucho. Podczas uniwersyteckich debat imitowaliśmy obrady Parlamentu Europejskiego, odświętnie ubrani i na jeden dzień wyposażeni w obywatelstwo niemieckie, brytyjskie czy włoskie. Poza tym prawie każdy mógł sobie Europę wreszcie obejrzeć z bliska, wyjeżdżając na półroczne stypendium. Przypominało to lizanie cukierka na czas, ale stanowiło kolejny stopień wtajemniczenia.

... i w praktyce

Szczęśliwe rozwiązanie nadeszło, gdy byliśmy rok po studiach. Świętowałam z przyjaciółmi skromnie i z niedowierzaniem, oglądając wiwatujące tłumy w telewizji. Ojciec koleżanki wdrapał się na drabinę w ogrodzie i przybił do drzewa unijną flagę. Popijaliśmy szampana, kryjąc łzy wzruszenia.Już nie musimy jeździć do Londynu do roboty na czarno i drżeć na granicy o to, czy nas wpuszczą. Już nie trzeba wyskrobywać zaskórniaków, żeby wejść do Tate Modern – młodzi obywatele UE mają zniżki w muzeach. Możemy mieszkać w Szkocji i latać do domu kilka razy w roku. Godzinami rozmawiać z rodzicami przez Skype’a. I zapomnieć o scenie kończącej „300 mil do nieba”, gdy ojciec krzyczy kilkuletniemu synowi w słuchawkę: „Nie wracajcie, słyszysz?”.

Dopiero teraz możemy odczarować Europę, spojrzeć na nią trzeźwo. A wcale nie jest to łatwe, bo hasłu „Zachód” wciąż przyporządkowane są wyłącznie komplementy. Gdy mówię o nim krytycznie, widzę unoszące się brwi. Nauczyliśmy się myśleć o sobie negatywnie, a wszystkich mieszkających na zachód od Odry odruchowo wrzucamy do wspólnego worka ogłady, wysokiej kultury, lepszych rozwiązań.

– Widziałaś już zarzygane chodniki? – zapytał na powitanie znajomy. – Nie? To nie widziałaś Edynburga.

Myślałam, że żartuje. Przecież Edynburg to perła Szkocji, gospodarz znakomitego festiwalu teatralnego. Ale o północy, gdy – zgodnie z rytmem tamtejszych weekendów – opuściłam pub, żeby przenieść się do nocnego klubu, zrozumiałam. Na ulicach były tłumy zalanych nastolatków, dziewczyny chwiały się półprzytomne i półnagie.

Policjanci są przyzwyczajeni, nie interweniowali. Widziałam, jak uprzejmie wskazują drogę do nocnego autobusu chłopakowi, który ledwo bełkotał. W autobusie jakiś mężczyzna groził kierowcy, waląc pięściami w kuloodporną szybę dzielącą go od pasażerów. Kierowca bezskutecznie wzywał policję. Wreszcie dwóch zirytowanych panów wyrzuciło awanturującego się na chodnik, a kierowcy nakazało: – Jedź!

Polscy przyjaciele, u których byłam w gościnie, zapewniali, że zwykle takie historie się nie zdarzają. Ale dzień wcześniej byliśmy w modnym klubie, w którym stoły i sofy były zalane piwem, a w toalecie wybijał klozet. Kelner poproszony o posprzątanie dla nas stołu, wręczył nam papierowe ręczniki. Pijany chłopak uderzył mojego kolegę w głowę, wybuchła bójka, ale ochroniarze zareagowali, gdy było po wszystkim. Za to gdy ktoś zapalił zapałkę, natychmiast zjawił się menedżer i upomniał nas, że obowiązuje zakaz palenia.

Tak ustawione granice bezpieczeństwa i komfortu bulwersowały nie tylko mnie. – To ostatnie miejsce na ziemi, w którym chciałabyś wychowywać dzieci – oznajmiły jednogłośnie Kanadyjka i Polka, które przyjechały do Edynburga na stypendium. O brytyjskich dzieciach biorących narkotyki na szkolnych przerwach rozpisuje się światowa prasa, ja widziałam co innego. Dwóch pięciolatków samych na ulicy o 23, terroryzujących pełen ludzi autobus niewybrednymi żartami. Ode mnie chcieli pieniędzy, a kiedy odmówiłam, jeden z nich przyjął pozę gangstera z hiphopowych teledysków i krzyknął: – Na kolana, skurwysynu!

Ranking bab w okienku

W autobusie w Rzymie nie było niebezpiecznie, ale boleśnie brakowało zdrowego rozsądku i troski o ludzi. Był późny wieczór, trasa wiodła wąskimi uliczkami, na jednym z zakrętów kierowca zatrzymał się między źle zaparkowanymi samochodami. Mógł wycofać i pojechać inną drogą. Zamiast tego wyłączył silnik i zadzwonił po policję, by wypisała właścicielowi wozu mandat. W ciągu 45 minut radiowóz się nie zjawił, za to nadjechały dwa autobusy tej samej linii. Żaden z kierowców nie przejął pasażerów, nie skorzystał z objazdu. Spośród kilkudziesięciu osób tylko jedna Włoszka uznała sytuację za idiotyczną i – tak jak ja – poszła na pobliską stację kolejową. Reszta została, oczekując, aż problem rozwiąże się sam. U nas taka sytuacja nie mogłaby mieć miejsca – kierowca coś by poradził. Jeśli nie sam, to przymuszony przez pasażerów.

Dzień później stałam pod rzymskim stadionem olimpijskim, czekając na koncert Madonny – kilkutysięczny tłum od rana tkwił w silnym słońcu, coraz bardziej wściekły. Po południu było nas już kilkadziesiąt tysięcy, a naprzeciwko – kilkunastu bezradnych carabinieri. Gdy wreszcie otworzyli bramy stadionu (dwie z kilkunastu), było blisko katastrofy. Gdyby w Polsce jakąkolwiek imprezę masową zorganizowano w ten sposób, następnego dnia gazety nie zostawiłyby na organizatorach suchej nitki. Włosi pisali tylko o tym, że Madonna znów obraziła papieża.

Narzekamy na nasze postawy obywatelskie, jakość usług komunikacyjnych, nieudolność policjantów. Oczekujemy od siebie więcej, przekonani, że na Zachodzie wszystko wygląda lepiej. Może to wyobrażenie działa mobilizująco, ale jest zdezaktualizowane i zwyczajnie nieprawdziwe. Dużo mówimy o „fatalnej kondycji” i „zapaści” polskiej służby zdrowia. Ale to z Wysp Brytyjskich docierają najkoszmarniejsze i groteskowe opowieści o opiece medycznej, a raczej jej braku. Moja ciężarna znajoma trafiła do lekarza z zapaleniem oskrzeli, a ten zalecił inhalacje z gorącej wody. Ginekolog nie widział potrzeby skierowania jej na badanie USG. Gdy kolega, zatrudniony na czarno w Londynie, zjawił się w Warszawie bez kilku zębów, tłumaczył: wyrwać było taniej, niż leczyć. Ale i teraz, gdy jest ubezpieczony, woli przylatywać do przychodni w Warszawie.Także polskie historie o nieuczynnych „babach w okienku” wypadłyby w europejskim rankingu blado. Przyjaciółka przysłała mi z Tuluzy wieloodcinkową epopeję o tym, jak próbowała we francuskim banku dokonać wpłaty na konto. Zajęło to kilka dni i wtedy zrozumiała, dlaczego Francuzi mają tak długie urlopy – połowę wykorzystują na wizyty w urzędach. Resztę – na studiowanie aktualizowanego co miesiąc przewodnika po zasiłkach, subwencjach i dotacjach. – A najgorsze, że za każdym razem, kiedy ktoś próbuje tu coś zmienić, organizują strajk i wszystko staje! – zakończyła.

Poza tym Europa cierpi z powodu dolegliwości, które nas nie dotyczą. Podczas niedawnego spaceru po Paryżu obserwowałam wieloetniczne tłumy. Afrykańscy imigranci oferują breloczki w kształcie wieży Eiffla, ale to oni stanowią dziś najtrafniejszy symbol miasta. Podróżując naziemnymi liniami metra, łatwo zauważyć, że miasto jest podzielone na rasowe i narodowe dystrykty – na jednej stacji wsiadają Hindusi, na kolejnej Afrykańczycy, na następnej – sami Francuzi.

Obietnica in blanco

W wielonarodowej masie trudno utrzymać poczucie tożsamości. Mieszają się systemy wartości, wyznania i normy obyczajowe. Współistnieją na rzecz wolności i tolerancji, ale kosztem zacierania granic i częściowej amnezji. Kilka lat temu znajomy dostał stypendium na prestiżowej uczelni artystycznej w Londynie. Wyjeżdżał do świata liberalnego, gdzie nikt nie będzie piętnował jego homoseksualizmu. W rodzinnym mieście na południu Polski tego komfortu by nie miał. Ale to co kiedyś nazywał otwartym społeczeństwem, dziś utożsamia z otępiałą masą. Okazało się, że polski tradycjonalizm i obyczajowa zaściankowość, od których chciał się uwolnić, niosą ze sobą coś bezcennego. Coś, bez czego jako artysta czuje się niepotrzebny: – W Polsce ludzi można jeszcze czymś poruszyć, zdziwić, nawet oburzyć. Już nie mogę patrzeć na te pozbawione wyrazu londyńskie gęby, które wszystko widziały. Nic nie robi na nich wrażenia, nic nie czują.

Rozumiem jego rozgoryczenie. Ja też uwierzyłam, że tam, gdzie jest więcej możliwości i pieniędzy, jakość życia musi być lepsza. Perspektywa Europy, którą byliśmy karmieni, przeistoczyła się w poważną obietnicę – weksel na przyszłe szczęście, gwarantowany przez polskie autorytety. Jeden z naszych wybitnych aktorów, który w latach 80. wyemigrował do Francji, mówił mi, że woli Paryż od Warszawy, bo tam jeszcze nigdy nie zabrudziły mu się buty. Moja rówieśniczka, która spędziła tam ostatnie pięć lat, wybuchła śmiechem: – Przecież Paryż to śmierdząca kloaka!

Trzeba uważać, co się młodym opowiada. Nawet teraz, gdy na własne oczy zobaczyłam, że między Polską a Europą nie ma przepaści, mój nowy patriotyzm jest postawiony na głowie. Zaczynam lubić mój kraj za to, że nie jest tak zły, jak go sami namalowaliśmy.

Źródło: Rzeczpospolita
Specjały europejskich kuchni

Coraz więcej podróżujemy. Będąc za granicą, próbujemy różnych specjałów europejskich kuchni. Czasem o nich już słyszeliśmy i chcielibyśmy sami przekonać się, jak smakują. Czym więc delektują się Europejczycy? Oto najbardziej popularne potrawy, trunki i smakołyki.

ABSYNT nazywany piołunówką znamy głównie z literatury. „Zieloną wróżkę” uwielbiała bohema artystyczna w XIX wieku (piołun, a raczej zawarty w nim tujon, w większych dawkach ma właściwości odurzające). Ze względu na plagę nałogowego picia tego trunku większość krajów europejskich (i USA) zabroniła jego produkcji i sprzedaży po I wojnie światowej. Dzisiaj absynt wraca na europejskie salony. Bardzo dobry jest piołunowo-anyżowy destylat z Czech. Trunek jest gorzki, pije się go z rozpuszczonym na ażurowej łyżeczce cukrem (musimy poczekać, aż spływająca woda zamieni cukier w syrop) i zimną wodą.

BIDOS - potrawa z mięsa renifera, którą jada się w Norwegii. Mięso pochodzi z hodowli prowadzonych przez mieszkańców dalekiej północy (nazywa się ich Lapończykami). Ma intensywnie czerwoną barwę. Suszone lub wędzone uchodzi za wielki przysmak. Norwegowie zajadają je z plackiem chlebowym, a w północnej części kraju z serem o konsystencji masła.

BORNHOLMCZYK to po prostu pikling. Bornholm - cudowna duńska wyspa leżąca między Szwecją a Polską, uchodzi za ojczyznę wędzonych śledzi. Te śledzie są nieduże i mają delikatne mięso. Będąc na wyspie, koniecznie odwiedź którąś z licznych wędzarni i bardzo popularnych Fiskebufetów - czyli bufetów rybnych. Te ostatnie oferują rybne przysmaki, owoce morza i dodatki w formie szwedzkiego stołu. Mieszkańcy wyspy jedzą piklingi świeżo uwędzone, jeszcze ciepłe. Dla miejscowych smakoszy ryba w kilka godzin po uwędzeniu jest już niejadalna.

CROISSANT - rogalik, którym zajadają się Francuzi na śniadanie. Tak naprawdę ten francuski przysmak pochodzi z Węgier. Do Francji trafił z Wiednia za sprawą królowej Marii Antoniny. Croissantami objadała się też Bridget Jones. Najlepsze są rogaliki maślane. Nie należy ich w niczym moczyć, bo najsmaczniejsze są właśnie chrupkie.

CYDR - tak nazywa się popularne w wielu krajach Zachodniej Europy wino z jabłek (jabłecznik). Wino zawdzięcza swój specyficzny smak specjalnej odmianie cierpko-słodkich jabłek winnych. Zawiera niewielki procent alkoholu - od 5 do 8. Chociaż trzeba uważać, bo wytwarzany tradycyjnie może zawierać go dużo więcej. W angielskich pubach pije się go wprost z beczek w specjalnych kuflach z grubego szkła. Francuzi dodają cydr również do naleśników, żeby były pulchniejsze. Hiszpanie uważają, że zbyt biały lub żółtawy cydr nie zachwyca smakiem. Powinien mieć ciemnoczerwony lub ciemnobrązowy kolor - jest najsmaczniejszy. Tutaj pija się ten tryskający bąbelkami trunek również do potraw.

FOIE GRAS, czyli otłuszczona wątróbka ze specjalnie tuczonych gęsi lub kaczek. Przerośnięte wątróbki produkuje się w wielu krajach Europy, ale te z Gaskonii we Francji należą do najsmaczniejszych i najbardziej cenionych przez smakoszy. Gęsia, świeża wątróbka ma kolor złotożółty, jest miękka i elastyczna w dotyku. Być we Francji i nie spróbować tego rarytasu, to poważne zaniedbanie. Można ją kupić również zakonserwowaną. Specjał ten jest bardzo popularny także na Węgrzech.

FONDUE SEROWE - potrawa, która zyskała swą popularność dzięki Szwajcarom. To przecież kraj z najlepszych serów (z alpejskiego mleka) słynący. Fondue przyrządza się w specjalnym, ogniotrwałym naczyniu z rączką - wymyślonym właśnie do tego celu. Rozpuszcza się w nim dwa lub trzy gatunki sera razem z białym winem. Oprócz łagodnego sera (np. ementalera) powinien być również ser grojer ze względu na jego słonawo-pikantny smak. Do wina należy dodać nieco soku z cytryny, wtedy ser się łatwiej rozpuści. Zgęstniałą i przyprawioną masę serową zdejmuje się z ognia i stawia na podgrzewaczu (palniku spirytusowym) na stole. W tym serowym kremie zanurza się kostki chleba (wędliny lub pieczonych ziemniaków) nadziane na długi widelec. Smakosze zanurzają swoje kawałki chleba najpierw w wiśniówce i piją do tego herbatę lub białe wino.

GUINNESS - ciemne irlandzkie piwo jest jednym z najbardziej znanych trunków na świecie. Irlandczycy wierzą, że ich piwo nie tuczy (ciemne piwo jest z reguły mniej kaloryczne niż jasne) i działa jak afrodyzjak. Chociaż warzone jest również w Anglii (i innych krajach) to mieszkańcy wyspy uważają, że prawdziwego Guinnesa z koroną kremowej piany i niepowtarzalnym smakiem można się napić tylko w irlandzkim pubie.

HAGGIS to szczególny rodzaj kiełbasy, którą zajadają się Szkoci. Faszeruje się żołądki baranie lub owcze podrobami tych zwierząt wymieszanymi z cebulą, mąką owsianą, tłuszczem i przyprawami. Można je dostać w masarniach szkockich o każdej porze roku, chociaż Szkoci swój przysmak jedzą głównie w sylwestra i w dzień urodzin szkockiego poety - Roberta Burnsa (napisał on nawet wiersz na cześć haggis). Najsmaczniejszy jest na ciepło z ziemniaczanym puree, rzepą i… whisky.

KAWIOR to rosyjski specjał. Ten najlepszy (i najdroższy) pochodzi oczywiście z jesiotra. Na carskim stole jadało się go po prostu łyżkami. Można i tak, chociaż trzeba uważać, żeby nie były to łyżeczki z metalu czy ze srebra. Najlepsze są z masy perłowej, ale mogą być plastikowe. Smakosze jedzą go albo z pszennym chlebem z masłem, albo z blinami (rosyjskie placki z gryczanej mąki i drożdży, podobne do naleśników), lub po prostu z ziemniakami w mundurkach. Najodpowiedniejszym trunkiem do czarnego kawioru jest oczywiście szampan, do czerwonego białe, lekkie wino lub musujące wytrawne.

KALAKUKKO - przysmak Finów. To nadziewany rybami i wieprzowiną chleb. Można go jeść na ciepło lub na zimno z masłem. Smakuje z mlekiem lub maślanką. Wyglądem przypomina okrągły bochenek, łatwo pomylić go w sklepie ze zwykłym chlebem.

LUKRECJOWE SŁODYCZE (zawijasy, monety czy „sznurówki”) są bardzo popularne w zachodniej i północnej Europie. Ten czarny, ciągliwy, bardziej słonawy niż słodkawy przysmak otrzymuje się z zagęszczonego wyciągu korzenia lukrecji. Ma szerokie zastosowanie w medycynie (działa na organizm odtruwająco) i w kosmetyce. Zawarty w korzeniu kwas zapobiega powstawaniu próchnicy.

MATIESY (matiasy) - to młode śledzie bez ikry i bez mlecza. Ryby patroszy się bezpośrednio po złowieniu, przy czym zostawia się fragment trzustki, ponieważ jej enzymy nadają im ten specyficzny smak. Smaku nabierają też w wyniku konserwowania - śledzie zamraża się w wielkich dębowych beczkach w solance o dość słabym stężeniu. W Holandii - gdzie są niezwykle popularne - rybę trzyma się za ogon, unosi nad odchyloną do tyłu głową i serwuje prosto do gardła.

PAELLA jest niezwykle popularną potrawą w Hiszpanii. To bardzo obfity posiłek. Istnieje wiele przepisów na zrobienie tej potrawy. Składa się z ryżu, do którego dodaje się warzywa (głównie pomidory, paprykę, czosnek i groszek lub fasolę), mięso (drobiowe lub z królika i wieprzowe) i tzw. frutti di mare (krewetki lub garnele, kalmary, omułki). Wszystko to powinno być doprawione odrobiną szafranu. Najbardziej znana jest paella valenciana - z Walencji. Paellę je się z musującym winem Cava albo intensywnym w smaku Rosado.

PALACZINKI (francuskie crepes) - smaczne, delikatne naleśniki. O ich pochodzenie od lat kłócą się Francuzi, Węgrzy, Austriacy i Czesi, każdy przypisując swojej kuchni ich „wynalezienie”. Mieszkańcy tych krajów zajadają się nimi od lat. Najbardziej znane to węgierskie palaczinki z nadzieniem z orzechów włoskich. Francuzi jedzą je z cukrem, posmarowane konfiturami lub kremem z kasztanów.

PUDDING to angielski przysmak. Nie ma nic wspólnego z budyniem. Przypomina wielki pieróg z farszem mięsnym. Ciasto przygotowuje się ze specjalnej mąki, łoju wołowego, i w głębokich naczyniach gotuje w kąpieli wodnej. Najlepiej smakuje z mocnym piwem Ale.

SZPARAGI Niemieckim specjałem są białe szparagi - takie, których czubki nie zabarwiły się jeszcze na niebiesko. Im bielsze i grubsze, tym lepsze i… droższe. Sprawdzając ich świeżość, trzeba je lekko naciąć (np. paznokciem) i zobaczyć, czy wypływa z nich sok. Ugotowane w wodzie z dodatkiem wina, soli, cukru i masła mieszkańcy „szparagowych landów” (i turyści) zajadają polane stopionym masełkiem z młodymi ziemniakami i szynką, z różnymi sosami bądź świeżo usmażonymi omletami. Są też dodatkiem do potraw mięsnych.

TORT SACHERA to wiedeński specjał. Jeżeli kiedykolwiek znajdziesz się w Wiedniu w okolicach hotelu Sacher, wstąp do kawiarni, żeby spróbować kawałka słynnego tortu (latem mogą być kolejki). Oczywiście z kawą po wiedeńsku. Tort piecze się z masła, jajek, czekolady, cukru, mąki i konfitury morelowej.

dziennik.pl
Przepisy kuchni węgierskiej

Węgierskie rozkosze podniebienia. Kuszą zapachem mięsiw i ryb, nęcą aromatem świeżej i mielonej papryki, czosnku i kminku… Tak wspaniałym przysmakom nikt się nie oprze!



Węgrzy lubią dobrze zjeść - powie to każdy, kto choć raz skosztował specjałów tamtejszej kuchni. Rzeczywiście, dużo jest w niej gęstych, tłustych i bardzo sycących potraw, takich jak choćby zupa gulaszowa. A ciężkie, zwykle mięsne danie musi być dobrze przyprawione, żeby nie przysporzyło kłopotów trawiennych. Stąd w kuchni węgierskiej dużo przypraw - przede wszystkim mielonej papryki. Węgrzy są zresztą prawdziwymi mistrzami w stosowaniu papryki, odpowiednio dozując jej łagodną i pikantną odmianę. Aromat dań chętnie uzupełniają cebulą, czosnkiem, a także pieprzem.

Po tak sutej uczcie nie sposób nie napić się dobrego wina - najlepiej słynnego na całym świecie tokaju. A dla amatorów mocniejszych trunków jest jeszcze palinka, czyli wyborna wódka owocowa.

Leczo z boczkiem i salami

Składniki:
- 6 kolorowych papryk oczyścić, pokroić w paseczki
- cebulę obrać, pokroić w drobną kostkę
- średnią cukinię pokroić w plasterki
- bakłażan pokroić w grubą kostkę
- 2 papryczki chili oczyścić, posiekać
- 4 - 5 pomidorów sparzyć, obrać ze skórki, pokroić na cząstki

Sposób przyrządzenia:

Etap 1:
Na głębokiej patelni rozgrzać 3 łyżki oleju. Włożyć 5 dag pokrojonego w kostkę boczku i podsmażyć na rumiano. Dodać cebulę i podsmażyć, aż stanie się szklista. Włożyć paprykę, chili, bakłażan i cukinię. Posolić, doprawić pieprzem i smażyć kolejne 5 - 6 minut. Dodać pomidory i dusić na małym ogniu pod przykryciem przez 20 minut. Od czasu do czasu zamieszać.

Etap 2:
20 dag salami pokroić wzdłuż na paseczki, podsmażyć na łyżce oleju na rumiano. Dodać do duszących się warzyw, wymieszać. Leczo doprawić do smaku 2 - 3 ząbkami rozgniecionego czosnku, słodką i ostrą mieloną papryką oraz szczyptą cukru. Podawać z chrupiącym wiejskim chlebem. Uczta dla zmysłów Wizyta w węgierskiej restauracji może być niezapomnianym przeżyciem. Tamtejsze lokale w tym samym stopniu co o smak, troszczą się i o inne nasze zmysły. Poszczególne dania serwuje się z niezwykłą celebrą, a rozkoszom podniebienia towarzyszą dźwięki węgierskiej i cygańskiej muzyki ludowej. W niektórych restauracjach grający ogniste czardasze skrzypek wita gości już na progu!

Langosze

Przepis na 6 porcji

Składniki:
- 40 dag mąki pszennej
- 2 ziemniaki
- 3 dag drożdży
- ok. szklanki mleka

Dodatki: łyżeczka cukru, sól oraz olej do smażenia

Sposób przyrządzenia:
Drożdże rozetrzeć z cukrem i wymieszać z letnim mlekiem oraz 2-3 łyżkami mąki. Mąkę przesiać ze szczyptą soli do dużej miski. Zrobić wgłębienie, wlać wyrośnięty rozczyn, łyżkę oleju i dodać utłuczone i ugotowane ziemniaki. Wyrobić gładkie ciasto, posypać mąką, przykryć ściereczką i odstawić na godzinę w ciepłe miejsce. Kiedy wyrośnie, brać porcje ciasta, rozciągać je na placki wielkości dłoni i wkładać na gorący olej. Usmażyć na złoty kolor z obu stron. Podawać z kwaśną śmietaną, kapustą, gulaszem.

Borgácsgulyás - gulasz w kociołku

Przepis na 4 porcje

Składniki:
- 50 dag wieprzowiny lub wołowiny
- 2 cebule
- 2-3 papryki lmarchew
- kawałek selera
- 60 dag ziemniaków

Dodatki: 2-3 ząbki czosnku, 2-3 łyżki oleju, liść laurowy, kminek, słodka i ostra mielona papryka, sól, pieprz

Sposób przyrządzenia:
Pokrojone w kostkę mięso podsmażyć na oleju z posiekaną cebulą. Dodać rozgnieciony czosnek, posypać mieloną papry-ką, kminkiem, solą i pieprzem. Podlać szklanką wody, przykryć i dusić, aż mięso będzie półmiękkie. Wówczas włożyć pokrojoną na paseczki paprykę, pokrojone w kostkę ziemniaki, marchew i seler. Dodać listek laurowy i ew. podlać wodą. Dusić pod przykryciem na małym ogniu, aż warzywa będą miękkie, ale nie rozgotowane. Ponownie doprawić do smaku.

Smakowity dodatek
Polecamy wszystkim galuski - kluseczki doskonałe do potraw mięsnych:

- 2 jaja wymieszaj z 2 szklankami mąki,
- 2 łyżkami oleju i 1/2 łyżeczki soli.
Dodaj tyle wody, żeby ciasto było dość gęste, ale nie sztywne. Ciasto przeciśnij przez tarkę o bardzo dużych oczkach na gotującą się, osoloną wodę. Powstają małe kluseczki wielkości wiśni. Palce lizać!

Halászlé -zupa rybna

Przepis na 4 porcje

Składniki:
-1 kg karpia, suma lub lina
- 1 kg drobnych rybek (np. karasków)
- 2 duże cebule
- 2-3 papryki
- 2 pomidory

Dodatki: 1-2 ząbki czosnku, po łyżce słodkiej i ostrej mielonej papryki, sól

Sposób przyrządzenia:
Ryby oczyścić, posolić, schłodzić, duże wyfiletować. Ości, ogony, głowy dużych ryb i drobne ryby zalać 2 l wody. Dodać posiekaną cebulę, czosnek, paprykę w proszku, gotować 45 min, przetrzeć przez sito, zagotować. Włożyć filety rybne, pokrojoną w kostkę paprykę i cząstki pomidorów. Gotować 15 min.

źródło: Pani Domu
Dość długi artykuł, ale nie zniechęcajcie się! Moje pokolenie zapraszam w podróż do przeszłości i mam nadzieję, że czytając to będziecie się bawić równie dobrze, jak ja! ZAPRASZAM

Jesteśmy rocznikiem trzydziestolatków i dobrze pamiętamy traumę braku słodyczy w okresie stanu wojennego i latach kryzysu. Teraz z perspektywy lat, a także pod wpływem mody na PRL ten czas mógłby wydawać się sentymentalnie zabawny. Nic podobnego.

Wieczne jak towarzysz Lenin braki na rynku bądź zastępowanie słodyczy substytutami, kuwerturami, surogatami jakimiś – dokonały w umysłach tzw. wyżu demograficznego lat 70. (czyli nas – a jakże!) prawdziwych spustoszeń, których smutne żniwo zbieramy w czasach względnej zamożności społeczeństwa… Ulegliśmy mianowicie nieuleczalnej jednostce chorobowej, którą na własny użytek nazywamy „suplikacją ostatniego kawałka” – nie jesteśmy w stanie np. przestać jeść dopiero co otwartej czekolady, dopóki nie zniknie ostatnia kostka! W święta nie kupujemy pomarańczy innych jak tylko te od „wujka Fidela” (w grubej skórce!). Nie przepuścimy najsmutniejszemu nawet bananowi… itd., itp. Ze zdumieniem konstatujemy fakt, że nasze młodsze o kilka lat rodzeństwo czy znajomi w ogóle temu symptomowi nie ulegają. Jest taki pokoleniowy test, w którym jedno z pytań brzmi: „Czy pamiętasz ile kosztowała guma Donald w Peweksie? – jeżeli odpowiesz 35 centów, to znaczy że jesteśmy z tej samej bajki, a wtedy nawet nie próbuj przysiadać się do naszej tabliczki – zrób sobie lepiej „kogiel-mogiel”!

Niektórzy mitologizują rolę tamtych czasów, widząc w nich zaczyn dla zaradności, wsparcia i solidarności społecznej – my raczej nie żywimy takiego przeświadczenia, po prostu w czasach wojny i dziadostwa łatwiej przeżyć w kupie, bo upokarzani są wszyscy równo – jak to w komunie. Obserwując, co zostało nam w spadku po PRL, jakimi troglodytami są polityczni przywódcy współczesnej Polski, ile chamstwa, zapiekłości i urażonych ambicji jest wśród rodaków, spróbujemy wykorzystać ikony „designu spożywczego PRL”, by naszkicować własny obraz „czasu bez «Teleranka»”.

Jeżyki – podstawa to ryż dmuchany, potem topione krówki (jeżeli są) lub zastępczo kakao, masło (w ostateczności margaryna) i cukier. Jeżeli nie było ryżu, do masy sypało się płatki owsiane (albo kukurydziane). Ryż dmuchany (preparowany – nazwa handlowa), przez bardzo krótki czas był dostępny ze słodką skorupką koloryzowanego karmelu.

Blok – bardzo słodki, bardzo twardy, bardzo pyszny. „Zastępcza” chałwa. Pamiętamy przepis na blok „czekoladowy”, który robiły dla nas mamy: 1 kostka margaryny, 0,5 szklanki wody, 0,5 szklanki cukru, 1 cukier waniliowy, 2 paczki herbatników, 3 szklanki mleka w proszku, bakalie (kandyzowana marchewka i rodzynki). Składniki topiło się, wsypywało mleko i herbatniki, potem całość lądowała na kilka godzin w lodówce. Powstawała z niej twarda bryła przysmaku, który starczał co najmniej na trzy dni.

Wyrób czekoladopodobny – bez komentarza. Trauma naszego dzieciństwa. Za to gówno producenci powinni smażyć się w piekle. Do jego produkcji używano cukru, kakao, oleju, śmietanki, etylowaniliny i jeszcze czegoś nieokreślonego… (może wosku?), a to przyklejało się do podniebienia i smakowało jak margaryna.

Wszyscy mówili, że pomarańczowy ser przysyłają nam Amerykanie, a tak naprawdę pochodził z Holandii i był czymś w rodzaju serowego mixu o konsystencji gumy. Charakterystyczny kolor zawdzięczał zapewne jakimś środkom chemicznym, opóźniającym proces gnicia. Dostawało się go w parafiach wraz ze słonym masłem i marne były widoki (na ser rzecz jasna!) tych, którzy w niedzielę do kościoła nie chodzili albo co gorsza byli świadkami Jehowy, czy krysznowcami…

Guma do żucia Donald… Mmm, taka z historyjką w środku. Te historyjki były „prawnym środkiem płatniczym” w podstawówkach. Szczególnie zapadł w pamięć zapach papierka, który czuć było nawet po wielu miesiącach. Za historyjki z Donaldem można było „kupić” niemalże wszystko – człowiek był kimś, wszyscy się z nim „kolegowali”. Opowiada Kasia (30 l.), redaktor naczelna jednego z pism o kulturze: „Pamiętam jak dziś – mój wujek Wiesiek pracował na budowie w Iraku i kiedyś przywiózł «stamtąd» worek Donaldów… Wyobrażacie sobie? – wielki worek Donaldów! Tam było chyba z 15 kilo… Powiedział: – Idź dziecko do kuchni i przynieś największy talerz jaki znajdziesz… A potem nasypał mi do niego tych Donaldów – z „górką!!! Podobną funkcję jak Donaldy (czyli „usuwacza” plomb i amalgamatów) pełniły cukierki toffi, zwane „mordoklejkami”. Zakłady Przemysłu Cukierniczego „Brzeg” w Brzegu produkowały oprócz rzeczonych „mordoklejek”, pełniące podobne funkcje dentystyczne – landryny popularne, którymi ponadto można było słodzić herbatę (we wrzątku śmiesznie trzaskały, wydając odgłos podobny do rany typu „zgorzel gazowa” – to z lekcji PO). Były jeszcze dropsy, które nie odklejały się z opakowania i przeżuwając, co rusz trzeba było usuwać skrawki rozmiękłego papieru.

Po stanie wojennym pojawiły się gumy papierosy. Chyba przywożone z Jugosławii. Opakowanie wyglądało bardzo wiarygodnie i żuło się taką gumę, licząc na prowokację – nigdy nie zawiedliśmy się na wychodzących z kościoła starych dewotkach, które potrafiły gonić nas, aż do następnego skrzyżowania…

Wystawki - w czasie gdy dorośli chlali wódę, wyrzekając na komunistów i ciężkie czasy, dziatwa prowadziła bardzo skomplikowane operacje barterowe, wymieniając się śmieciami, które ci sami dorośli wygrzebywali ze śmietników NRF w ramach uszczęśliwiania nas kolorowymi prezentami z Zachodu. Były wśród nich opakowania po czekoladach z wypukłą grafiką i „okienkiem”, puszki po kakao, uszkodzone resoraki Matchbox i rzecz najbardziej pożądana: puszki po napojach. Robiliśmy z nich wystawki w pokojach, misternie układając jedna na drugiej w kształt piramidy (pomyśleć, że dzisiaj byle menel gniecie takie puszki buciorem, żeby je potem sprzedać w skupie…). Dorośli zbierali opakowania po papierosach, Krzysztof (27 l.) wspomina: „– Mój wujek Piotrek kolekcjonował takie paczki i miał nimi wyłożoną całą słomiankę (2 x 1m!). Lubiłem przed nią siadywać, kontemplując formy pudełek i kroje czcionek. Kto wie, czy te godziny spędzone u wujka nie zaważyły na całym moim życiu. Zostałem przecież projektantem…” – dodaje wyraźnie wzruszony.

Szczęście miały dzieci, których rodzice wymieniali kartki na alkoholol na te z „opcją” słodycze. Deficyt cukierków można było też uzupełnić, „kolegując” się z kimś, kto miał krewnych na Zachodzie i w ramach socjalistycznego wychowania dzielił się przysyłanymi przez nich paczkami. Olaf (30 l.) – niedoszły „Niemiec sudecki” tak wspomina ten okres: „– Miałem wielkie szczęście, bo rodzice mojego kolegi Wojtka pracowali w fabryce Milki w NRF-ie. Rekompensowali mu brak opieki, przysyłając kilogramy słodyczy, które Wojtek wyrzucał nam z trzeciego piętra naszego bloku wprost do piaskownicy. Jedynym utrudnieniem było to, że wybieraliśmy je spomiędzy psich kup”.

Był to okres, kiedy każdy mały Polak programowo nienawidził Niemców. To uczucie władze umiejętnie podsycały serialami typu Czterej pancerni i pies, ale i sami Niemcy przyjeżdżający do Polski w ramach wycieczek sentymentalnych na Ziemie Odzyskane (Szklarska Poręba, Jelenia Góra, Wrocław itd.) wzbudzali wściekłość wśród dorosłych, wyrzucając z okien autokarów cukierki i fotografując walczące o nie dzieci…

Kawa zbożowa Inka – każde szanujące się dziecko robiło wszystko, żeby nie wziąć jej do ust. W zakładach żywienia zbiorowego (stołówki szkolne, FWP, pracownicze itp.) kawa Inka stale „pyrkała” na wolnym ogniu w wielkich kotłach, a panie kucharki nalewały ją chochlami do charakterystycznych kubków z rantem: jedna chochla – pełny kubek! Można było trafić na kawę zabieloną mlekiem, a wtedy „na bank” pływały w niej paskudne kożuchy przyklejające się do zębów… W Inkę należało się zaopatrzyć, jadąc np. do Bułgarii, ponieważ w krajach bałkańskich była towarem deficytowym. Sami pamiętamy przejazd przez Rumunię – wylegały całe miasteczka: ludzie biegnąc za pociągiem darli się wniebogłosy „Panie Dobry! Inka, Inka, Inka…!!!”. Nazwa kawy musiała mieć coś wspólnego z Inkami, a sam skład miał równie starożytną proweniencję – używano bowiem składników typu: żyto, jęczmień, susz cykorii, buraki cukrowe, otręby itp.



Polo Cocta jakoś nie materializuje się w naszej pamięci – może w Galicji w ogóle nie istniała? Trudno powiedzieć… ale jeżeli polska myśl techniczna wymyśliła Cytronadę, to dlaczego nie Polo Coctę. Cytronada znajdowała się w foliowym woreczku zaopatrzonym w słomkę. Wyglądała jak worek z moczem i choć rodzice nie pozwalali jej pić (zwłaszcza w upalne dni), spożywało się ją z prawdziwym upodobaniem, mimo że nie sposób było przebić woreczka słomką bez zmoczenia ubrania i wszystkiego do koła.



Hot dogi z parówką leszczyńską – kultowy, pyszny fast-food tamtych lat: mała, szara, mokra kiełbaska wetknięta bezwstydnie w połówkę rogala, którego przygotowywano do zabiegu, nadziewając na metalowy, gorący szpikulec. Sądząc po kolorze, parówki wytwarzano z papieru toaletowego, a smak nadawała im dopiero musztarda, której wciąż było nam mało (relikt ten można dziś znów kupić w Krakowie z okienka przy ul. Szewskiej).

Oranżada (piszemy co prawda wedle zasad ortograficznych, ale tak naprawdę mówiło się na nią „orężada”). Jej skład surowcowy był prosty jak sznurek od snopowiązałki: woda, cukier, kwasek cytrynowy, gaz. I właśnie ów gaz stawał się pretekstem do naszej ulubionej zabawy – bekania na „czas”. Płyn w brązowych lub białych butelkach należało wstrząsnąć przed użyciem, ponieważ na dnie zalegał, nie wymieszany z wodą gazowaną, gęsty syrop.



Oranżada w proszku – nie było lepszej rzeczy! Galopowało się po nią na dużej przerwie, a następnie wyżerało paluchem prosto z torebki. Nieznane są przypadki użycia oranżady w proszku zgodnie z przepisem, czyli w stanie płynnym. Oprócz tego, że piekła w język, to jeszcze doskonale barwiła palce i wargi. Równie popularną przekąską był Visolvit i Vibovit – znane preparaty witaminowe dla dzieci, które kupowało się na receptę. Preparaty „V” zagryzano dla „zdrowotności” tabletkami akronu – pysznymi, dostępnymi w każdym kiosku tabletkami od bólu gardła.

Zagęszczone mleko w tubce – było ekstra, bo po pierwsze nie trzeba było się nim dzielić (względy higieniczne!), a po drugie było słodkie do obrzydliwości i wystarczało na dłużej.

Kogiel-mogiel – uwielbialiśmy! Jadło się go na wpół ukręcony – cukier jeszcze chrzęścił pod zębami. Skończył się wraz z wiadomością o salmonelli – znienawidziliśmy kurwę na amen!

Lody „Bambino”. Najgorsze były kawowe – kupowało się je w ostateczności, gdy zabrakło pozostałych licznych smaków: śmietankowego, ogólnie owocowego oraz kakaowego. Pakowane były w papier woskowany i jeżeli nie rozpakowało się ich od razu, rozmiękały i trzeba było je spić z opakowania. Rozpacz budziły permanentnie odpadające górne części „batonu”.

Ciepłe lody – sprzeczność w samym określeniu, ale za to „niebo w gębie”. Do tradycyjnego wafla producenci „wtłaczali” taką samą pianę jak w „napoleonkach” (białą lub różową) i skrapiali polewą czekoladopodobną – po południu deser pokrywał się twardniejącą skorupką.

Lody „Pingwinki” – składały się głównie z wody, cukru oraz odrobiny mleka. Dostępne były wszędzie: „od morza do Tatr”.

Lody „Familijne” – trójkolorowa kostka lodów o tradycyjnych „smakach”: białym, beżowym i różowym, pakowana w niebieskie tekturowe, oszronione pudełko; można było kupić połówkę – odkrawaną nożem wraz z opakowaniem. Drewniany patyczek z drzazgami – w zestawie gratis.

Truskawka homogenizowana – zamrożony na kość mus truskawkowy w plastikowym, pękającym kubeczku. Wspaniały zapachu i smak, który można było docenić, gdy temperatura wyrobu wzrastała powyżej zera absolutnego. Najbardziej niecierpliwi rozbijali ją o murek przed sklepem.

Kostki rosołowe i aromaty do ciast – pełnoprawny, zastępczy środek płatniczy wydawany jako reszta w sklepach spożywczych ku zaskoczeniu małolatów wysłanych po chleb i bułki. W wytłuszczonych, plamiących opakowaniach zalegały na tyłach kuchennych szafek.

Naboje do syfonów były równie łatwo dostępne jak gaz w koszarach ORMO. Kupowało się je w każdym przyosiedlowym warzywniaku (10 sztuk w szarym kartonowym pudełku) i używało w charakterze „wsadu” pirotechnicznego do ogniska (razem ze zużytymi pojemnikami po dezodorantach).

Jeden z bohaterów Misia doceniał smak Wody Brzozowej, ale równie skuteczne były: woda toaletowa Przemysławka, Acnosan – płyn do pielęgnacji twarzy ze zmianami trądzikowymi, a w sytuacjach podbramkowych – „jagodzianka na kościach”, czyli denaturat, gubiący kolorek po przepuszczeniu przez chleb. Jednak prawdziwych spustoszeń w resztkach szarych komórek dokonywał: Autovidol i król wśród alternatywnych napitków płyn Borygo. Pierwszy, zażywany z dodatkiem równych części soku (malina, wiśnia) i wody dawał „kopa” na dwie doby, a Borygo pozwalał „przetrwać” nawet przy –35 st. C. Zapobiegliwi zanim im „wyłączyło” świadomość, opatulali stopy i ręce pakułami, bo właściwie tylko członki były narażone na odmrożenia.



Wina owocowe – gdyby nie klimat to Zielona Góra i Legnica stałyby się polskim Bordeaux, ale cóż… może po następnym zlodowaceniu? Oto co pisze o polskich eksperymentach winiarskich Jerzy Rawicz: „Klęska nieurodzaju trzciny cukrowej na Kubie w latach siedemdziesiątych spowodowała dramatyczny spadek dostaw cukru. Biały kryształ stał się towarem deficytowym, kupić go można było tylko na kartki. W ojczystym winiarstwie rozpoczęły się eksperymenty, których skutkiem stało się obniżenie jakości produkowanego napitku. Cukier zastąpiono spirytusem, szlachetny proces fermentacji został prawie wyeliminowany. 14 czerwca 1976 roku wprowadzono nakaz pełnej alkoholizacji. Produkcja skoczyła do 283 mln litrów płynu rocznie, a pojęcia takie jak: bukiet, maderyzacja, kupażowanie na dobre wróciły do podręczników, jako wspomnienie dobrych czasów polskiego winiarstwa. Moszcz, który kiedyś decydował o jakości wina, teraz bliższy był wyrazowi o dwie spółgłoski krótszemu. Jak wspomina ówczesny praktykant z wytwórni win: – Ze wszystkiego, co nie nadawało się na mrożonki, dżemy i konfitury, toczono moszcz. Do niego dodawano kwas siarkawy (oficjalnie norma wynosiła 200 mg na litr, a praktycznie dużo więcej), tak by dwutlenek siarki zabił w nim wszelkie życie biologiczne, co nazywało się sulfikacją. Po tym zabiegu moszcz składowano, gdzie się dało. Kiedy nadeszła odpowiednia chwila, moszcz filtrowano, desulfikowano, likwidując nadmiar siarki i przeprowadzano winifikację. W tym wypadku chodziło o zwykłe lanie spirytusu do moszczu. Kana Galilejska to nie była, ale zawsze…”.

Polish Ham – to frapujące angielskie określenie kojarzyło się nam jednoznacznie... Po latach dowiedzieliśmy się, że ta szynka eksportowana była na Zachód, a stamtąd importowana z powrotem do Polski...Wot i logika bolszaja...



Babazcielęciną – jedno słowo, zaklęcie, mantra niemalże… Były różne baby: Babazserem, Babazwiejską, Babazjajkami, ale symbolem wszelkiego dostatku była właśnie delikatesowa Babazcielęciną. Baby krążyły wszędzie, każdy urząd i instytucja, ministerstw nie wyłączając, zaopatrywane były przez te dzielne wiejskie kobiety, które targając kopy jaj, mięso i nabiał – wyręczały w kwestii zaopatrzenia nieudolne państwo. Nie wiemy, jak jest w innych miastach, ale w Krakowie instytucja Baby przetrwała, z tym że jest to raczej kwestia przywiązania do tradycji niż rzeczywista potrzeba. Nadal też po krakowskich osiedlach krążą dostawcy ziemniaków, którzy najchętniej o 6 rano w sobotę, budzą wszystkich gromkim: „zieeeemiakiiiii!!!” a propos wczesnego budzenia: „złotymi kapslami” do butelek zapisali się w tradycji PRL roznosiciele mleka – potrafili już o 4.30 tłuc się pod naszymi drzwiami. Obligatoryjne zarządzenie władz gwarantowało bowiem każdemu obywatelowi Ludowej Ojczyzny mleko w butelce – tłuste ze złotym „sreberkiem” lub chude ze srebrnym. Jest taki blok przy Powstańców Śląskich we Wrocławiu, który wygląda jak okręt – w jego długich, nieosłoniętych przed wiatrem korytarzach mleko latało jak pociski. Szczególnych emocji dostarczało to idącym chodnikiem przechodniom: wyobraźmy sobie, że giniemy ugodzeni mlekiem o zawartości 2% tłuszczu z Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Strzelinie– porażka…

Bary mleczne – ostoja socjalizmu w najczystszej postaci (przynajmniej w Krakowie). Obok Drogi Królewskiej i Trasy św. Stanisława powinien powstać Krakowski Szlak Barów Mlecznych im. Stanisława Barei. Proponujemy uwzględnić te najbardziej odporne na zmiany: „Pod Filarkami” – ul. Starowiślna 29, „Kazimierz” – Krakowska 24, „Flisak” – al. Krasickiego 4, „Bar Mleczny” – Grodzka 43, „Syrena” – Starowiślna 93.

List do redakcji

Zacznę od końca, czyli od tego, że nie bardzo sobie przypominam, by było bardzo ciężko. Brakowało wprawdzie prawie wszystkiego (w sklepach spożywczych był ocet, musztarda, jakieś budynie i kisiele, groszek zielony, pieczywo), ale byliśmy do tego przyzwyczajeni od dzieciństwa i nawet trudno było sobie wyobrazić takie sklepowe rozpasanie, jak mamy teraz. Zapomniałam dodać, że były jeszcze sklepy mięsne (w tych królowała wędlina zwana „fiutem”, całkiem dobra kaszanka, pasztetowa – której do pyska nie chciał brać nawet kot Ignac), rybne (ryby w nich bywały) i nabiałowe (z mlekiem i śmietaną w bańkach, jednym rodzajem białego sera i serem edamskim).

Spod lady nic nie udawało się kupować, bo nie miałyśmy żadnego przebicia, nie potrafiłyśmy nic w zamian zaoferować, a funkcjonował handel wymienny – jak u ludów pierwotnych. W kolejkach też nie za bardzo nam wychodziło, bo z piątką dzieci było trudno – alboście się za przeproszeniem posrali, albo pobili. Nie nudziliście się nigdy i my także.

Nie urządzało się jakichś wielkich przyjęć. Przychodzili stali rezydenci, którzy – jak to teraz widzę – oszczędzali albo byli zbyt leniwi, żeby samemu coś zrobić. Częstowałyśmy ich tym, co akurat było pod ręką – już wtedy przerobiłyśmy wszystkie modne teraz diety, bo często prócz warzyw w postaci zup, sałatek i zapiekanek nie było nic innego i wszyscy wegetarianie, frutarianie, weganie mogliby brać u nas lekcje.

Od 13.00 można było kupować gorzałę (jak była, bo kiedyś i tego zabrakło!) i zwykle już od rana chłopy pilnowały sklepów.

Dary kościelne były i trzeba przyznać, że nasz ksiądz sprawiedliwie obdzielał wszystkich parafian – nawet belzebubów, z tym że bardziej religijni przed świętami dostawali dodatkowo jakieś mięsne wkładki. Dzieci chodzące na religię otrzymywały słone masło i ser z darów, ale takie samo masło i ser kupowało się w sklepie na książeczkę zdrowia dziecka. W szkole dostawaliście czasami paczki ze słodyczami: głównie z Niemiec i Holandii (bardzo wypasione), ale były też biedniutkie paczki od Rosjan.

Jak brakowało masła, to szło się do baru mlecznego i kupowało bułki z masłem. Interes polegał na tym, że do bułki „dupki” dodawali 1/8 kostki masła.

Ser robiło się ze skwaszonego, podgrzanego i odcedzonego mleka. Od stopnia odciśnięcia zależała jego twardość. Ser biały, skwaśniały i zgliwiały (musiał się ześmierdzieć) przesmażało się na maśle z kminkiem, solą i czym tam jeszcze… i robiło ser topiony.

Nie przypominam sobie, żebyśmy serwowały wam kaszkę „mama, tata, ja”, ale i wy w swojej wredocie nie wzięlibyście tego do pysków. Te wszystkie domki, bałwanki z serów, te łódeczki i muchomorki z jajek były po to, żeby wam cokolwiek wtrynić. Robiłyśmy też torty, bo krem dało się wyprodukować, ucierając masło z jajkiem i kaszką manną – chleb z masłem i jajkiem nie byłby tak atrakcyjny. Wcinaliście tort chętnie, a tak na zdrowy rozum był to kolejny sposób na zapchanie waszych dziobów w miarę rozsądny sposób.

Na wiosnę i w lecie smażyłyśmy placki. Że można z jabłkami, to wie każdy, ale usmażony w cieście kwiat nasturcji, bzu czarnego albo akacji zawsze potrafił was zaskoczyć.

Z kwiatów mlecza, cukru i cytryny było zrobić coś podobnego do miodu i tego czegoś używałyśmy do pieczenia pierników i ciastek.

Teraz o kotletach z wymion, czyli krowiego biustu, który był kupowany dla suki Igi (dog – przyp. red.), bo też musiała coś jeść i nie bardzo dawała się przekonać do roślinożerstwa. Wymiona można było dostać w sklepach mięsnych, bo były to czasy, kiedy nie wykorzystywano ich jeszcze w takim stopniu jak teraz do robienia wędlin. Otóż gruczoł ten, po odtłuszczeniu, kilkukrotnym wymoczeniu i obgotowaniu, smażyło się w panierce jak kotlety schabowe i podobno tak też smakował.

Co do pędzenia, to nie macie pojęcia, czego ludzie używali, żeby złapać te kilka woltów dla siebie lub na wymianę, bo był to także środek płatniczy. Ja byłam raczej teoretykiem, ale jeśli już zdarzyło mi się praktykować, to stosowałam proporcje zawarte w cyfrach roku bitwy pod Grunwaldem: 10 litrów wody, 4 kilo cukru, 10 dkg drożdży. Można było zamiast drożdży (materiał „pędny”) użyć takiego jak na grochówkę grochu i startego jabłka. To wszystko musiało jakiś czas stać w cieple i fermentować. Najważniejsza jednak była szczelna aparatura, która pozwalała na podgrzewanie uzyskanej cieczy bez zagotowania, tak żeby mógł się ulotnić i skroplić czysty alkohol. Aparatury bywały bardzo wymyślne – mnie wystarczał szybkowar produkcji węgierskiej i szklana chłodnica. Produkcja odbywała się na parterze bloku zamieszkanego przez wielu milicjantów, na wprost odsłoniętych okien, a Julek – mądrala łaził i opowiadał wszystkim, że mamusia przeprowadza proces destylacji. Później można było z tego zrobić ajerkoniak lub inną nalewkę, ale to wszystko amatorszczyzna nie warta wspominania.

To chyba tyle i jak widzicie za cholerę nie da się z tego kombatanctwa i męczennictwa wykroić! [Elżbieta Janakowska-Korzeń]

źródło

>