Szukaj:Słowo(a): przepisach dotyczących czasu pracy kierowców
Właśnie Kalisz zapytał, dlaczego nowo powołany Komendant Główny Policji
nie ma wymaganego na tym stanowisku stażu 7 lat pracy w policji. O ile
dobrze zrozumiałem odpowiedź Surmacza to dlatego, że nie jest
policjantem. Gdyby nim był to musiałby mieć 7 lat stażu, ale ponieważ
Kornatowski nie jest (i nie był) to ten przepis go nie dotyczy.
Ponadto Surmacz powiedział, że Bieńkowski też nie był wcześniej
policjantem (tylko SG) a poza tym zna dwa przypadki, gdzie cywile byli
komendantami (niższego szczebla), więc wszystko jest w porządku.

Może analogia nie najlepsza i ktoś poda odpowiedniejszą, ale:
jeżeli ktoś pracował w Inspekcji Transportu Drogowego (a nie miał mimo
to prawa jazdy) to może zostać kierowcą autobusu bo wymóg posiadania
tegoż w kategorii D dotyczy tylko tych, którzy wcześniej je mieli.

Pożyjemy, zobaczymy.

Aha - i ustawa jest za stara (1990 lub 91) a dzisiaj są inne czasy.

| Pragne nadmienic ze dotyczy to wszystkich samochodow do 3,5tony bez
wzgledu
| na rodzaj pojazdu (ciezarowka, osobowka,kratka itp.) w przypadku gdy

Nie jest źle. Dla mnie cieżarówka 0.5t jest bonusem od pracodawcy, a w
papierach nie mam stanowiska kierowca (tylko zwykła biurowa robota). Mnie
to
nie dotyczy.



Cytuje za ustawa definicje kierowcy:

kierowca - osobę uprawnioną do kierowania pojazdem silnikowym,

Zatem Art.1 nalezy czytac nastepujaco:

Przepisy ustawy mają zastosowanie do osob uprawnionych do kierowania
pojazdem silnikowym, a zarazem  zatrudnionych w ramach stosunku pracy.

Przeczytaj sobie takze Rozdzial 4.

Poniewaz nie ma tutaj definicji o jaka prace chodzi, ten przepis dotyczy
kazdego zatrudnionego w danej firmie a prowadzacego pojazd z ladunkiem,
nawet jesli to jest tylko sprzataczka.
Takze niestety ale ciebie to tez dotyczy.

Przepisy tej ustawy weszly w zycie 1 pazdziernika, ale nieslyszalem zeby
miski juz to egzekwowaly, ale znajac ich to tylko kwestia czasu.

Pozdrawiam

  http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,5149108.html?skad=rss

Jeżeli chodzi o zachowania motorniczych i kierowców MPK, to wielokrotnie
jestem świadkiem bezkarnego łamania przez nich przepisów ruchu drogowego

I opisuje: - Najczęściej tramwaje wymuszają pierwszeństwo w miejscach,
gdzie są widoczne znaki "ustąp pierwszeństwa" przy torowisku, a więc
dotyczą pojazdów szynowych np. na ul. Mickiewicza, przy skrzyżowaniu z
ul. Kopernika. Często także na skrzyżowaniu ul. Słowiańskiej z Jedności
Narodowej skręcają w prawo na czerwonym świetle.

Kierowcy autobusów nagminnie nie sygnalizują kierunkowskazem wjazdu do
zatoki autobusowej i również wyjeżdżając z niej, nie dają żadnego znaku.

Zapewne takich sytuacji we Wrocławiu jest znacznie więcej, a kierowcy po
prostu boją się konfrontacji z autobusem bądź tramwajem.

Może ktoś przyjrzałby się pracy motorniczych i kierowców, w końcu
przewożą tysiące pasażerów, a ich zachowanie jest czasami karygodne.
Świadomie stwarzają zagrożenie na drodze. A jak słyszę niektóre
komentarze motorniczych: "Jakie przepisy? Ja jestem zawsze na prawie" z
drwiną w głosie, to włos mi się jeży na głowie.

Tak, duży zawsze wyjdzie na tym lepiej. A samochód osobowy? No cóż...

Jeżeli chodzi o zachowania motorniczych i kierowców MPK, to wielokrotnie
jestem świadkiem bezkarnego łamania przez nich przepisów ruchu drogowego

I opisuje: - Najczęściej tramwaje wymuszają pierwszeństwo w miejscach,
gdzie są widoczne znaki "ustąp pierwszeństwa" przy torowisku, a więc
dotyczą pojazdów szynowych np. na ul. Mickiewicza, przy skrzyżowaniu z
ul. Kopernika. Często także na skrzyżowaniu ul. Słowiańskiej z Jedności
Narodowej skręcają w prawo na czerwonym świetle.

Kierowcy autobusów nagminnie nie sygnalizują kierunkowskazem wjazdu do
zatoki autobusowej i również wyjeżdżając z niej, nie dają żadnego znaku.

Zapewne takich sytuacji we Wrocławiu jest znacznie więcej, a kierowcy po
prostu boją się konfrontacji z autobusem bądź tramwajem.

Może ktoś przyjrzałby się pracy motorniczych i kierowców, w końcu
przewożą tysiące pasażerów, a ich zachowanie jest czasami karygodne.
Świadomie stwarzają zagrożenie na drodze. A jak słyszę niektóre
komentarze motorniczych: "Jakie przepisy? Ja jestem zawsze na prawie" z
drwiną w głosie, to włos mi się jeży na głowie.

Tak, duży zawsze wyjdzie na tym lepiej. A samochód osobowy? No cóż...


http://miasta.gazeta.pl/kielce/1,47262,4360951.html

 Trzynaście naruszeń przepisów dotyczących norm pracy naruszył kierowca
wiozący turystów z Grecji do Warszawy. Wczoraj na krajowej "siódemce" w
miejscowości Łączyn koło Jędrzejowa zatrzymali go inspektorzy Wojewódzkiego
Inspektoratu Transportu Drogowego w Kielcach.
- Niestety, ostatnie wydarzenia we Francji nie przyczyniły się do poprawy

rzeczniczka prasowa WITD w Kielcach.

Z tarcz tachografu, które kierowca przedstawił kontrolerom, wynikało, że w
czasie jednego dnia odpoczywał tylko 1,5 godziny, a powinien co najmniej 9
godzin. Kierowca przekroczył też maksymalny dzienny czas prowadzenia
pojazdu - jechał 16,5 godziny, a może najwyżej 10, a także maksymalny czas
prowadzenia pojazdu - bez przerwy jechał ponad 8 godzin, a może najwyżej
4,5. Po tym czasie powinien zrobić sobie 45-minutową przerwę. Za naruszenia
grecki przewoźnik zapłaci ponad 9 tys. zł kary.

- Najbardziej w tym wszystkim dziwi i niepokoi postawa pasażerów, którzy
usprawiedliwiali zachowanie kierowcy i ewidentne łamanie przez niego
przepisów oraz nalegali, aby kontrolerzy się pospieszyli. Chcieli jak
najszybciej dotrzeć do stolicy, gdzie mieli zrealizować kolejne punkty
wycieczki. To, a nie bezpieczeństwo, było dla nich najważniejsze -
informuje Wiśniowska.

Inspektorzy pozwolili kierowcy kontynuować jazdę tylko dlatego, że ostatniej
nocy odpoczywał przez 13 godzin i jechał do Warszawy na nocleg.

Źródło: Gazeta Wyborcza Kielce


Wątpię. Ile wg Ciebie trzeba by zapłacić kierowcy? Jeśli pensje
kierowców są w granicach 6 zł za godzinę, to za 9 godzin wyjdzie 27 PLN.
Nie sądzę, by kara wyniosła mniej.



oczywiscie ze kara wynosi wiecej. ale o co chodzi z zaplaceniem
kierowcy? przeciez to jest najmniej istotne. kierowca ma po prostu
dowiezc towar na czas.  jesli bedzie oporny, to na jego miejsce
przyjdzie ktos inny. tzn, zostanie przyjety.

o, prosze, tu cos w temacie, to jest niestety rzeczywistosc:

"Od momentu wprowadzenia uregulowań dotyczących czasu pracy kierowców
oraz surowego egzekwowania przestrzegania przepisów tej ustawy, jak się
okazuje, niewiele się zmieniło na polskich drogach. Nadal nie
przestrzega się przepisów ustawy o czasie pracy kierowców, a liczy się
jedynie termin dostawy ładunku i jak największy przerób tonokilometrów w
miesiącu. Być może wynika to z trudnej sytuacji na rynku usług
przewozowych i przymusu -- ciężarówka musi ciągle jeździć, aby zarobiła i
na jej właściciela, i na jego kierowcę."

http://www.gazetaprawna.pl/?action=showNews&dok=1671.67.59.2.3.1.0.1.htm

W pierwszej połowie lipca inspektorzy Wielkopolskiego Wojewódzkiego Inspektoratu Drogowego zatrzymali w miejscowości Lądek pojazd należący do holenderskiego przewoźnika, którym kierował obywatel Niemiec. Na podstawie przeprowadzonej kontroli zapisów tachografu cyfrowego stwierdzono rażące naruszenia dotyczące okresów prowadzenia oraz odpoczynków kierowcy.

W okresie 17 dni kierowca popełnił następujące naruszenia:
- 10-krotnie przekroczył czas prowadzenia pojazdu bez wymaganej przerwy;
- 6-krotnie skrócił czas odpoczynku dziennego;
- 4-krotnie przekroczył maksymalny dzienny okres prowadzenia pojazdu;
- skrócił tygodniowy czas odpoczynku o 26 godz. i 57 min.;
- przekroczył dwutygodniowy okres prowadzenia pojazdu o 10 godz. i 15 min.

Łączna kwota kary nałożonej na przedsiębiorstwo wykonujące transport wyniosła 23 350 zł (obniżona do maksymalnej kary, jaką można nałożyć tj. 15 000 zł). Pojazd został usunięty na parking.
kolego, jak wczesniej pisales pracujesz jako kierowca ciezarowki, tak wiec bezwzglednie dotycza cie przepisy ograniczajace dzienny i tygodniowy czas pracy. jako kierowca nie mozesz pracowac wiecej niz 13 h dziennie (3x po 15-extended), 60h tygodniowo (po odliczeniu przerw i POA) i nie wiecej niz 48 tygodniowo liczone srednio w okresie 17 (18) tygodni. jesli pracujesz jako pracownik mobilny, masz bezwzgledny obowiazek powiadomienia pracodawcy o KAZDEJ dodatkowej pracy, tak aby mogl on zmniejszyc twoja ilosc godzin do legalnego limitu. jesli myslisz ze przechytrzysz system, to obawiam sie ze mozesz sie przeliczyc, i obudzic z masa klopotow.

pozdr

pe
Dzisiejsze ZW:

Autostrada planowo

Budowa przedłużenia autostrady A2 z Konotopy na zachodniej granicy Ursusa przez Bemowo do ul. Powązkowskiej zacznie się o czasie. Właśnie ogłoszono przetarg na dokumentację potrzebną do budowy odnogi bemowskiego przedłużenia.

Dzięki niej kierowcy z A2 dostaną się w okolice Al. Jerozolimskich. Chodzi o wybudowanie nowej ul. Nowolazurowej. Prace powinny ruszyć w przyszłym roku. Podobnie jak budowa samego łącznika Konotopa ? Powązkowska.
? Na pierwszym odcinku arterii Konotopa ? Lazurowa mamy już 96 proc. działek potrzebnych do budowy ? mówi Wojciech Dąbrowski, szef mazowieckiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. To GDDKiA będzie za rządowe pieniądze budować to połączenie.

Nad budową łącznika ( jest on niezbędny, by uniknąć paraliżu centrum Warszawy po tym, jak w 2008 roku autostrada A2 dobiegnie do stolicy), niedawno zawisły czarne chmury.

W lipcu weszła w życie nowelizacja prawa ochrony środowiska, która wprowadza bardziej rygorystyczne przepisy związane z planowaniem budowy dróg. W efekcie nowelizacji wiele inwestycji trzeba będzie rozpocząć od początku, przez co opóźni się ich oddanie. Na szczęście nie dotyczy to łącznika między Konotopą i Powązkowską, bo GDDKiA załatwiła formalności związane z pracami przed wejściem w życie nowych przepisów.

Nie wiadomo, kiedy ruszy budowa przedłużenia A2 przez Ursynów. Przygotowania jeszcze się nie zaczęły. Zamiast w 2008 roku budowa może ruszyć z poślizgiem. Koniec najpóźniej w 2012 roku. Pod ul. Płaskowicką na Ursynowie arteria pobiegnie w tunelu.

Data: 2005-08-05 MHAD

Cyfrowe "tacho" tylko dla nowych
Źródło: BusAktuell
mojeauto.pl
Nie będzie wymagane stosowanie cyfrowych tachografów w pojazdach użytkowych z drugiej ręki. Nowa ustawa Komisji Europejskiej dotyczyć będzie jedynie aut nowych.
Nowe przepisy co do obowiązkowego montowania tych urządzeń w nowych pojazdach wejdą najwcześniej w życie 1 maja 2006 roku. Okres przejściowy pozwalający producentom wymienić dotychczasowe, analogowe urządzenia na cyfrowe będzie trwał 20 dni od momentu wprowadzenia ustawy w życie.
Komisarze UE początkowo zakładali wprowadzenie wymogu instalowania nowych tachografów także w pojazdach używanych jednak po wielu dyskusjach z przedstawicielami ośrodków transportowych zrezygnowali z tego punktu. Główną przyczyną był brak możliwości wymiany urządzeń kontrolujących prędkość i czas pracy kierowców w niektórych używanych pojazdach.
Z ustawy tej częściowo wyłączone są autobusy miejskie. Jednak do końca grudnia 2007 roku chce wprowadzić do tych pojazdów również wymóg na instalowanie analogowych lub cyfrowych tachografów.
Zmiany w przepisach dotyczących czasu pracy kierowców od 11.04.2007r.:
info na stronie NZZK.
diagram czasu pracy dla jednego kierowcy
diagram czasu pracy dla dwóch kierowców
Czy wiadomo czego miałoby to dotyczyć?

- Prawa o ruchu drogowym?, (PORD)
- Czasu pracy Kierowców?, (CPK)
- Transportu drogowego? (TD)
- czegoś innego?

Definicje na dziś są takie:

PORD
- "kierujący" - osobę, która kieruje pojazdem lub zespołem pojazdów, a także osobę, która prowadzi kolumnę pieszych, jedzie wierzchem albo pędzi zwierzęta pojedynczo lub w stadzie;
- "kierowca" - osobę uprawnioną do kierowania pojazdem silnikowym;

CPK
Stanowisko pracy kierowcy:
a) siedzibę pracodawcy, na rzecz którego kierowca wykonuje swoje obowiązki, oraz inne miejsce prowadzenia działalności przez pracodawcę, w szczególności filie, przedstawicielstwa i oddziały,
b) pojazd, który kierowca prowadzi,
c) każde inne miejsce, w którym kierowca wykonuje czynności związane z wykonywanymi przewozami drogowymi;

TD
"...Przepisów ustawy nie stosuje się do przewozu drogowego wykonywanego pojazdami samochodowymi lub zespołami pojazdów:
1) przeznaczonymi konstrukcyjnie do przewozu nie więcej niż 9 osób łącznie z kierowcą - w niezarobkowym przewozie drogowym osób;
2) o dopuszczalnej masie całkowitej nieprzekraczającej 3,5 tony w transporcie drogowym rzeczy oraz niezarobkowym przewozie drogowym rzeczy;
3) zespołów ratownictwa medycznego oraz w ramach usług transportu sanitarnego.

A inne - nie wiem czego mogłaby dotyczyć zmiana?
Może coś więcej?

B.
Po 11.04.2007 r. ulegaja zmianie przepisy o czasie pracy kierowcy / art. 4 lit. g art. 6-8 rozporządzenia WE nr 561/2006 - Dz.U. UE l102/1. Zmiana dotyczy głównie przerw w prowadzeniu oraz okresów odpoczynku w przypadku przewozu towarów samochodami pow. 3,5 tony i osób powyżej 9 z kierowcą.

Niewatpliwie, na szosie zawodowy kierowca spisuje sie lepiej od
zawodowego maszynisty (czy sa maszynisci amatorzy?). Na torach to jednak
zawodowi kierowcy z reguly wpadaja pod pociagi, a nie - zawodowi
maszynisci
pod samochody ;)))



O, czasami sa odstepstwa i kierowcy uderzaja z boku w jadacy juz pociag, a
nie wpadaja pod.

PS. Ignorowanie wskaznikow nakazujacych uzycie sygnalu "Bacznosc"
moze miec oczywiscie rozne powody. Ale z reguly trabia po takim
wskazniku, wiec nie generalizowalbym tego zjawiska.



Robbo ze swoim powaznym traktowaniem mojego posta mnie rozbawil. Przecie
kazdy (jak widac nie kazdy) widzi, ze sobie robie jaja. A tak na powaznie,
to jest w tym ziarno prawdy, niestety, i przypadek zapitych na amen
maszynistow, ktorzy sie pospali pod Fromborkiem (na szczescie bez
negatywnych nastepstw) czy  wielu innych ktorzy najpierw pili, a potem
jechali (tu juz mozna wyliczac istotna ilosc takich przypadkow - ja znam
tylko ze swojego podworka i ostatnich paru lat powazne wypadki: EN57 z Laz w
Katowicach - wyladowal na slupach trakcyjnych lamiac czlon ra, na szczescie
bez ludzi, czy przypadki "Tamary" i T449p na piaskowkach w ostatnich latach
(czolowe zderzenie na luku z ofiarami w pierwszym, a rozpieprzona
lokomotywa na jezdni i wyrwane 50 metrow gleby wraz z kozlem oporowym - w
drugim) pokazuja, ze problem egzekwowania od maszynistow przestrzegania tych
podstawowych zasad jest wazny. I nic to, ze na CMK mamy wyszkolony i trzezwy
personel (miejmy nadzieje), jak gdzies na zadupiu jakis spadas rozpieprzy
ludzi. Oczywiscie problem jest tu szerszy i nie dotyczy tylko przejazdow.

Natomiast o tym, ze sa maszynisci, co  pija w pracy wie kazdy kto sie
zetknal z kolejarzami. I odsetek ich jest bez watpienia wiekszy niz wsrod
zawodowych kierowcow (bo lokiem jest trudniej wpasc na drzewo po pijaku, ma
tory). Picie dotyczy zwykle pociagow sluzbowych, roboczych i czasami
lokalnych, na glownych szlakach nie wyobrazam sobie, zeby cos takiego moglo
miec miejsce i zeby facet natychmiast nie polecial na trawe celnym kopem w
zad. Tym niemniej, zasniety maszynista manewrowki moze sie niezle wpieprzyc
w jakis ekspres na posledniej stacji - i jak znamy historie PKP, takich
przypadkow bylo niemalo. Na szczescie, to jest juz historia.

Znasz przepisy ??
To tak, jak bys powiedziala, ze ejstes instruktorem jazdy samochodem, i
jakis chlopak, twoj znajomy, nie ma prawa jazdy, a zostal zatrudniony jako
kierowca w firmie abc, ale ze nie moze sobie z czyms poradzic, przychodzi do
ciebie a ty mu tlumaczysz co i jak...

MLODSZY RATOWNIK NIE MA PRAWA PRACOWAC SAMODZIELNIE !! ON SAM POWINIEN TO
WIEDZIEC!!

Jak go wyszkolilas ?? Wiesz, ze moze wyzadzic krzywde sobie lub nie daj boze
komus innemu ??



Właśnie tego dotyczyła porada. Tłumaczyłam mu jakie ma uprawnienia i że to co
robi jest nieodpowiedzialne (chłopak pełnoletni). Dodam jeszcze trochę coś.
Jego matka została zatrudniona tam jako pielęgniarka i szef kiedy dowiedział
się o synu z uprawnieniami młodszego ratownika zatrudnił go. Z matką też
rozmawiałam, że syn nie ma uprawnień do samodzielnej pracy.
Porada dotyczyła jeszcze jednej sprawy. Chłopak nie miał podpisanej umowy i
oficjalnie ratownika na tej kolonii nie było. Radzilam mu jak najszybciej to
uzupełnić, bo wtedy sytuacja stałaby się jasna i można byłoby coś zadziałać.
Jednak po tej rozmowie nie dał więcej znaku życia. Czasem ludziom pieniądze
przesłaniają wszystko.
Zawsze na wszystkich kursach tłumaczymy kandydatom na młodszego, że nie może
pracować samodzielnie. Jednak nie jesteśmy w stanie sprawdzić każdej placówki.
Ludzie w WOPR pracują społecznie. W tym sezonie napewno zwrócimy uwage na ten
ośrodek, ale ile jest takich w Polsce?
Często pracodawca zatrudnia młodszego, podpisuje z nim umowę twierdząc, że
jest również ratownik WOPR. Potem zaczyna ściemniać, że nie dojechał, ale
jutro ktoś będzie i tak z dnia na dzień.
Takie są realia i dokiedy nie będzie zawodowej grupy kontrolerów nie mamy
szans na zatrudnianie zgodnie z uprawnieniami.



| Pierwszy raz widzę, żeby ktoś narzekał na klimatyzację.

Ja nie. Przyklad lato, temperatura powietrza ok. 30C, przebywasz w
pomieszczeniu klimatyzowanym z temperatura 18C przez 10 minut,
nastepnie znowu w tym cieplejszym pomieszczeniu, pozniej znowu przez
15 minut w klimatyzowanej serwerowni - katar murowany!



Eee, tam ;-) Ja robie to w lato codziennie parenaście razy
(wchodzę do samochodu, wychodzę z samochodu, itd..)
i nic :-)

| Stres i praca pod presją nie jest kryterium ani mierzalnym,
| ani - tym bardziej - określanym w przepisach BHP.

Roznice pomiedzy teoria, a praktyka bywaja zazwyczaj spore.



Myślę, że w ogóle nie można tu mówić o teorii.
Każdy zawód/stanowisko obarczone jest:
- jakąś tam odpowiedzialnością i
- jakimś tam ryzkykiem podejmowania decyzji.
No i są zawody są obarczone bardzo wysoką odpowiedzialnością
(np. kontroler ruchu lotniczego), są zawody obarczone
bardzo wysokim ryzykiem (np. kierowca rajdowy), ale
są też zawody obarczone mniejszym ryzykiem
czy odpowiedzialnością. Albo nawet bardzo małym.

To, jaki wpływ na "samopoczucie" danej osoby ma zakres
jej obowiązków jest sprawą bardzo indywidualną i jest
umownie ustalane pomiędzy pracodawcą a pracownikiem
na etapie ustalania wysokości wynagrodzenia za
pełnienie funkcji na stanowisku z określonym
zakresem obowiązków. Jeszcze raz podkreślam
 - umownie. Jeszcze nigdzie nie widziałem, żeby było

500 zł miesięcznie na pokrycie kosztów utraty zdrowia
psychicznego z powodu pracy w wielkim stresie ;)
A już na pewno nie w przepisach BHP :)

Jeżeli chodzi o moje osobiste zdanie, to z moich
obserwacji wynika, że praca administratora
wcale nie jest taka stresująca [1], na jaką się ją
tu próbuje malować. Myślę wręcz, że w dzisiejszych
czasach macierzy, klastrów i systemów redundantnych,
jest bardzo fajną, ciepłą i dobrze płatną posadką.

Panowie (nie do Ciebie Łukasz;) - przestańcie jak
baby beczeć że pracujecie pod presją i sąsiedztwie
światłowodów, tylko ustalcie z pracodawcą wynagrodznie
w zależności od swoich kwalifikacji, rzeczywistego
zakresu obowiązków i odpowiedzialności za podejmowane
decyzje. Bo stres nie ma tu nic do rzeczy.
Można się jedynie w sobotę wypłakać mamie do rękawa :)

[1] nie dotyczy niektórych firm, np. CST TPSA :

11.6.Warszawa (PAP) - Sejm przyjął w środę nowelizację ustawy o
transporcie drogowym. Nowelizacja zakłada m.in., że krajowi
przewoźnicy transportowi przed wejściem Polski do Unii
Europejskiej będą musieli uzyskać odpowiednie licencje na
działalność.

        W głosowaniu wzięło udział 401 posłów. Za przyjęciem było 366,
przeciw 35. Nikt nie wstrzymał się od głosu.

        Nowelizacja zakłada, że przedsiębiorcy prowadzący działalność
gospodarczą w zakresie krajowego drogowego przewozu rzeczy będą
musieli uzyskać licencję do dnia wejścia Polski do Unii
Europejskiej. Z wnioskiem o jej udzielenie powinni wystąpić w
ciągu dwóch lat od wejścia w życie ustawy.

        Również przedsiębiorcy prowadzący międzynarodowy transport
drogowy będą musieli do czasu wejścia Polski do UE uzyskać
licencję. Jeżeli tego nie zrobią, wygasną ich uprawnienia.
Ustawa precyzuje także, że w czasie jednej kontroli drogowej
przedsiębiorca nie może zapłacić więcej niż 15 tys. zł kary,
niezależnie od sumy kar przewidywanych za poszczególne
nieprawidłowości. Jeżeli kontrola przeprowadzona zostanie w
firmie, to kara nie może być wyższa niż 30 tys. zł.                Nowelizacja
zakłada również, że kierowcy, którzy do tej pory nie musieli
posiadać urządzeń rejestrujących prędkość jazdy, czas jazdy i
postoju, będą musieli używać ich od momentu wejścia Polski do UE.

        Posłowie nie zgodzili się, aby "przedsiębiorca podejmujący i
zarobkowo wykonujący transport drogowy" musiał posiadać
zabezpieczenia pieniężne lub majątkowe. Miało ono stanowić
równowartość 9 tys. euro za pierwszy pojazd przeznaczony do
transportu i 5 tys. euro za każdy następny.

        W Polsce kierowcy karani są najczęściej za zły stan pojazdu, brak
pełnej dokumentacji dotyczącej przewożonego towaru i przekroczenie
czasu pracy. Kwestia kar za naruszanie przepisów ustawy o
transporcie drogowym była jednym z powodów nowelizacji
obowiązującej obecnie ustawy.

        Nowelizacja wprowadza jednocześnie zmiany w kilku innych
ustawach. Są to m.in. prawo przewozowe, prawo o ruchu drogowym i
prawo o czasie pracy kierowców.

        Teraz ustawa trafi do Senatu. (PAP)

Jak na moje rozumowanie, to "zestaw" z DMC powyzej 3.5 tony traktowany
jest juz jako ciezarowka z przyczepa czyli C+E.



zle rozumujesz. Pierwsza literka okrelsa tylko i wylacznie DMC samochodu+za
kazdym razem mozliwosc jazdy z przyczepa lekka czyli do 750kg. Ilosc osi,
rodzaj pojazdu itp. NIE MAJA ZNACZENIA.
Chcac jezdzic z przyczepami ciezszymi musisz miec juz E do swojej
podstawowej kategorii.
I tak upraszczajac sprawe:
Samochod do 3500kg+przyczepa 750kg wystarczy samo B
Samochod do 3500kg+przyczepa 750kg wystarczy samo BE
Samochod powyzej 3500kg do 7500kg +przyczepa 750kg wystarczy samo C1
Samochod powyzej 3500kg do 7500kg +przyczepa 750kg wystarczy samo C1E
Samochod powyzej 3500kg bez limitu gornego+przyczepa 750kg wystarczy samo C
Samochod powyzej 3500kg bez limitu gornego+przyczepa 750kg wystarczy samo
CE
Wyjatkiem od tej reguly jest sama kategoria B ktora umozliwia rowniez jazde
z ciezszymi przyczepami niz lekka pod warunkiem spelnienia 2 warunkow mas z
ktorych najwazniejsze jest to by zestaw nie przekraczal 3500kg.
Przepisy okreslaja naczepe jako inny rodzaj przyczepy i dlatego by jechac
TIRem trzeba miec w zasadzie C+E, aczkolwiek sa mini zestawy na samo C1E a
nawet na samo B:)

Wracajac do watku kolegi, to niestety Zieloni mieli pelne prawo nalozyc kare
w wysokosci az 6000zl i niestety mam zla wiadomosc ten mandat ma status
natychmiastowej wykonywalnosci. Jesli chcesz mozesz sie sadzic,odwolywac,
ale zaplacic musisz juz teraz. Obowiazuje taryfikator i raczej nikle szanse
na to by Sad owzglednil twoje racje, a to z tego wzgledu ze takie prawo w
Polsce istnieje juz od 2001 roku. Jego wprowadzenie wiazalo sie scisle z
procesem dostosowawczym do UE.
Granica w prawie 3500kg jest niezaleznie czy jest to sam samochod czy zestaw
samochod+przyczepa.
Obowiazek winietki i swiadectwa wynika z Ustawy o Transporcie Drogowym
Obowiazek tachografu z Dyrektyw Europejskich dotyczacych czasu pracy
kierowcy, a takze Umow takich jak AETR naszej ustawy o czasie pracy kierowcy
i innych

Wszystkich wymaganych dokumentow w zasadzie juz od niego zazadali. W
przypadku spozywki dochodza do tego swiadectwa fitosanitarne.
Wszelkie przepisy znajdziesz na www.psm.pl

pozdrawiam
PS. Kolega moglby wyjsc z tego bez szwanku gdyby sie tlumaczyl ze to
wszystko jest na niehandlowe prywatne potrzeby wlasne, a teraz to kicha.


| wymyśliłem sobie ze nabedę auto ciężarowy typu STAR wywrotka. Powiedzcie
mi
| czym oprócz stosownej kategorii prawa jazdy różni sie od posiadania auta
| osobowego.



Wszystko zależy do czego to auto ma być wykorzystywane. Inne są obowiązki i
przepisy wobec zawodowego kierowcy oraz przewoźnika świadczącego usługi
przewozowe, inne wobec przedsiębiorców wykonujących przewozy niezarobkowe i
na potrzeby własne, a jeszcze inne dla kogoś, kto jeździ tym autem
całkowicie prywatnie (bo ma np. taki kaprys, albo też ma choćby campera na
bazie ciężarówki). Inna sprawa, że co organ kontrolny (głównie ITD), to inna
interpretacja przepisów, zależna nawet od konkretnego województwa.

Przy zastosowaniu czysto prywatnym w zasadzie i winieta niepotrzebna, i czas
jazdy nie obowiązuje (choć zdaniem niektórych jeśli auto ma tachograf
zamontowany, to wykresówki wkładać trzeba nawet wtedy, gdy kierujący nie
musi stosować się do ustawy o czasie pracy kierowcy - bo np. nie jest
zatrudniony jako kierowca w myśl tej ustawy). Sam mam poniekąd taki
przypadek, bo czasem jeżdżę testowymi ciężarówkami i zestawami.
W kwestii czasu pracy rozwiązaniem jest już Art 1.1 owej Ustawy o czasie
pracy kierowców, który stanowi, że "ustawa określa czas pracy kierowców
zatrudnionych na podstawie stosunku pracy" - jeśli zatem nie jesteś
zatrudniony w żadnej formie jako kierowca, to jasno wynika, że ustawa Cię
nie dotyczy.
Co do innych aspektów to zerknąć do "Ustawa o transporcie drogowym", ze
szczególnym uwzględnieniem Art3.2. 3) Do przewozów drogowych wykonywanych
przez podmioty nie będące przedsiębiorcami stosuje się odpowiednio przepisy
ustawy dotyczące niezarobkowego przewozu drogowego.


otoz jakis czas temu 2-3 lata na lamach "auto swiat'a" byl artykul na ten
temat i podane byly nr paragrafow i artykolow, niestety zaginal mi ten numer
wiec jak ktos zkojarzy bardzo prosze o info w ktorym to bylo numerze
a sprawa przedstawiala sie tak
mandat przyjety, mija siedem dni jesli nie zaplaciles mandatu ulega on
automatycznej kasacji a sprawa powinna zostac skierowana do kolegium
(obecnie sadu)



To nie tak - mandat gotowkowy jest prawomocny z chwila zaplacenia.
Mandat kredytowy - z chwila podpisania. Ale jest jeszcze mandat
kredytowy zaoczny - wystawiany pod nieobecnosc sprawcy.
Ten faktycznie dziala jak piszesz. Tylko kierowcow to on nie dotyczy -

wystawia sie go jesli sprawca jest znany. Mozna np wystawic
wlascicielowi domu za nieodsniezenie chodnika - ale jak ukarac
kierowce pojazdu ktory stoi na zakazie ?

Teraz trzeba by przeczytac nowy KPwSoW.

co sie tyczy komornikow to oni nie moga dzialac bez wyroku-nakazu zaplaty i
co wazniejsze bez klauzuli wykonalnosci, a jak przychodza bez tego to sa
tylko firma windykacyjna i to nie legalna bo w godzinach pracy urzednika
panstwowego wykonuja niezgodna ze swoim zadaniem prace)



Ale przeciez przychodza z nakazem, bo skad mialby wiedziec ile z
ciebie sciagnac :-)

co za kretyn wymyslil te 60/90/110 kmh chyba tylko taki ktory chce sie
przypodobac wyborco a sam i tak ma je gdzies bo immunitet ma!
jesli o mnie chodzi powinno byc jakos tak ze istnieja zalecane predkosci a
jesli je przekroczysz i spowodujesz wypadek ponosisz konsekwencje, jesli
wyprzedzasz na ciaglej ok, ale jesli spowodujesz wypadek ...



Wiesz - przepisy sa m.in. po to zeby do wypadkow w ogole nie
dochodzilo. Co powiesz jakby sasiad do ciebie strzelal z pistoletu.
Ale nie trafial - czy policja powinna interweniowac
dopiero jak cie trafi ? :-)

a skoro juz o policji mowa to tak na prawde  podejrzewam ze kodeks drogowy
zostal stworzony dla oszczednosci-zeby ludziom uniemozliwic nauczenie sie
jezdzenia (kapelusznikom sie ladnie klaniamy)



Prawie trafiles :-) Podobno ograniczenia poza miastem to
w celu oszczednosci paliwa ... po kryzysie z lat 70-tych.

Ale z drugiej strony - kodeks drogowy zaczal sie od Red Flag Act :-(

J.


| 2. Na tylnej kanapie środkowe siedzenie nie ma zagłówka. Czy to jest
| dopuszczalne ?

| Zaglowki z tylu to nawet w dzisiejszych czasach jest luksus, zwlaszcza na
| srodku. Jak najbardziej jest to dopuszczalne. Nigdzie nie ma przepisu
| dotyczacego obowiazgu posiadania zaglowkow.
A czasami nie jest tak, że wszystkie samochody wyprodukowane po 1995 roku
muszą mieć zagłówki na tylnych siedzeniach?



To juz inna sparawa - byc moze producent ma jakies tam obowiazki, ale to
prawo nie obowiazuje kierowcy ktory stosuje sie do kodeksu drogowego.

A tak swoją drogą to widać, jak producenci samochodów mają bezpieczeństwo
pasażerów siedzących z tylu (a więc często dzieci) gdzieś... Czy to duży
koszt zrobić zagłówek, a może zbyt drogie są pasy 3-punktowe?



Takich rzeczy to w samochodzie jest sporo ktore sa "zbyt drogie". A swoja
droga to w Mondeo, nawet pomimo 180cm wzrostu spokojnie mozna sie obyc bez
zaglowkow (tak wysokie jest tylne oparcie) :-)

Poza tym jestem za wprowadzeniem przepisu nakazującego montowania
czujników, sprawdzających czy wszystkie pasy są zapięte, a jeśli nie są a
prędkość samochodu jest większa niż 10km/h to wtedy żeby wydobywał się
uciążliwy dźwięk. Bo jak tu można mówić o bezpieczeństwie, kiedy ma się
poduszki, ABS, oczywiście zapięte prawidłowo pasy a za siedzeniem położony
jest 70 kg przedmiot (bo jak inaczej można nazwać taką osobę) który może w
razie wypadku wyrwać przednie siedzenie...



Ale to jest element selekcji naturalnej i dlaczego chcerz przeszkadzac
naturze w ulepszaniu ludzkiej rasy?
Z drugiej strony to sa zwolnennicy teorii ze zapinanie pasow zwieksza ilosc
ofiar na drogach bo kierowca w pasach czuje sie bezpiczeniej, jezdzi
szybciej i powoduje wypadki. osobiscie niezbyt w to wierze, ale cos w tym
jest.

Choc sam pasy zapinam bez dyskusji i odruchowo to jednak jako zwolennik
swobod obywatelskich uwazam ze nakazu jako takiego byc nie powinno. Jak sie
ktos chce zabic to jego strata, nie moja. Inni kierocy czy maja pasy
zapiete czy nie zagrazaja mi w takim samym stopniu (a nawet jak juz mowilem
jest teoria ze kieroca bez pasow zagraza mi mniej). Co innego zakaz palenia
paierosow za kierownica, czy jedzenia, czy rozmawiania przez telefon. Te
zakazy jako wplywajace na bezpieczenstwo ogolu maja jak najbardziej sens.

Taki nakaz zapinania pasow mozna porownac do roznych innych "ciezko
madrych" pomyslow typu nakazac gotujacym w domu prace w rekawicach
ochronnych, albo zakazac rozbierania telewizorow w domu w obawie o
porazenie pradem.




| | Powodem tej tragedii byliby przede wszystkim kierowcy spychajacy
| | rowerzystow
| | na kraweżniki, gdzie koleiny, dziury i kratki sciekowe tworza cos,
| czego
| | jezdnia nie mozna nazwac, a wszystko w majestacie prawa.
| | NIE JEST MOZLIWE zepchniecie w majestacie prawa rowerzysty z jezdni.
| | Nie jest? Wystarczy jechac w odleglosci 20 cm od kierownicy rowerzysty,
a
| | juz mam ochote uciekac na chodnik.
| takie zachowanie jest wbrew przpisom. Nie pisz więc "w majestacie
| prawa".
| dlaczego? Przeciez niema  kto tego przepisu egzekwowac. Jest to nagminne
to nie znaczy, że "w majestacie prawa". A czy skoro złodziei
radioodtwarzaczy samochodowych też się mało łapie, to mamy sądzić, że
kradną "w majestacie parwa"?!



Oczywiscie. Przeciez ktos wymyslil ten przepis, ze ponizej 250 zl nie ma
sensu prowadzic dochodzenia. A radia samochodowe chyba nie kosztuja wiele
wiecej? Zreszta dotyczy to np. rowerow, tez nie warto ich szukac. Liste
rzeczy ktorych policja nie szuka, a czasem wrecz nie przyjmuje zgloszenia
mozna by mnozyc. Wic polega na tym, ze wiekszosc pokrzywdzionych ma
swiadomosc tego, ze sa bezsilni i nawet nie probuja dochodzic swoich praw.

Wracajac do sprawy KD, wczoraj usilowalam zastosowac sie do tych przepisow i
jechalam z pracy do domu jezdnia. W efekcie, omalo tego nie przeplacilam
zyciem. Jak zwykle, kierowca jadacy za mna nie raczyl uzyc kierunkowskazu
dojezdzajac do skrzyzowania, na ktorym ja jechalam prosto, a on chcial
skrecic w prawo. Ciag dalszy mozesz sobie wyobrazic. Byl na tyle beszczelny,
ze zbluzgal mnie slowami nie nadajacymi sie do powtorzenia, choc absolutnie
nie mial racji.
To byl ostatni raz. Bede te przepisy lamac jezdzac po chodnikach gdzie sie
tylko da.

skrzacik

BTW, nasunelo mi sie jedno spostrzezenie i nie znalazlam zadnej odpowiedzi.
Jesli kierowca samochodu hamuje, zapala sie swiatla stopu. Co winien zrobic
rowerzysta chcac zasygnalizowac, ze bedzie stawal? Podobno kiedys nalezalo
podniesc reke do gory, czy to nadal funkcjonuje i czy kierowcy wlasciwie
rozszyfruja taki znak?

Zgadzam sie z Toba całkowicie - egzekwowanie przepisow jest sprawa
podstawowa - oczywiście jeżeli jest przy tym równiez brany pod uwagę
rozsądek.
Wypowiedz Syryjczyka to jest demagogia - nie sądze aby badania potwierdiły
te wyniki. Zmiana predkości z 60 na 50 może spowodowac zmniejszenie wypadków
na pasach - ale czy ktos jest w stanie przytoczyć satystykę tych wypadków!?
Jeszcze jedna sprawa - jazda tzw. "profesjonalistów" - kierowców zawodowych.
Jak sądzę zaostrzenie przepisów o punktach dla nich i zabieranie uprawnień
do pracy zawodowej przynisloby lepsze efekty niż inne zmiany przepisów .
Dotyczy równiez to uporządkowania nadawania uprawnień dla "zlotow" - badania
psychotechniczne, zawodowe prawo jazdy, egzamin kwalifikacyjny itp.

Od dluzszego czasu trwa interesujace zamieszanie dotyczace wprowadzenia
zmian w przepisach drogowych, dostosowujacych je do tych obowiazujacych w
UE. Oczywiscie najciekawsza dla kazdego kierowcy jest propozycja
wprowadzenia 50 km/h w obszarze zabudowanym. Minister Syryjczyk opowiada o
uratowaniu 2000 ludzi rocznie, wiec nikt nie odwazy sie zaprotestowac -
ktoz
bowiem bedzie sie sprzeciwial tak szczytnym celom (UE+zycie ludzkie, w tej
kolejnosci ;-))
Ktokolwiek co nieco jezdzi po polskich drogach dobrze wie, ze przepisow
nie
przestrzega nikt. Wydaje mi sie, ze jestem z jedna nielicznych osob, ktore
zwalniaja w obszarze zabudowanym - nie twierdze, ze do 60, lecz roznicuje
jazde w lesie i w obszarze za biala tablica z nazwa miejscowosci.
Tymczasem
wydaje sie, ze zdecydowana wiekszosc kierowcow jezdzi wg prostej zasady:
prosta=gaz, zakret=hamulec, jesli stary to caly czas mniej-wiecej 80, a
jak
mlody to ile fabryka dala ;-) Las, zlobek, szkola, pola, kosciol, domy,
laka - jemu jest wszystko jedno, znaki drogowe to tylko ozdoba pobocza.
Moim zdaniem jedynym skutkiem wprowadzenia nowych przepisow beda
zwiekszone
lapowki dla policjantow, bo rozdzwiek miedzy przepisami a rzeczywistoscia
bedzie coraz wiekszy. Prosze zwrocic uwage na jeszcze jedna rzecz - ze
przyzwyczaja to obywatela do zycia dzien w dzien w niezgodzie z prawem.
Uczciwy obywatel z koniecznosci codziennie lamie prawo - jesli wejdzie mu
to w krew, to moze ktoregos dnia zlamie jakis powazniejszy przepis....

Wydaje mi sie, ze znacznie lepszym rozwiazaniem byloby egzekwowanie
przestrzegania obecnych przepisow. Mysle, ze uratowaloby to znacznie
wiecej
ludzi.


Popieram Janka - przepisy są po to aby je przestrzegać, bo "w razie czego" siedzieć pójdzie kierowca.
W czasie swoich wyjazdów (a ja jestem "wolnym strzelcem" i współpracuję z różnymi biurami podróży, nie mam stałego) zawsze jestem po stronie kierowcy (mimo że formalnie jestem przedstawicielem biura).
Zazwyczaj ostro wykłócam się z właścicielem biura o czas pracy kierowcy, bo właściciele mają "węża w kieszeni" i chcą zaoszczędzić na pracy kierowców, wysyłając w długą trasę jednego kierowcę zamiast dwóch.
No chyba że kierowcy nie zależy - wówczas to jego sprawa, ale o oszukiwaniu i podmianach tarczy tachografu ja nic nie wiem.

Swoją drogą przepisy dotyczące czasu pracy kierowcyczasem absurdalne, ale trzeba je przestrzegać.

Jeśli chodzi o znaki drogowe - nie wyobrażam sobie abym miała nakłaniać kierowcę do łamania przepisów drogowych. Ale kierowcy z którymi jeździłam tych przepisów nie łamali.
Ogólnie z kierowcami bardzo dobrze mi się współpracuje, bo nie wymagam rzeczy niemożliwych.

Jeden jedyny raz w życiu - akurat w Bieszczadach zdarzył mi się następujący przypadek: Jechałam autokarem trasą (o ile pamiętam) Myczkowce - Uherce Mineralne. Przy wjeździe na trasę na 100 % nie było ograniczenia tonażu, natomiast przed samym mostem na Sanie było ograniczenie do 6 ton. Gdybyśmy nie przejechali przez most trzeba by nadrabiać około 30-40 km.
Kierowca wysadził wszystkich pasażerów i "solo" przejechał przez most, po czym wszyscy ponownie wsiedli.
Kierowca sam zaproponował takie rozwiązanie sytuacji, ja nie śmiałabym mu proponować.

Z drugiej strony przy wjeździe na tą drogę już specjalnie uważaliśmy - też nie było ograniczenia tonażu. Znaki postawione absolutnie bez sensu, bo może miejscowi wiedzą, że tam jest most z ograniczeniem tonażu, ale przyjezdni kierowcy i piloci - na pewno nie. Ograniczenia nie ma też na mapach.

Czy to ta akurat droga - tego na 100 % nie pamiętam, bo to było około 5 lat temu.
Witam
Mam nadziej?, ?e dziewczynka jak i motocyklista szybko wróc? do zdrowia.
Dwa lata temu gdy wyjecha?em do Szkocji, zaraz na pocz?tku mia?em kilka sytuacji które pokaza?y mi jak inna jest kultura jazdy w tamtym miejscu. Pierwszego dnia jad?c do pracy samochodem przez miasto us?ysza?em d?wi?k moto, wi?c odwróci?em si? a za mn? jecha?a pi?kna R1... odrazu nastawi?em si? ?e kole? wyprzedzi nas, bo niby czemu nie... przecie? zajmie mu to pó? sekundy... ale nie kole? nie wyprzedza? i nie wyprzedzi?! Tak si? wlók? za nami kilka kilometrów. Jako? tego poj?? nie mog?em na pocz?tku... Ale w?a?nie oni tak je?d??, przestrzegaj? przepisów, szczególnie w trenach zabudowanych zwalniaj?. Ja równie? zacz??em tak je?dzi?, bo czas sp?dzony tam tego mnie nauczy?. Nie jak u nas cz?sto wida? sporta p?dz?cego przez miasto, jeszcze na jednym kó?ku!! Przez miasto gdzie jest mnóstwo ludzi którzy obserwuj? takiego kolesia i wydaj? na niego wyrok. Przez to inni motocykli?ci, Ci którzy je?d?? przepisowo i tak s? przez tych ludzi oceniani przez pryzmat tego go?cia na sporcie. Cierpi? wszyscy.
Niedawno wróci?em do Polunii co bardzo mnie cieszy. Umówi?em si? z kumplem na ?miganko. Wyje?d?amy od niego z domu, mieszka w ma?ym miasteczku... teren zabudowany, on jedzie pierwszy... przed nami kolumna samochodów, podwójna ci?g?a a on co robi... wyprzedza je wszystkie... i po co... ja wlek?em si? za nimi jaki? kilometr i wyprzedzi?em dopiero pó?niej...
To by?a dobra lekcja dla mnie, dwa lata sp?dzona na emigracji... Dzi?ki temu u?wiadomi?em sobie jak kiepska kultura jazdy jest w naszym kraju. To równie? dotyczy samochodziarzy oczywi?cie.
Niech nikt nie czuje si? dotkni?ty, nikogo nie oskar?am Chcia?bym by szczególnie kierowcy motocykli sportowych chocia? troch? zacz?li je?dzi? tak jak Ci w Szkocji.... wtedy b?dzie mo?e mniej takich artyku?ów jak ten.

pzdr
Proszę mi pomóc.
Opisywałam wczesniej wypadek sposowdowany przez kierowcę, u którego stwierdzono stan po spożyciu alokholu. Co mam napisac w punkcie 9 protokołu powypadkowego: wnioski i zalecenia profilaktyczne. Bo przecież pisanie o przeprowadzeniu szkolenia na temat trzeźwości podczas wykonywania pracy to banł..... .
Dlaczego tak późno sporządzam protokól powypadkowy? Czekałam na wyniki badań z Policji na zawartośc alkoholu we krwi oraz na opinię lakarską dotyczącą stanu zdrowia poszkodowanego.


WITAM. Nie jest banałem przeprowadzenie szkolenia na temat trzeźwości, jest to bardzo ważne !! musisz pracowniukom w tym szkoleniu powiedzieć/uswiadomić ich/ co ten pracownik stracił poprzez alkohol!!! :
- stracił prace czyli środki finansowe na utrzymanie rodziny!!!;
-musi pokryć koszty naprawy auta firmowego;
- prawo jazdy;
-autorytet jako dobry pracownik lub ojciec;
ZYSKAŁ : /dostał/
-art 52 kp;
-odpowiedzialnosc karną,grzywne lub kare więzienia;
-bezrobotny bez zasiłku;
- itd.
Tak więc widzisz jest to potrzebne dla uświadomienia innym pracownikom tych wszystkich strat i" zysków" To są Twoje środki dydaktyczne w szkoleniu, a wszystko po to,aby uszestnicy szkolenia rzeczywiście wyszli bogatsi w nowe doswiadczenia oraz wiedzę, co przedłoży się na podniesienie poziomu bhp i rozpoznanie zagrożeń.We wnioskach znaleźć się mogą również działania dyscyplinujące, takie jak wzmożone kontrole stanu trzeźwości, czy ukaranie winnych zniedbań w dziedzinie bhp. Mając ustalona listę naruszonych przepisów i zasd bhp, sprawdz, które z naruszonych przepisów i zasad leżały w kompetencji osób organizujących pracę, które ją nadzoróją, w tym samego poszkodowanego. "Praca powinna być tak zorganizowana,aby pracownik, będący często najsłabszym ogniwem jej procesu, był chroniony i kontrolowany przez cały czas jej wykonywania". Bo w bardzo wielu sytacjach osoby nadzoru czy kierownictwa przez niespełnienie swoich obowiązków w zakresie bhp przyczyniły się do zaistnienia wypadku
- chociazby przez tolerowanie odstępstw od przestrzegania przez robotników przepisów czy zasad BHP!!!. Tak możesz wpisac ,oczekiwanie n awyniki z policji itd. POzdro YOCK
Sejmowa Komisja Infrastruktury przyjęła we wtorek rządowy projekt ustawy o cyfrowych urządzeniach rejestrujących (tachografach) stosowanych w transporcie drogowym.
Wprowadza ona regulacje w zakresie instalowania w pojazdach w transporcie międzynarodowym tachografów cyfrowych, które zastąpią dotychczas stosowane tarcze papierowe.

Tachografy cyfrowe rejestrują i przechowują m.in. informacje o czasie pracy kierowcy, prędkości pojazdu, wskazania licznika kilometrów, dane o wykonanych kontrolach. Dane te można później odtworzyć, używając odpowiedniej karty chipowej. System TC eliminuje możliwość wydłużania czasu pracy kierowców pod naciskiem firm transportowych, co przekłada się na zwiększenie bezpieczeństwa na drogach.

Przedmiotem poselskiej debaty nad projektem ustawy była m.in. kwestia udzielania uprawnień do instalacji i naprawy tachografów cyfrowych. Komisja wyłączyła te sprawy z zakresu kompetencji Głównego Urzędu Miar i pozostawiła je w gestii producentów tachografów. Nadzór nad systemem kart chipowych do tachografów pozostanie będzie sprawować Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych S.A.
Przyjęcie ustawy wynika z obowiązku dostosowania polskich przepisów do regulacji Unii Europejskiej. Prócz 25 państw rozszerzonej Unii, jednolity systemem rejestrujący w transporcie drogowym obejmie w przyszłości: Islandię, Lichtenstein, Norwegię, Szwajcarię i państwa sygnatariuszy europejskiej Umowy AETR, dotyczącej pracy załóg pojazdów w międzynarodowym transporcie drogowym.

Data wprowadzenia cyfrowych urządzeń rejestrujących była już kilkakrotnie przesuwana przez Komisję Europejską. Głównym powodem opóźnień jest nieuzyskanie przez producentów tachografów i kart chipowych wymaganych europejskich homologacji. Jak poinformowała Naczelnik Departamentu Transportu Drogowego Ministerstwa Infrastruktury Hanna Żelichowska, obecnie 12 krajów europejskich deklaruje gotowość techniczną do stosowania systemu TC od 5 sierpnia 2005, 10 państw - od 1 stycznia 2006, 6 państw proponuje przełom kwietnia i maja 2006 r. Dodała, że Polska jest za przesunięciem daty wprowadzenia systemu TC na 5 sierpnia 2006.
Po uchwaleniu ustawy potrzeba minimum 5 miesięcy na zainstalowanie urządzeń w pojazdach oraz przeszkolenie kierowców. Odrzucenie projektu przez Sejm oznaczałoby przesunięcie prac nad ustawą na początek 2006 roku, a tym samym niedotrzymanie unijnego terminu dla wdrożenia systemu TC, wyznaczonego na 5 sierpnia 2005.

(PAP, źródło: www.mi.gov.pl)
Zagraniczni kierowcy będą surowiej karani w UK

Zgodnie z przepisami, które w Wielkiej Brytanii wejdą w życie 1 kwietnia, cudzoziemscy kierowcy szczególnie pojazdów ciężkich, którzy złamią przepisy ruchu drogowego, będą musieli zapłacić na miejscu grzywnę wysokości do 900 funtów szterlingów - ostrzega w piątek "The Times".

W przypadku niemożności zapłacenia grzywny, np. z braku karty debetowej, kredytowej lub gotówki, pojazd zostanie zajęty i odprowadzony do garażu, a odzyskanie go będzie kosztować kierowcę dodatkowe 80 funtów. Grzywnę będzie można zaskarżyć na drodze sądowej.

Dotychczas zagraniczni kierowcy byli w Wielkiej Brytanii traktowani łagodniej niż tubylcy, ponieważ z braku stałego adresu trudno było ich ścigać i policja poprzestawała zwykle na ustnych upomnieniach.

Obecnie nowe przepisy będą miały zastosowanie zarówno wobec cudzoziemców zamieszkałych w Wielkiej Brytanii, turystów jak i firm transportowych zarejestrowanych w innych krajach.

Jednym z motywów wprowadzenia nowych przepisów jest uporanie się z problemem kierowców zagranicznych ciężarówek, które często bywają przeciążone, mają niesprawne hamulce, a ich kierowcy przekraczają normy czasu pracy, co zwiększa ryzyko wypadków.

Brytyjska prasa lokalna wielokrotnie informowała też o brawurze polskich kierowców-imigrantów, niedopełnianiu przez nich wymogu przerejestrowania pojazdu po sześciu miesiącach pobytu w Wielkiej Brytanii, ubezpieczenia go i poddawania okresowym badaniom technicznym.

36 procent ogółu pojazdów z zagranicznymi tablicami rejestracyjnymi, wjeżdżających rokrocznie do Wielkiej Brytanii, to samochody zarejestrowane w Polsce: osobowe, autokary i tiry.

Standardowa grzywna dla cudzoziemców za nieostrożną jazdę - dotyczy to m.in. niezachowania odpowiedniego odstępu między pojazdami, ale także takich wykroczeń, jak czytanie mapy za kierownicą -wyniesie od 1 kwietnia 300 funtów. Kara za rozmawianie przez telefon komórkowy podczas prowadzenia samochodu (nie dotyczy korzystania z instalacji głośnomówiącej) i przekroczenie dozwolonej prędkości wynosi 60 funtów. W przypadku dopuszczenia się kilku wykroczeń na raz grzywna może sięgnąć 900 funtów.

W odróżnieniu od Brytyjczyków, cudzoziemscy kierowcy, którzy złamią przepisy, nie będą dostawać od policji punktów karnych.

The Times, etransport.pl
Witam Wszystkich. Na wstępie chce powiedzieć, że nie byłam, nie jestem i pewnie nie będę bhp-owcem - cóż, nie można być fachowcem w każdej dziedzinie, choć często czytam posty na Forum. Mimo wszystko, oznacza to, że w tej materii trzeba mówić do mnie jak do pięcioletniego dziecka , ale mam nadzieję, że nie będzie tak źle...
Jako organizacja pozarządowa wspomagamy zmagania naszej Podopiecznej, którą zwolniono z pracy z naruszeniem przepisów. Moim zdaniem nie jest to jedyne wykroczenie zakładu pracy. W trakcie zbierania materiałów do rozprawy w Sądzie Pracy okazało się m.in., że w październiku 2002 r. nasza Podopieczna miała wypadek w drodze z pracy - jechała na rowerze i została potrącona przez samochód (wina po stronie kierowcy). O wypadku zawiadomiła zakład pracy matka Podopiecznej - ona sama była w szpitalu. Zakład pracy nie podjął żadnych czynności dotyczących bhp.
Od tego czasu znacznie pogorszył się stan zdrowia naszej Podopiecznej. Przez prawie 9 m-cy była na zwolnieniu lekarskim. Od 2004 r. ma orzeczenie o umiarkowanym stopniu niepełnosprawności, i od 2004 r. lub początku 2005 r. ma orzeczoną częściową niezdolność do pracy (renta).
Starałam się zorientować jakoś w sytuacji, ale gubię się w suchych i - jak dla mnie - trudnych do ogarnięcia przepisach. Dlatego proszę o pomoc i rozjaśnienie kilku kwestii:

1. W tym okresie - jak mi się wydaje - poszkodowany powinien był wystąpić do zakładu pracy z wnioskiem o sporządzenie protokółu. W jakiej formie miał być ów wniosek?
2. Czy w opisanej powyżej sytuacji zakład pracy powinien był podjąć jakieś działania w zakresie bhp (zawiadomienie przez matkę)?
3. Czy w tamtym okresie nasza Podopieczna miała prawo do jakiegoś odszkodowania lub wypłaty ubezpieczenia?
4. Czy brak protokółu miał wpływ na to, iż nasza Podopieczna nie otrzymywała 100% zasiłku chorobowego (czy zasiłek w takiej wysokości jej się należał)?
5. Czy brak protokółu miał wpływ lub mógł mieć wpływ na to, iż ZUS odmówił naszej Podopiecznej prawa do renty wypadkowej?
6. Czy w związku z długotrwałym zwolnieniem lekarskim mogły objąć ją przepisy z grudnia 2002 r.?

A na koniec - z dzisiejszego punktu widzenia chyba najważniejsze:

7. Czy jeszcze można coś w tej sprawie zrobić? A jeśli tak, to co?

Będę wdzięczna za wsparcie, zwłaszcza, iż mam nadzieję, że co kilka głów, to nie jedna i wspólnie może uda się coś wymyślić?
To fajna dziewczyna, trochę niezaradna życiowo, ale bardzo ciepły, opiekuńczy człowiek, spieszący na pomoc wszystkiemu co żyje - sobie tylko poradzić nie umie. Dlatego zależy nam na tym, żeby pomóc Jej w jak największym zakresie, a przy okazji uczymy ją załatwiać swoje sprawy. Pomóżcie i Wy proszę. Z góry dziękują za cierpliwość.

Pozdrawiam Forumowiczów
Uleczka - chyba 416 to za dużo
384 godziny rocznie to maksymalny limit nadgodzin

Departament Prawa Pracy MPiPS wypowiedział się w sprawie ustalania rocznego limitu pracy w nadgodzinach. W piśmie z 13 listopada 2008 r. (DPR-III-079-612/TW/08) nie zgodził się wszechobecnym stanowiskiem, że roczny limit nadgodzin wynosi 416. Według departamentu należy od tej liczby objąć urlop wypoczynkowy, co w konsekwencji daje nam maksymalnie 384 lub

"Zgodnie z art. 151 § 3 k.p. liczba nadgodzin wynikających ze szczególnych potrzeb w roku kalendarzowym nie powinna przekraczać 150. Wyjątek dotyczy kierowców, dla których granica ta wynosi 260 godzin (zgodnie z art. 20 ust. 3 ustawy o czasie pracy kierowców). W jednym i drugim wypadku pracodawca może jednak ustalić wyższy poziom nadgodzin w układzie zbiorowym pracy, regulaminie pracy lub umowie o pracę, jeśli w firmie nie ma układu i zatrudnia ona do 19 osób, a więc nie musi także wydawać regulaminu pracy. (...) Przepisy nie precyzują jednak, w jaki sposób to zrobić, i nie wprowadzają górnej granicy" - czytamy w "Rzeczpospolitej".

"Dotychczas Państwowa Inspekcja Pracy i większość ekspertów przyjmowała, że maksymalny pułap nadgodzin na rok kalendarzowy to 416 godzin. Wynikał on stąd, że pracownik może razem z nadgodzinami pracować przeciętnie do 48 godzin na tydzień w okresie rozliczeniowym (art. 131 k.p.), podczas gdy tygodniowa norma czasu pracy wynosi 40 godzin. Różnica daje osiem nadgodzin na każdy tydzień. Ponieważ w roku kalendarzowym są 52 tygodnie, to pomnożone przez osiem dają właśnie 416 nadgodzin" - pisze "Rzeczpospolita".

Należy pamiętać, że w każdym roku kalendarzowym pracownikowi przysługuje 20 lub 26 dni urlopu wypoczynkowego. Długość wakacji warunkowana jest stażem pracy. To już samo wyklucza możliwość osiągnięcia maksymalnego pułapu nadgodzin w wymiarze 416 godzin. Jak podkreśla Departament Prawa Pracy MPiPS maksymalna granica może wynieść 384 godziny u pracowników z 20-dniowym wymiarem urlopu i 376 godzin, w przypadku pracowników korzystających z 26-dniowego wypoczynku.
Jarku załóż nowy temat a ten jest do tej pory tak spójny i dobrze prowadzony, że żal go łaczyć z innym. Ja ze swojej strony mając na uwadze kierowcę pojazdu uprzywiliowanego - zerknąłbym do jego ORZ - co też tam mu napisano. Zerknąłbym również, do kodeksu ruchu drogowego z pytaniem co wolno takiemu kierowcy?. Jeżeli wolno mu przekraczać dozwoloną prędkość, to może czy nie? Wiem, że był kiedyś problem z mandatem takiego kierowcy z fotoradaru. Nie dajmy się jednak zwariować do końca i szanujmy tych którzy w trudnych sytuacjach niosą nam pomoc i ratunek. Jeżeli szkolimy kogoś na pierwszej pomocy, że decydują minuty to nie możemy żadać od karetki ograniczenia prędkości. Czy kierowca tej karetki nie naraża swojego przede wszystkim życia i zdrowia jadąc szybko? Czy ma prawo do odmowy wykonania pracy w tej sytuacji?

Art. 210. § 1. W razie gdy warunki pracy nie odpowiadają przepisom bezpieczeństwa i higieny pracy i stwarzają bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia lub życia pracownika albo gdy wykonywana przez niego praca grozi takim niebezpieczeństwem innym osobom, pracownik ma prawo powstrzymać się od wykonywania pracy, zawiadamiając o tym niezwłocznie przełożonego.
§ 2. Jeżeli powstrzymanie się od wykonywania pracy nie usuwa zagrożenia, o którym mowa w § 1, pracownik ma prawo oddalić się z miejsca zagrożenia, zawiadamiając o tym niezwłocznie przełożonego.
§ 3. Za czas powstrzymania się od wykonywania pracy lub oddalenia się z miejsca zagrożenia w przypadkach, o których mowa w § 1 i 2, pracownik zachowuje prawo do wynagrodzenia.
§ 4. Pracownik ma prawo, po uprzednim zawiadomieniu przełożonego, powstrzymać się od wykonywania pracy wymagającej szczególnej sprawności psychofizycznej w przypadku, gdy jego stan psychofizyczny nie zapewnia bezpiecznego wykonywania pracy i stwarza zagrożenie dla innych osób.
§ 5. Przepisy § 1, 2 i 4 nie dotyczą pracownika, którego obowiązkiem pracowniczym jest ratowanie życia ludzkiego lub mienia.
Witam

Mam mały problem z jednym z pracowników zatrudnionych na stanowisku pracownik działu przyjęcia towaru - operator wózka widłowego.

Tworząc spis pracowników mogących pobierać kluczyki do wózków jezdniowych znalazłem w teczce wyżej wymienionego pracownika następujące dokumenty:

- zaświadczenie wydane przez komisję ciężkich maszyn budowlanych i maszyn drogowych uprawniające do kierowania wózkami elektrycznymi i wózkami zasilanymi gazem z 93r,

- zezwolenie od dyrektora,

- orzeczenie z badań psychologicznych ze stycznia 2007. I tu pojawia się problem psycholog przeprowadzający te badania stwierdził, że są przeciwwskazania do tego żeby pracownik pracował jako operator wózków widłowych.

- zaświadczenie lekarskie od lekarza z lutego 2007r, że pracownik może pracować na stanowisku pracownik PT - operator wózka widłowego.

Rozmawiałem z tym pracownikiem i powiedział mi, że oblał testy u psychologa ponieważ ma problem ze wzrokiem i nie mógł ustawić w czasie jednego z zadań palików w jednej linii. Psycholog powiedział mu, że nie może pracować jako zawodowy kierowca.
Po oblaniu testów poszedł do innej przychodni lekarskiej niż ta, z którą współpracuje moja firma. I lekarz po konsultacjach z okulistę wydał mu zaświadczenie na dwa lata. Dodatkowo zalecił używanie w czasie pracy specjalnych okularów korekcyjnych, stwierdzając, że badania psychologiczne nie będą już potrzebne.

Teraz w aktach mam z jednej strony zaświadczenie od psychologa, że nie może pracować jako operator wózka, z drugiej strony zaświadczenie od lekarza, że może.
Pracownik powiedział mi jeszcze, że poprzedni insppekktor nie widział problemu. Ponieważ posiada on świadectwo kwalifikacji i orzeczenie lekarskie.

Praca tego Pana opiera sie tylko i wyłącznie na rozładowywaniu samochodów z towarem i przewożeniu palet na magazyn. Głownie używa on wózków prowadzonych wewnątrz budynku, częściowo dużego wózka widłowego na placu przed magazynem.

Po lekturze postów na forum zostało mi trochę wątpliwości:

1) Czy w wypadku przeciwwskazań od psychologa lekarz miał prawo wydać zdolność do pracy?

2) Czy lekarz po konsultacjach z okulistą i zapisaniu okularów korekcyjnych nie powinien wysłać jeszcze raz tego Pana do psychologa, żeby sprawdzić czy okulary zdadzą rezultat?

3) Na jaki konkretny przepis mogę się powołać chcąc skierować pracownika jeszcze raz do psychologa (on sam twierdzi, że nie pójdzie ponieważ ma zdolność do pracy od lekarza z późniejszą datą niż badania psychologiczne)?

4) Czy może dla pewności wysłać go jeszcze raz do medycyny pracy, z którą stale współpracujemy (tu również pracownik opiera się przed tym)?

Pozdrawiam i z góry dziękuję za po pomoc
mlodybhpowiec

| Po prostu znak B-43 jest przykładowy i można na
| nim umieszczać również inne znaki.
To nie jest prawda !
Przykładowa jest tam liczba (30) km/h, czyli można zmienić tylko tą
liczbę, a NIE sam wzór znaku. Dowodem jest znaczenie znaku, które
prócz określenia wzoru jest drugim podstawowym zadaniem
rozporządzenia. W § 31. 1. wyraźnie podano, że "oznacza wjazd do
strefy, w której obowiązuje zakaz przekraczania prędkości określonej
na znaku liczbą kilometrów na godzinę" (prędkości, a czegoś innego).
Nigdzie nie ma, że dopuszcza się strefy z ograniczeniem, ruchu lub
każdym innym. Co więcej wcześniej ustalono drugą podobną strefę,
strefę ograniczonego postoju (B-39), podając wzór i znaczenie znaku.
Gdyby dopuszczalne byłoby umieszczanie każdego dowolnego znaku na
prostokątnej tablicy, to wzór i znaczenie B-43 byłoby zbędne (bo
wystarczyło zamienić znak B-35 z tablicy B-39, na znak B-33).
A jednak wzór i znaczenie znaku B-43 określono oddzielnie !



Mam odmienne zdanie. Co jednak pozostaje bez większego znaczenia, wobec pkt.
2.

| 2) Nie ma żadnych przeciwwskazań do umieszczenia prawidłowego znaku na
| tablicy trójkątnej, ośmiokątnej i elipsoidalnej, byle tylko sam znak
| odpowiadał przepisom i był ustawiony zgodnie z § 2.1 tegoż
rozporządzenia.
Ależ są ! Na podstawie § 2. 8. wzory znaków drogowych [..] oraz ich
spis określa [..] załącznik do rozporządzenia. Jedynym zastrzeżeniem
są przykłady dotyczącym organizacji ruchu oraz określające prędkość,
wymiary, masę i naciski osi pojazdu.
Słowo "przykład" nie oznacza dowolną, radosną twórczość, bo kierowca
widząc taki znak nie znałby wzoru i nie wiedziałby co on oznacza, a i
policjant lub sąd nie miałby o co się oprzeć (brak znaczenia znaku w
rozporządzeniu).



Artur! W praktyce znak o prawidłowych wymiarach może być na słupku, ale też
na każdej innej podporze, byle tylko ona go nie zasłaniała i pozwalała na
umieszczenie znaku w miejscu prawem przepisanym względem jezdni. W praktyce
z co ciekawszych kształtów już znaki umieszczone na bryłach przypominających
żydowskie nagrobki (REAL N.Sącz), czy też na walcach (słupki przed
skrzyżowaniami wyznaczające wysepki). Przypadków i sposobów umieszenia znaku
na czymś innym, niż słupek jest wiele. Nie chce mi się tu ich wszystkich
wymieniać. Zwłaszcza poza obrębem dróg głównych i ulic (stacje paliw,
parkingi, zakłady pracy, hotele). Choćby przy tymczasowym oznaczaniu robót
drogowych to już widziałem znaki umieszczane nawet na kawałkach dykty.

Powołany przez Ciebie przepis określa kształt i wymiary znaku, nie zaś
elementu, na którym ma być umieszczony. Jeśli np. znak "zakaz ruchu" ma
prawidłowe wymiary i jest umieszczony w prawidłowym miejscu, to kształt
rzeczy, na której go umieszczono nie ma żadnego znaczenia. Równie dobrze
może to być kawałek blachy w kształcie serduszka. Byle tylko sam znak był
widoczny i całość nie pozwalała na niepewność, czy czasem to nie jest jakaś
reklama z elementem znaku. Biała prostokątna tablica jest dobrym, jak wiele
innych, sposobem umieszczenia znaku. A czemu nie okrągła? Bo mieli
prostokątną, a żaden przepis tego nie zabrania. W zupełności wystarczy, ze
na owej prostokątnej blasze będzie prawidłowy okrągły znak "zakaz ruchu"
namalowany.


Bardzo możliwe, że masz 100% w każdym z powyższych szczegółów. Nie będę się
sprzeczał, bo nie śledzę na bieżąco wszystkich możliwości, gdyż od tego mam
dobrą (sprawdzoną) księgową.
Zwróć tylko uwagę ile ci zajęło opisywanie mozliwości w tak głupiej sprawie.



  ???
  Przecież to się robi "odruchowo". Rutyna.
  Kierowca wjeżdżając na skrzyżowanie też nie cytuje kompletu przepisów
dotyczących kolejności ustępowania pierwszeństwa, te przepisy pójdą
w ruch jak z jakiegoś powodu "sprawa wjazdu" wyląduje w sądzie.
  W naszym przypadku będzie "sprawa wyjazdu" dla odmiany :)
FYI: tak, byłem pracownikiem. Zarówno w instytucji państwowej jak i firmie
prywatnej. Rozliczanie delegacji oglądałem.
  Śmiem wyrazić opinię, że co najmniej 98% pracowników nie umie podać
ŻADNEJ podstawy prawnej do rozliczenia jakiegokolwiek wydatku
delegacyjnego.
  Rozliczeniu delegacji to nie przeszkadza ;)
  A nie jest wcale bardziej skomplikowane, niż "proste zaksięgowanie
faktury" - chcesz sprawdzić ile przepisów trzeba powołać, żeby
rozpisać na drobne prawidłowość ujęcia np. faktury za hotel
(osobno dla dochodowego, osobno dla VAT)?

  Rozpisałem się, żeby do każdej pozycji dało się wskazać konkretny
przepis, wcale nie dlatego, że *miałoby to wymagać* jakichś
nadzwyczajnych działań!
  Kontrola z US nie zatrzyma się nad taką delegacją dłużej niż nad
samymi f-rami wrzuconymi luzem w koszty.

Jakbym miał każdy delegacyjny wydatek wczesniej analizować i konsultować
z księgowością to bym juz dawno tego nie musiał robić, bo firma by nie
istniała. Dlatego mam jedną procedurę, czyli branie faktur na płacącego



  Po pierwsze:
  Nie zmienia to faktu, że jak pracownik *prawidłowo* rozliczy koszty
wyjazdu, to masz obowiązek je rozliczyć.
  Rzucenie hasłem "zafundowałeś firmie wynajem samochodu" jest równie
zgodne z prawem jak np. odmowa wypłacenia zasiłku chorobowego.
  Jak pracownik na stwierdzenie "nie było cię w robocie, zwolnienie
lekarskie mnie nie obchodzi, pieniędzy za te dni nie wypłacę" potulnie
położy uszy po sobie to oczywiście taki numer przejdzie.
  Wcale z tego nie wynika iż będzie to "prawidłowo".
  Firma ma zwrócić pracownikowi wydatki w takiej wysokości, jakie były
uzgodnione[1] i jakie poniósł, o ile umie to udowodnić. A umie, bo
ma "kwit" (na siebie). Firma może mieć pretensje o ewentualną
kwotę "strat własnych" (nieodliczalny VAT na przykład), nie mam
pojęcia jakby na to (potrącenie "strat") zareagował Sąd Pracy :)
[1] Dlatego często w formularzach polecenia wyjazdu firmy mają
  pole "środek transportu". Żeby było jasne, że np. za taksówki
  z jednego końca kraju na drugi firma nie zapłaci.

  Po drugie:

Szanuje oczywiście tych, których podnieca odwrotna kolejność.



  Nienienie.
  Nie było mowy o tym "co kogo podnieca".
  Zabrałeś głos w sprawi prawidłowości rozliczania delegacji, a nie
w sprawie "co jest wygodniejsze dla firmy albo odpowiada widzimisię
księgowego lub przedsiębiorcy". Widzimisię nie uchyla działania
ustaw, w tym przypadku zobowiązania do zwrotu poniesionych wydatków
(chyba z KC, nie pamiętam czy w KP jest przepis szczególny).

  Wystąpiłeś z twierzeniem jak wyżej (że jest to "fundowanie czegoś
firmie"), z gruntu nieprawdziwym, to i protestowałem!

BTW: a że posty mi czasem długie wychodzą, mimo że piszę o sprawie
  PROSTEJ, przykład masz wyżej ;)

pzdr, Gotfryd

Witam

Kolejny argument dla "miłośników" busów:

http://miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,3985302.html

Karetki pogotowia, helikopter, a nawet jeden ze świadków odwoził do
szpitali rannych w wypadku autobusu pod Dobrym Miastem. Świadkowie
patrząc na wrak pojazdu dziwili się, że nie było ofiar.

Autobus należał do prywatnego przewoźnika. Około godz. 14 wyjechał z
Olsztyna. W środku było 40 pasażerów, w większości ludzie dorośli
wracający do domu z pracy i paru uczniów. Pół godziny później
kilkunastoletni neoplan był już za Dobrym Miastem i jechał w kierunku
Ornety. Kilometr za wsią Kunik, na prostym odcinku drogi uderzył w drzewo.

Autobus był tak zniszczony, że do wyciągnięcia dwóch zakleszczonych osób
strażacy musieli użyć specjalistycznego sprzętu. - Ale uwolniliśmy je
dosyć szybko - mówi Henryk Grochowiecki z Komendy Miejskiej Straży
Pożarnej w Olsztynie. - Część pasażerów trzeba było wyciągać z
kłębowiska siedzeń, które po zderzeniu pozrywały się ze swoich mocowań.

Na miejsce wypadku zeszło się kilkudziesięciu okolicznych mieszkańców. -
Byłem tu chwilę po tym, jak doszło do tej tragedii - mówił nam jeden z
nich. - Strażacy i sanitariusze szybko uporali się z wyciągnięciem
rannych i przewiezieniem ich do szpitali.

Rannych zostało 26 osób, w tym sześć ciężko. - Do szpitali w Olsztynie,
Morągu i Lidzbarku Warmińskim przewoziło ich siedem karetek pogotowia,
helikopter z lotniska w Olsztynie, a za zgodą lekarza także jeden ze
świadków wypadku [stan osób, które zabrał do szpitala nie był na tyle
poważny, by musieli jechać karetkami - red.] - mówi Henryk Grochowiecki.
- Własnym samochodem przewiózł prawie 12 rannych.

Ciężko ranny został także kierowca autobusu. Ale był przytomny, gdy
karetka zabierała go do szpitala. Dlaczego uderzył w drzewo? - Przed
autobusem jechało audi. Jego kierowca włączył kierunkowskaz, bo chciał
skręcić w lewo do pobliskiej posesji - opowiada Jarosław Grochowski,
szef olsztyńskiej drogówki. - Po przesłuchaniu kierowcy audi i jednego
ze świadków wypadku wiemy, że kierowca autobusu nie dostosował prędkości
do warunków jazdy i by uniknąć zderzenia z osobówką odbił w prawo.
Próbował zahamować, ale niestety zatrzymał się dopiero na drzewie.
Tachometr w autobusie pokazywał, że w chwili zderzenia miał prędkość 83
km/godz. Tymczasem kierowca mógł w tym miejscu jechać maksymalnie 70
km/godz.

Jarosław Grochowski dodał, że wiele wątpliwości pozostawia też stan
techniczny autobusu. - Inspekcja Transportu Drogowego na pewno zwróci
uwagę na mocowanie siedzeń w pojeździe. Gdyby wszystko było w porządku,
nie powyrywałoby ich wszystkich w czasie zderzenia - mówi. - Ale
wszystko wskazuje, że przyczyną wypadku był błąd kierowcy, a nie stan
techniczny pojazdu. Patrząc na zniszczenia w neoplanie to aż cud, że
nikt nie zginął.

Droga z Dobrego Miasta była zamknięta do godz. 18.

</cytat

Abstrachując od tego, czy ktoś kierowcę zmusił do niebezpiecznego
manewru, czy nie - zwracają uwagę dwa zdania: jedno dotyczące prędkości,
a drugie stanu technicznego... Swoją drogą z na trasach Olsztyn -
Lidzbark Warm./Dobre Miasto busy dominują już od dość dawna - i z jednej
strony "wszyscy" nimi jeżdżą i sobie chwalą, a z drugiej - nie raz
słyszałem opowieści tych samych osób o "czarach", jakie ich kierowcy
odstawiają na drodze. Zresztą parę lat temu w okolicach Dobrego Miasta
był już dość poważny wypadek busiarza - wtedy zakończył jazdę na drzewie
i chyba też jechał za szybko.

Na końcu zastrzegam, że nie jestem radykalnym "antybusiarzem" - uważam
tylko, że przepisy o transporcie powinny być przestrzegane, a busy
powinny być elementem większej układanki, której szkieletem powinna być
kolej.

dzisiejsza Gazeta Trojmiasto:
Trójmiasto oddala się od stolicy. Czas przejazdu koleją na trasie Gdańsk -
Warszawa wydłuża się z rozkładu na rozkład. Od grudnia jeździć mamy jeszcze
wolniej. Choć perspektywy modernizacji tej linii są, to nie ma co liczyć na
ich szybką realizację. Czy niedługo rejsowy autobus prześcignie
"błyskawiczne" InterCity?
Z Gdańska do Warszawy mamy 12 bezpośrednich połączeń kolejowych na dobę:
trzy InterCity, siedem ekspresów i dwa pociągi pospieszne. Najszybszy
InterCity - Kaszub - pokonuje 329-kilometrowy odcinek pomiędzy Gdańskiem
Głównym a Warszawą Centralną w 3 godziny 53 minuty. Pozostałym InterCity i
ekspresom zajmuje to od 3 godz. 57 min do 4 godz. 05 min. Ciekawostką jest,
że zdecydowanie tańszy pociąg pośpieszny (odjeżdżający z Gdańska o godz.
10.02) jedzie raptem 20 minut dłużej - 4 godz. 26 min.

Będzie jeszcze gorzej

Średnia prędkość ok. 80 km/h dla pociągów ekspresowych i InterCity wydaje
się nieporozumieniem. Na przykład najszybsze InterCity pokonuje tylko trochę
krótszą trasę Warszawa - Poznań (306 km) w czasie 2 godz. 35 min.

Żółte autokary Polski Express pokonują trasę z centrum Gdańska do centrum
Warszawy w 5 godz. 45 min, ale zatrzymują się w wielu miejscowościach po
drodze, a postój w samym Elblągu trwa 15 minut.

- Kierowca auta osobowego, niełamiący przepisów, który utrzyma średnią
prędkość 80 km/h, trasę do stolicy pokonuje w cztery, cztery i pół godziny -
opowiada kierowca, które jeździ do Warszawy parę razy w miesiącu.

Wszystko wskazuje na to, że od połowy grudnia, kiedy wejdzie w życie nowy
rozkład jazdy PKP, samochody staną się jeszcze bardziej konkurencyjne.
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że z powodu kolejnych ograniczeń prędkości
czas przejazdu ma wydłużyć się o 10 minut.

Kaszub to kiedyś grzał...

Wydawać się może, że postęp technologiczny znacznie przyspiesza komunikację.
Jednak bliższa analiza trasy Gdańsk - Warszawa wykazuje, że nie dotyczy to
rodzimych kolei.

- W 1953 po raz pierwszy pojawiły się pociągi trakcji spalinowej. Przejazd z
Dworca Wschodniego do Gdańska Głównego zajmował 4 godz. 20 min. Natomiast
jeżdżąca w latach 1959-1960 ekspresowa Strzała Bałtyku (wagony ciągnął
parowóz!) pokonywała ten sam odcinek w 4 godz. 14 min - wspomina Andrzej
Massel, pracownik naukowy Politechniki Gdańskiej i ekspert od spraw
kolejnictwa.

Najlepsze czasy dla często dojeżdżających do stolicy mieszkańców Trójmiasta
to lata 1992-1997. Wtedy to Kaszub pokonywał odcinek pomiędzy Gdańskiem
Głównym a Warszawą Centralną w 3 godz. 20 min.

Do modernizacji jeszcze daleko

Dlaczego podróże wydłużyły się aż tak znacznie? - Czas przejazdu na tej
trasie nie jest zależny od naszej spółki. Decydują o tym Polskie Linie
Kolejowe, które zajmują się infrastrukturą - broni się Anna Rosiek z PKP
InterCity (spółka wysyłająca w trasy ekspresy i InterCity). - Długi czas
przejazdu wynika z ograniczeń prędkości na tym odcinku. Zmienić to może
modernizacja linii, jednak na takie decyzje nie mamy żadnego wpływu. Możemy
tylko apelować do PLK.

Przedstawiciele PLK, a także Ministerstwa Infrastruktury, nabrali wczoraj
wody w usta. Wiadomo tylko, że udało się zdobyć pieniądze z unijnego
funduszu ISPA na przygotowanie dokumentacji do modernizacji tej trasy. Trwa
przetarg na opracowanie studium wykonalności, same prace "papierkowe"
potrwają najmniej kilkanaście miesięcy. Nie ma też pewnych źródeł
finansowania tej - wartej dziesiątki milionów złotych - inwestycji.

Coraz wolniej, coraz puściej

- Najgorszy jest 56-kilometrowy odcinek z Warszawy do Nasielska. Tylko
dzięki modernizacji tego fragmentu i zlikwidowaniu tam ograniczeń prędkości
przejazd pociągu można przyspieszyć o 20 minut. Oczywiście najbardziej
wskazana byłaby modernizacja całej trasy. Inna sprawa to zastosowany tabor,
wagony z nadwoziem wychylnym. Nowocześniejsze, pamiętne z testów Pendolino
mogłyby nawet przy takiej trasie rozwijać prędkości do 160 km/h, a czas
przejazdu skróciłby się nawet do 2 godz. i 40 min - mówił Massel.

Jednak znając sytuację finansową kolei nie należy się spodziewać zakupu
nowych pojazdów. Nie ma co ukrywać, że kolej traci klientów na tej trasie. -
Oczywiście tak długi czas przejazdu odbija się na konkurencyjności naszej
oferty na tej trasie, co niestety ma wpływ na zainteresowanie naszymi
połączeniami. Na trasę Warszawa - Poznań wysyłamy pociągi praktycznie co
godzinę, do Gdańska takiej potrzeby nie ma - przyznaje Rosiak z PKP IC.

Dzisiaj nadejszla wiekopomna chwila udania sie na przeglad techniczny.
Zapatowalem wiec komplet dokumentow, odpalilem i pojechalem do Stacji
Kontroli Pojazdow w Warce. Diagnosta zobaczywszy mojego garbusa spytal - To
jeszcze takie autka jezdza? Po czym zabral sie za diagnozowanie. Na pierwszy
ogien poszlo oswietlenie.  Tu nie bylo zadnej skuchy, wszystko dziala jak
trzeba. Na drugi ogien hamulce. Przednie bardzo dobrze. Tylnie.... pedal
wpadl w podloge... szybkie ogledziny... trzasnal przewod przedniego lewego
hamulca... Na szczescie SKP jest zespolona z warsztatem i sklepem z
czesciami wiec jeden z mechaniorow dopasowal nowy przewod od Zuka, zalozyl,
odpowietrzyl i wtregulowal. Zdziwil sie troche, ze tak latwo sie to wszystko
odkreca i przykreca ale "Panie! Vokswagen to Volkswagen!". Nstepny
przystanek to rozciagarka - zawieszenie okej, ledwo wyczuwalny lus na prawym
dolnym swozniu zwrotnicy, ale z pol roku jeszcze bedzie dobrze a potem
trzeba wymienic. Uklad kierowniczy oki! Nastepna stacja - wytrzasarka...
Biedny garbus jakos to wytrzymal ale opinia pana diagnosty o moich przednich
amortyzatorach monroe byla jednoznaczna "Panie, jeszcze jest niezle ale
niech pan pego szajsu wiecej nie kupuje bo one nowe juz potrafia nie trzymac
parametrow!". Dwa tylnie amorki Kofap przeszly testy bez zastrzezen.
Ogledziny podwozia pod katem dziur ujawnily jedna pod kolem zapasowym ale ze
miejsce nie jest strategiczne to nie bylo problemu. Jeszcze spalinki,
czujnik ulatniajacego sie gazu i juz... 155zl przeglad i niestety 75zl
hamulce. Przy wsteplowywaniu przegladu w dowod  podpytalem dyskretnie
diagnoste o przepisy dotyczace gazu i oto co uslyszalem.

Przepisy dotyczace odleglosci ukladu wydechowego i instalacji gazowej
dotycza konca rury wydechowej i zaworu wlewowego.
Kwity homologacyjne instalacji gazowej potrzebne sa tylko przy pierwszym
przegladzie po zalozeniu gazu. Jak gaz jest wsteplowany w dowod to juz
zadnych dodatkowych papierow na to wozic nie trzeba. Pieczatka stacji
diagnostycznej jest jedynym potrzebnym potwierdzeniem ze z gazem jest
wszystko wporzadku. Jak powiedzialem mu ze mam reduktor podgrzewany
spalinami to powiedzial, ze nic mu do tego bo zakladane to bylo w czasach
gdy jeszcze wolno bylo tak robic a prawo nie moze dzialac wstecz. Poza tym
powiedzial ze konstrukcja reduktora i wielozaworu jest taka ze nawet zywy
ogien nie moze spowodowac wybuchu gazu, wiec same spaliny tym bardziej.

Ale najwieksza sensacje w calym tym zakladzie wzbudzilo webasto.
Zaczelo sie od tego, ze kierowca jednego z naprawianych wlasnie samochodow
zapytal jak sobie radze z niskimi temperaturami bo przeciez garbus nie ma
ogrzewania...
Najpierw wytlumaczylem mu ze jednak ma i to skuteczne jak zadbane a poza tym
jak wsiadam do garbusa przy tegim mrozie to w nim juz jest cieplo bo wlaczam
sobie ogrzewanie i dopiero ide otwierac brame. Jak to? - spytal - przeciez
te wszystkie elektryczne podgrzewacze to straszny szajs! Elektryczne to i
owszem ale Eberspacher szajsem nie jest to  i w samochodziku jest cieplo...
No i sie zaczelo... Caly warsztat sie zlecial to zobaczyc. Po chwili
przyszlo kilku kierowcow ciezarowek stojacych obok i zaczeli sie wypytywac
ile to kosztuje, jak sie sprawuje, ile pali, czy sa takie na rope i
wogole... 30 minut zabawy... az zaczalem sie bac o akumulator... Wreszcie
papier podsteplowany mozna jechac w Polske...

I taka dygresja juz w drodze do pracy... Qzwa! jakbym nie pojechal dzisiaj
na przeglad, to ten hamulec puscilby mi na wjezdzie do Warszawy na jakich
swiatlach... oopsss...
Ten garbi to jednak ma dusze... wie kiedy moze sie zepsuc a kiedy lepiej
nie...


(...)

- Kierowcy nie przechodzą żadnych dodatkowych szkoleń, a ich
umiejętności nie są kontrolowane. Sprawia to, że jakość pracy
beznadziejnego kierowcy zostanie zweryfikowana dopiero ewentualnym
wypadkiem.



I z tego co wiem nie mieli nigdy.

- Sporo korporacji wciąż używa samochodów niezbyt bezpiecznych, czyli
np. Polonezów bez bocznych wzmocnień drzwi. Brakuje przyzwoitych
przepisów określających jakie samochody mogą być używane jako taxówki.



No cóż - polska rzeczywistość. Ale z drugiej strony jeżeli Ci nie
odpowiada dany samochód to do niego nie wsiadasz. Tak więc nie widzę
problemu. Ja korzystam w Warszawie tylko z MPT (jedyna (?) korporacja
przyjmująca karty kredytowe) - w momencie zamawiania taksówki mówię że
chcę albo Renault Laguna albo Peugeot 406.

- Samochody starsze są często w złym stanie technicznym. Najczęściej
świadczą o tym stuki, piski i inne dziwne dźwięki wydobywające się spod
podwozia, oraz wibracie i wyczuwalne luzy na łożyskach.



To dotyczy nie tylko taksówek. Często można to też powiedzieć o
autobusach prywatnych przewoźników. A tam jedzie troche więcej osób
niż w taksówce.

- Na tylnych siedzeniach średnio w co trzeciej taxówce nie daje się
zapiąć pasów bezpieczeństwa, lub ich zapięcie wymaga niełatwego
wyciągnięcia zaczepów pasów spod siedzenia. Dotyczy to szczególnie
środkowego miejsca.



Powiedz mi tak szczerze, z ręką na sercu - zapinasz pasy siedząc na
tylnym siedzeniu ???

- Z tyłu często brakuje zagłówków, lub są tylko dwa.



No cóż - niektóre samochody zagłówków z tyłu nie posiadają (i z racji
ich wieku nie muszą posiadać) lub posiadają tylko dwa.

- Niemal wszyscy kierowcy jeżdżą bez pasów, co oznacza, że w przypadku
kolizji nie będą w stanie udzielić pomocy pasażerom.



To już jest wina przepisów. Ale po części - mając na względzie
bezpieczeństwo kierowcy grożące mu od strony potencjalnego
pasażera-napastnika - jest to przepis z sensem.

- W wielu taxówkach brakuje apteczek.



Tu się zgadzam - taksówki powinny być wyposażone obowiązkowo w
apteczkę.

Poza sprawami bezpieczeństwa zastanawia mnie również "urawniłowka" jeśli
chodzi o cennik usług. Za kurs nowym Mercedesem płacimy prawie tyle samo
ile za dziurawą Dacię. Bardzo pozytywne jest natomiast to, że niektóre
korporacje (z ich usług od jakiegoś czasu staram się korzystać)
gwarantują, że podróż odbędzie się dobrym samochodem.



I tu sam sobie rozwiązałeś problem starych samochodów.

Inną ciekawą sprawą jest powszechne zakładanie zbiorników z gazem
zajmujących pół bagażnika, który, jak sama nazwa wskazuje, powinien
służyć do przewożenia bagażu.



A dziwisz się temu - zwłaszcza przy dzisiejszych cenach benzyny.

pozdrawiam, Flasher



Niestety z nieukrywanym zalem zawiadamiam ze na mocy ustawy o czasie pracy
kierowcow, zostaly po raz kolejny ograniczone prawa i swoboda kierowcow.
Poniewaz na ciezarowki juz dawno zostaly nalozone wszelkie mozliwe kagance,
tym razem biurokracja przypuscila atak na samochody do 3,5tony.
--------------------------
Pierwszy kaganiec wiaze sie z koniecznoscia zainstalowania i uzywania
tachografu juz wtedy gdy zestaw samochod+przyczepa przekracza 3,5tony, zatem
kazdy dostawczak o DMC 3500kg seryjnie nie wyposazony w tachograf w swietle
przepisow tej ustawy nie ma prawa wyjechac na droge z przyczepa. Chcialbym
tutaj nadmienic, ze kategoria B pozwala na jazde takim samochodem z
przyczepa lekka i wtedy DMC wynosi 4,25tony.

Art. 35.
1. W pojazdach samochodowych używanych do przewozu osób (pasażerów) i
rzeczy, z wyłączeniem pojazdów wymienionych w art. 5 oraz z zastrzeżeniem
art. 34, należy instalować i użytkować przyrządy kontrolne. Konstrukcję,
instalację, działanie i kontrolę przyrządów kontrolnych określają odrębne
przepisy.
--------------------
Drugi kaganiec wiaze sie z koniecznoscia uzywania kart drogowych dla kazdego
samochodu lub zestawu pojazdow o DMC do 3,5tony. Wiaze sie to z
koniecznoscia ustalania tras i czasow przejazdu tak aby nie przekroczyc
dziennie 10godzin jazdy i koniecznie 11 godzin nieprzerwanego odpoczynku.

Art. 36.
1. Kierowcy, o których mowa w rozdziale 3, prowadzą karty drogowe, służące
do rejestrowania przebiegu dnia pracy. Karta drogowa powinna zawierać w
szczególności następujące dane: imię i nazwisko kierowcy, numer
rejestracyjny pojazdu, datę i cel wyjazdu, liczbę przejechanych kilometrów,
czas prowadzenia pojazdu oraz wykonywania innej pracy, okresy przerw w
prowadzeniu pojazdu i okresy odpoczynku, podpis pracodawcy.
2. Kierowca na żądanie osoby uprawnionej do przeprowadzania kontroli
przedstawia kartę drogową do wglądu.
3. Minister właściwy do spraw transportu określi, w drodze rozporządzenia,
wzór karty drogowej, z uwzględnieniem danych, o których mowa w ust. 1.

Rozdział 3
Przepisy szczególne
Art. 16.
Przepisy niniejszego rozdziału mają zastosowanie do kierowców zatrudnionych
w ramach stosunku pracy oraz innych kierowców wykonujących transport drogowy
pojazdami wymienionymi w art. 5 pkt 1-2; przepisy te nie dotyczą kierowców
taksówek.

Art. 17.
1. Maksymalny czas prowadzenia pojazdu wynosi 10 godzin na dobę.
2.Po sześciu godzinach prowadzenia pojazdu kierowca jest obowiązany
wykorzystać przerwę trwającą co najmniej 30 minut , chyba że zaczyna okres
odpoczynku dobowego.
3. Przerwa, o której mowa w ust. 2, może być zastąpiona przerwami trwającymi
co najmniej 15 minut każda, wykorzystywanymi w okresie prowadzenia pojazdu
lub niezwłocznie po tym okresie.
4. Przepisy art. 10 ust. 4-6, art. 11, 13 i 14 stosuje się odpowiednio.

Art. 18.
W każdej dobie kierowca wykorzystuje co najmniej 11 godzin nieprzerwanego
odpoczynku.

Pragne nadmienic ze dotyczy to wszystkich samochodow do 3,5tony bez wzgledu
na rodzaj pojazdu (ciezarowka, osobowka,kratka itp.) w przypadku gdy
przewoza jakis towar zakupiony badz sprzedany. Jedynie przewoz na potrzeby
wlasne gdy kierowca jest wlasciciel towaru badz firmy ktora go
wyprodukowala, sprzedala jest z tego zwolniony. Takze jego najblizsza
rodzina jesli wykonuje ten przewoz "okolicznosciowo".
Ze wzgledu na to ze jazda obok drugiego kierowcy nie wlicza sie do
nieprzerwanego dobowego odpoczynku jazda w dwoch kierowcow traci sens gdyz
wydluza dobowy czas jazdy do maksymalnie 13 godzin, wliczajac w to krotkie
przerwy.

Calosc znajdziecie tutaj http://www.prawo.psm.pl/?x=D2001_123_1354

Witamy w socjalistycznym raju :)

Pozdrawiam


znjaomy ma firme naglosnieniowa i kupil mercedesa ATEGO plus przyczepa
iteraz chce sprzet wozic wlasnym transportem i ludzi w szoferce tez.
pytania:
- ile osob mozna przewozic w szoferce (w dow. rej jest chyba 3 ale siedzen
jest tylko 2 no i jeszcze kanapa z tylu i to dosc duza?



Tyle ile jest w dowodzie rejestracyjnym. Leżanka służy do spania podczas
postoju.

- czy podczas kontroli -odpowiednie sluzby sprawdzaja szofere w poszukiwaniu
"nielegalnych" pasazerow ile za cos takiego grozi mandatu i ile punktow?



Owszem, policja sprawdza. IDT pewnie też. Oprócz mandatu prawie na pewno
dodatkowi pasażerowie nie będą mogli jechać dalej.

- jak to jest ze na polskich drogach sa ograniczenia predkosci do 70 i
80km/h i policja i ITD moga wlepiac manadty za przekroczneie predkosci nawet
na podstawie tacho a niejednokrotnie jadac 90-100 na mam problem zeby
wyprzedzic ciezarówke.



Bo kierowcy łamią przepisy?

- jesli ta forma transportu to przewoz na potrzeby wlasne to jakie dokumenty
musi miec kierowca jadacy transportem



-prawo jazdy,
-dowody rejestracyjne samochodu+przyczepy,
-polisy ubezpieczeniowe j.w.
-świadectwo kwalifikacji zawodowych lub 'Zaświadczenie poświadczające
zatrudnienie kierowcy oraz spełnienie przez niego wymagań określonych
ustawą o transporcie drogowym'
-karta opłat drogowych tzw.winietka,
-jeżeli auto w leasingu to zaświadczenie od leasingodawcy. Przydaje się
sporadycznie w Polsce, za granicą lepiej mieć,
-tarcze lub karta tachografu,
-w UE: cetryfikaty dotyczące pojazdu: 'L', euro 4,5 itd

- poniewaz wyjazdow w ciagu miesiaca bedzie kilka moze 10. to czy kierowca
musi byc zatrodniony na umowe o prace, zlecenia albo jkaies inne formy?



Ustawa o transporcie drogowym definiuje czym jest niezarobkowy przewóz
drogowy - czyli jak to nazwałeś przewóz na potrzeby własne. Jednym z
punktów jest warunek, że pojazd kierowany jest przez przedsiębiorcę lub
jego pracowników. Zatem należy spowodować aby kierowca był pracownikiem.

- moze ktos ma pomysl ile taki kierowca powinien zarabiac (rejon
trojmiasta)? biorac pod uwage ze trasy beda raczej 200-400 km w jedna strone
wiec faktycznie za kolkiem nie bedzie spedzac duzo . no ale taki kierowca
musi byc dyspozycyjny wiec juz raczej nigdzie dodtakowo nie dorobi wiec
bedzie to raczej jadyna praca.



Np. 1000 zł podstawy + 20-40 gr. od kilometra. Nawiasem mówiąc czy Twój
znajomy przemyślał to dokładnie pod kątem kosztów. Przy przebiegach ok
3000 km/miesiąc, na bank opłacałoby się po prostu kogoś podnająć a nie
samemu bawić sie w transport.

Ponadto znajomy musi wystąpić do starosty o zaświadczenie na krajowy
niezarobkowy przewóz drogowy. No i lektura obowiązkowa:
-Ustawa o transporcie drogowym,
-Ustawa o czasie pracy kierowców,
-Rozporządzenie w sprawie postępowania z dokumentacją związaną z pracą
kierowcy


| Zdrowy rozsądek dyktuje , że
| takie pościgi stwarzają b.duże dodatkowe zagrożenie dla innych
uczestników
| ruchu drogowego , niewspółmierne (najczęściej) do popełnionego
wykroczenia.
| Istnieje przecież łączność radiowa , inne patrole , kolczatki itp.
| "wynalazki" , które pozwalają zatrzymać takiego delikwenta i
minimalizują
| możliwość wypadku. Jest to na pewno kwestia organizacji pracy w
"drogówce"
| , możliwości technicznych i finansowych - ale to już "kamyk do
policyjnego
| ogródka"
pozdrawiam
maik



Witam
Wezwany do "tablicy" , spróbuje to skomentować ;
maik - " Chodzi mi o to, że Policja ma za zadanie  reagować  na każde
przestępstwo i wykroczenie."
Panie Kolego - wydaje mnie się , że są jakieś priorytety . Jak co drugi
Polak będzie policjantem to być może będzie ona (policja) w stanie reagować
na każde przestępstwo , wykroczenie. Jeżdżę jako kierowca około 30 lat. W
tym czasie przejechałem około 1,5 mil.km. (Wiele lat jeździłem zawodowo).
Bardzo często jadę miastem koło 100 km/h jak tylko według własnego
rozeznania stwierdzam że mogę. Natomiast nagminnym jest widok dużych aut
ciężarowych z przyczepami jadących poza miastem (różnymi drogami) 100 km/h i
tutaj policji jakoś mało. Włażący na jezdnie bez oglądania się na cokolwiek
pieszy jest widokiem codziennym i co .. ? i nic policjant odwraca się bokiem
i nie widzi. Matka z bachorem i psem , która wszystko i wszystkich ma w
d..pie włącznie z własnym przychówkiem i która jest zajęta wszystkim i nie
widzi jak jej pociecha ni stąd ni z owąd wskakuje za głupim kundlem prosto
pod nadjeżdżjące auto a na zwróconą po szczęśliwym zakończeniu sytacji uwagę
wrzeszczy  "kupiłeś se h..u auto to uważaj" , widział Pan gdzie wtedy
policjanta ? bo ja nie. Idiotka która prowadzi auto , rusza na czerwonym ,
wskakuje zielone a ona daje raptowne stop. Nie trafiłem ją w kuper -
wysiadam , pytam - co się stało ? Pani na to -było czerwone . W duch mówię
było , było! ty głupia ci..o . Gdybym uderzył w jej auto , policjant
powiedziałby- no panie , pięćset sie należy. Takie i temu podobne kwiatki
nie tępione przez policję są w efekcie praprzyczyną wypadków w mieście a nie
nadmierna prędkość.
maik - "Jeżeli chodzi o umiejętności to funkcjonariusze drogówki, przechodzą
specjalistyczne  szkolenia. Jeżeli masz do jakiegoś konkretnego patrolu
zastrzeżenia zgłoś to do właściwej jednostki."
Kochany , wypij Ty prywatnie trochę gorzały z chłopakami z policji ( jak
oczywiście będą chcieć , prywatnie to oni są w większości fajni) to
przestaniesz legendy opowiadać! Dotyczy to również stanu tech. większości
ich pojazdów.
maik -" Oczywiście każdy pościg stwarza dodatkowe zagrożenie, ale pamiętaj,
że
 jest on "odpowiedzią" na złamanie przepisów."
Nie powiem Ci gdzie mam lekarstwo którego efekty są gorsze od choroby.
maik - " Łączność radiowa oczywiście jest, ale jak to sobie wyobrażasz, że
patrol,
 który poda namiary  na osobę, która złamała przepisy, przestaje ścigać
gościa? Nie, w tym  wypadku angażowana  jest większa liczba radiowozów -
blokady, kolczatki itp."
Zgoda ale wtedy nie jedzie na złamanie karku tylko może jechać tak żeby nie
stracić go z oczu a nie złapać za wszelką cenę.
Co do kolczatki , jej założenie na pewno nie jest bezpieczne dla pozostałych
użytkowników drogi ale sądzę że na pewno mniej niebezpieczne niż prowadzony
po ulicach i chodnikach (tak,tak) miasta pościg.
pozdrawiam , ukłony vad

ze
| w takim przpadku nie podlega to prawom autorskim. (w przypadku w ktorym
jest
| niemozliwe korzystanie z kopi takie jak z orginalu).
Nie wiem o co ci dokładnie chodzi, ale jeśli o to że nie można wykonać
kopii w zadowalający sposób (tzn. taki żeby można było z niej korzystać),
to po prostu nie jest to kopia, i problemu nie ma.



A z thumbnaila NIE mozna korzystac 1) "w zadowalajacy sposob" 2) "w zaden
sposob" - jest to tyko wlasciwie informacja. Problemu niet?

| Definicja zarobku. Czy jesli bede mial w domu 100 modelow. I ktos mi
powie,
| ze chce obejrzec czerowny model z czarnymi kolami. Ja mu go znajde.
Zaplaci
| za moja prace szukania a model pokazu mu za darmo.
| Drugi sposob: W moim domu beda powieszone reklamy. Pojde poszukac
| odpowiedniego modelu a w tym czasie osoba, ktora przyszla oglada
| reklamy - ja dostaje za to pieniadze o ddawcy reklam. Wtedy nie
| zarabiam juz na dziele innego tworcy.
Cóż, jak uważasz, zawsze jednak pozostaje art. 58 KC (obejście ustawy).



Co oznacza stwierdzenie "niewaznosci czynnosci prawnej"?
Zaczynam sie obawiac, ze wchodzim na troche delikatny lod. Zaczyna powoli
okazywac sie, ze wszystko co sie robi stanowi lamanie jakiegos prawa. Czy
nie zostalo w 1990 r. powiedziane, ze to co nie jest zakazane jest
dozwolone?

| To prawda ale slowo internet i jego definicja w przepisach sie pojawia.
| Przepisy nie zawsze musza sie zgadzac identycznie z rzeczywistoscia.
Swiat
| sie zmienia. Wedlug mnie nalezy isc z mysla ustawodawcy a nie
konkretnymi
| slowami.
Kłopot w tym że takiej myśli czasami brakuje. Można ekstrapolować, ale
doktryna jest ostrożna, żeby przypadkiem ustawodawca nie uregulował tego w
przyszłości w sposób wymuszający zmianę poglądów.
| Tak samo jak w prawie o ruchu drogowym. Jest informacja o obowiazku
uzywania
| systemow glosnomowiacych, ale system hands-free nie jest glosnomowiacy
bo
| jest po prostu przedluzeniem sluchawki. A jednak mimo braku wymienienia
| systemow hands-free w ustawie policja zgadza sie na niego. Intencja sa
wolne
| rece a nie system glosnomowiacy.
Albo zapewnienie bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Gdyby ustawa nakładała
na kierowców obowiązek korzystania z konkretnego modelu aparatu, to sprawa
wyglądałaby inaczej.



Tak, ale nie nakłada. Pytanie tylko czy przepis o którym mowimy (a wiec Art.
33 pkt. 2 ustawy), należy traktowac dokladnie jakim jest (a wiec wylaczajac
wszelkie inne mozliwosci) czy tez pojsc za intencja ustawodawcy. Prosze
zwrocic uwage na "sale wystawowe". Czy w odpowiednich przpisach znajduje sie
definicja sali wystawowej. Jesli nie, to wspomniany przez Pana garaz moze
stanowic sale wystawowa.

| Podobnie tutaj. Intencja jest publicznie dostepny zbior. A internet jak
by
| nie patrzyc jest publicznie dostepnuym zbiorem. Ustawa o ktorej mowimy
jest
| z 4 lutego 1994 wraz z pewnymi zmianami z 2000 r. ale slowa internet tam
sie
| nie odnajdzie. Jest to dziura w przpisach.
Dziura którą można niewątpliwie załatać, tylko czy skutecznie? Możemy
sobie gdybać na temat tej definicji, ale to niczego nie zmieni.



To prawda. Zastanawiam sie tylko nad faktem jak taka sprawe rozwiazalby
Sad - bo tylko to jest tutaj przedmiotem rozmowy. Czy Sad uznalby moje
tlumaczenia dotyczace rozumenia intenretu jako publicznie dostepnego zbioru.
Wiem, ze przewidziec decyzji sadu w sprawach bezprecednsowych nie mozna. Ale
zauwazylem, ze ma Pan pewna wiedze w wynikach procesow (np. z piratami
muzycznymi).

| Nic - autorstwa można dowieść także innymi metodami.
| W tym problem, ze nie mozna.
Dlaczego? Można używać dowolnie wybranych metod wedle przepisów KPC.



Niestety zadna dowolna metoda nie pozwoli odnalezc tworcy, w sytuacji kiedy
pojawil sie w sieci wrzucil swoje zdjecie na jakas strone i odplynal. Jak
znajdzie Pan tworce dziela, jesli do Panskiej galerii ktos podrzucilby obraz
w nocy? Co wiecej, nie wolno go wowczas wywiesic.

| Emigruje.
Do Bangladeszu? :)



Gdziekolwiek, gdzie nie zostaly wynalezione aparaty fotograficzne i
najlepiej nie ma internetu.

Powaznie:
Nie uwaza Pan, ze aktualne prawo autorskie jest niezbyt dopracowane?
Domyslam sie, ze jest Pan osoba, ktora z prawem autorskim czesto sie styka.

Karol Nowakowski

    Wiem, ze wszyscy sa w ogromnych emocjach, ale nie sadze, zeby pomysly:
a) przywrócic kare smierci, kastrowac, urywac glowy, razic pradem etc.
b) zmienic prawo i dac SOKistom (itp) wiecej mozliwosc - mozliwosci na
papierze
c) rozdac ludnosci bron, niech zrobia porzadek
cokolwiek dobrego przyniosly, jestem wrecz tego pewien.
ad a) W wielu krajach, gdzie jest kara smierci nic sie nie zmienilo. W Pl.
tez zaostrzono kary dla pijanych kierowców, teraz to jest przestepstwo, a
nie wykroczenie, i co ...? Liczba tych zdarzen jest na jednakowym poziomie.
Ponad polowa najciezszych zbrodni popelniana jest przez osoby nietrzezwe,
niezrównowazone, które jak im odbije to lapia za nóz - oni nie interesuja
sie kodeksem karnym, zyja chwila, albo zabija kogos albo skocza z mostu...
Takie sa prawa psychologii.
ad b) Wydaje mi sie, ze to co jest w ustawie to wystarczy. Co moznabylby
dodac: prewencyjne zatrzymania i palowania, strzelanie do dzieciaków, co
pokazuja palec, czy zabieranie aparatów fotogaraficznych MK (szpiedzy) ;)
Chyba zwiekszone uprawnienia przerabialismy jako naród i sie jakos nie
podobalo. Chodzi o to, aby nie zmieniac przepisów, tylko zmieniac
rzeczywistosc. Wiecej patroli, lepsze wyposazenie, szczególny nadzór i
odwazna reakcja na najmniejsze akty wandalizmu itp na terenach kolejowych. I
nie tam pouczenie, tylko inne srodki, które juz sa, tyle ze
niewykorzystywane.  Tu nie trzeba zmieniac prawa tylko je egzekwowac !
ad c) Kazda sztuka broni nielegalnej kiedys byla legalna. Przeciez bron
ginie z magazynów, jednostek policji, a gdyby jej ginelo wiecej...? . Gdyby
ja mial Adas w kredensie to wlamywacz by mu ja ukradl i wlamujac sie za
tydzin do Pani Henryki ja zastrzelil. Policjanci przchodza kilkumiesieczne
szkolenie, musza chodzic na strzelnice i szkolenia i co ...? W stresie nie
potrafia trafic w niedzwiedzia... A gdyby zdenerwowal sie (napadli go)  Pan
Zenon, majacy prywatny pistolet ...? Czlowiek w sytuacji ekstremalnej
zachowuje sie calkowicie inaczaj. Zapytajcie kogos, chociazby kogos kogo
gonil rozwscieczony pies ?

DO RZECZY
    Generalnie wyszkolenie SOKu pozostawia wiele do zyczenia i takze
rekrutacja. Oni chyba nie sa w ogóle psychicznie przygotowani do tego, ze
ktos ich moze zaatakowac. Rutyniarstwo i tylko wyprowadzanie pijaków oraz
bezdomnych. Nawet broni nie sa w stanie szybko uzyc, bo kabury maja jakby z
czasów wojny. A z drugiej strony powstaja grupy szybkiego reagowania w
Komendach Okregowych (dawnych DOKP), takie na wzór antyterrorystów. Tylko po
co? Przeciez, jak dochodzi do nadzwyczajnych zdarzen,  to i tak Policja
prowadzi akcje, bo w sumie to jest lepiej przygotowana. Zamiast takich
popisów to lepiej byloby przeznaczyc srodki na poprawe sytuacji SOKistów w
linii, bo to oni wykonuja wszystkie zadania i sa najbardziej zagrozeni.
Brakuje przede wszystkim ludzi i sprzetu (np. transport, zobaczcie czym
jezdza: zukami, nyskami...). Sytuacja jest gorzej niz krytyczna, moim
zdaniem jest to najbarzdziej "zapuszczona" sluzba porzadkowa w panstwie.
    Za wczasu apeluje, aby nie dokonywac krytycznych ocen dotyczacych
zaistnialego zdarzenia, bo przeciez nie znamy wszystkich szczególow i mozemy
cos pochopnie wywnioskowac. Zawsze, nawet z najlepszym sprzetem, dobrym
wyszkoleniem moze dojsc do wydarzenia nadzwyczajnego. Czlowiek jest tylko
czlowiekiem. Mam nadzieje, ze sprawca zostanie szybko zatrzymany i...bardzo
surowo oraz sprawiedliwie ukarany.
    Jednoczesnie zachecam do wymieniania uwag na temat pracy SOK w ogóle.

Czesc!

Wybacz gorzką prawdę prosto w oczy - szarego Kowalskiego stojącego w korku
czy w autobusie, czy w samochodzie g... to obchodzi. Ma głęboko w d...
rowerzystów



Rozumiem, ze wedlug Ciebie szary Kowalski MUSI jezdzic samochodem... A
co z tym naprade szarym Kowlaskim, co na samochod go nie stac,
autobusami musi sie przesiadac tyle razy, ze przy ich "punktualnosci" i
korkach (dzieki samochodom, a nie rowerom) najbardziej oplaca mu sie
wyciagnac z piwnicy stary rower (nie znaczy: nieprawny) i jezdzic nim do
pracy?
Wiesz dlaczego kierowcy stoja w korkach? Bo kazdy musi wiezc swoje 4
litery samochodem sam jeden. Niech kierowcy maja pretensje o korki i
utrudnienie w dojazdach do samych siebie, a nie rowerzystow. Jeszcze
trcohe, a na marsjan zaczna psioczyc z tego powodu. Znam sporo osob,
ktore jezdza do pracy samochodem, bo....nie maja jak bezpiecznie
dojechac sciezkami, a ulicami, jak sami mowi "przy takim ku.....
kierowcow, nie warto ryzykowac".

- jest zwyczajnie wściekły że znów się spóżni i dostanie opper
od szefa albo wałkiem od żony.



Przy takim rozumowaniu dochodzimy do tego, ze wlasnie jakies pajace
probuja samochodziarzowi kasowac lusterko - bo oni tez sie psieszyli,
nie chcieli dostac walkiem od zony itp.

Moda na "zwracanie uwagi" się
rozpowszechniła aż za nadto; Warszawa płaci słoną cenę za umiejcowienie w
niej budynków rządowych i tyle. Ot, lepperiada - każdy by tylko korkowaniem
"zwracał uwagę" :-(



Chyba nie rozumiesz roznicy. Jesli rowerzysci z Wawy robia mase
krytyczna, zeby powstaly w Wawie sciezki, to walcza na swoim terenie o
to, zeby ich miasto stalo sie bardzije przyjazne rowniez dla nich
(dlaczego ma byc przyjazne tylko dla kierowcow?).
Co do tej formy zwracania na siebie uwagi... Jak rowerzysci moga inaczej
pokazac, ze istnieja, skoro kazdy bubek z tzw. elity rzadzacej
(niewazne, czy krajem, czy maistem) wozi swoje d---ko samochodem, skoro
uwaza sie, ze sary Kowalski jezdzi samochodem (Twoje slowa), a nie rowerem.

Co do ilości cyklistów - może i jest ich dużo więcej ostatnimi laty, ale
nadal stanowią kilka poromili ruchu miejskiego i nie zanosi się na to że to
się zmieni w najbliższym czasie. Ci, co traktują rower jako podstawowy
środek transportu już jeżdżą, a inni - no cóż, lawinowo się jakoś nie
garną...



ja np. sie nie garne - nie z braku checi, roweru, ale z obawy wlasnie
tego, co bedzie, jak gdzies urwie sie sciezka i przyjdzie mi wybrac:
wbrew przepisom po  chodniku, czy zgodnie z przepisami pod kola
"uprzejmych" kierowcow.

Ja wiem, że zaraz napiszesz ilu to rowerzystów, jak fajnie zdrowo



Uwazam, ze nie ma tu znaczenia przyczyna, dla ktorej ktos wybiera rower,
a nie samochod. Znacznie bardzije istotne jest to, ze ciagle wszyscy
narzakaja, jak to jestesmy daleko w stosnku do tzw. krajow zachodnich, a
jednoczesnie nie potrafimy zrozumiec podstawowych potrzeb innego
czlowieka. Kazdy zaklda, ze dla innych jest i musi byc dobre to, co jest
dla nas. Dotyczy to wieksozsci dziedzin naszego zycia, niestety. I jest
to jak widac nasza przypadlosc jako spoleczenstwa: brak tolerancji,
zrozumienia potrzeb innych i prawa do wyboru.

lecz to nie zmieni faktu że rowery to na prawdę malutki fragmencik
całego ruchu miejskiego, do tego nasilający się sezonowo.



No to jak to jest, ze ten malutki fragmencik, jak go nazywasz, ruchu
miejskiego, tak bardzo przeszkadza kierowcom? Skoro to tak niewiele, to
po co to psioczenie na "przeszkadzajacych" na drogach rowerzystow? Skoro
to takie nic, to po co wogole caly ten dym?

Wybacz, ale generalne blokowanie ulic w celu wymuszenia drogi
dla rowerów jest zwykłą zadymą i niczym więcej i już.



Chyba nie doczekam sie chwili, jak drogi w koncu beda u nas platne....
Zobacze, co wtedy zaczna robic kierowcy - jakie zadymy i wogole, w imie
tego, ze chca ze swoich podatkow cos miec (wez pod uwage, ze z
publicznych funduszy buduje sie drogi, a na sciezki ciagle brak - placa
wszyscy, a niech korzystaja tylko ci, co maja samochody? dobre...).

To jak, dasz ten adres? Nowe postulaty przychodzą mi do głowy ;-



jak masz tyle energii, to moge Ci daz adres do ratusza... Moze
przekonasz tam tych co tzreba, ze pieniadze na sciszki musza sie
znalezc, bo to rozwiaze jak widac jednak powazny problem....

Pozdrawiam,
robal.


Zaparkowane ulice

Z ulic dwupasmowych robią się jednopasmowe, z jednopasmowych - wąskie i
kręte ścieżki.



To juz chyba wina kierowów ;-)

Brak parkingów podziemnych w centrach miast to wynik polityki
transportowej PRLu w której nie przewidywano masowego transportu
indywidualnego. Samochody zaparkowane "na drugiego" lub na przejściu dla
pieszych nikogo już nie dziwią. Łatwo potępiać kierowców, stawiać słupki
i doniczki, ale to przecież nie zlikwiduje problemu. Parkowanie na
chodnikach jest nienaturalne, ale NIE MA INNEGO WYJŚCIA.



W wiekszości przypadków parkowanie na chodnikach jest łamaniem prawa, a
co gorsze nikt tego nie ściga ... a pieniądze (z mandatów) leżą na ziemi.
Słupków jest moim zdaniem zdecydowanie za mało. Co do parkingów to medal ma
2 strony - jak podaje w zeszlym tygodniu Gazeta Stołeczna - parking pod
Centum Puławska stoi pusty, a parkujący kierowcy blokują okoliczne ulice bo
po co płacic za parking .... Wydaje mi się, że to jest tragiczny spadek po
PRL - ludzią się wydaje, że im się należy możliwość parkowania wszędzie i za
darmo, często kosztem innych.

Za wąskie ulice

Wąskie ulice mają mniejszą przepustowość. To chyba oczywiste. Co
ciekawe, ich poszerzenie blokują często przepisy dotyczące konserwacji
zieleni, które w pewnych rejonach nie dopuszczają dorobienia kolejnego
pasa, bo to zwiększyłoby przepustowość, czyli liczbę samochodów. Jest to
oczywista bzdura i wynik ślepego wpatrzenia urzędników w tabelki, bo
samochody stojące w korku zanieczyszczają środowisko bardziej, niż te,
które po prostu przejeżdżają. To nie gra komputerowa SimCity, gdzie po
zwężeniu jezdni o 1/3 jedzie po niej 0 1/3 mniej aut...



I tak i nie - uważaszm, że w Warszawie mamy za dużo zieleni ? Jak dowodzą
światowe
doświadczenia bezmyślne poszeżanei ulic nic nei daje - kierowców nadal
przybywa ;-)

Doskonałym przykładem może tu być Trasa Łazienkowska. Autobus lub
ciężarówka nie mieszczą się po prostu na swoim pasie co powoduje, że
sąsiednim pasem czasem nie daje się ich wyprzedzić.



Fakt - sytuacja w której po mieście jeżdzą samachopdy ciężarowe nei jest
normalna.

Nieatrakcyjność komunikacji miejskiej

Samochodów w centrum jest oczywiście za dużo. Brak sieci metra i
sprawnej komunikacji miejskiej zachęca/ zmusza wielu ludzi do
korzystania z własnych aut.
Na pasażerów transportu publicznego czyha wiele niedogodności i
niebezpieczeństw. Poczynając od spóźnienia, poprzez perspektywę
godzinnego stania i bujania się w pełnym spoconych kobiet Ikarusie aż po
możliwość okradzenia.



... lub wymuszania okupu ... dawaj 10 zl bo inaczej tak cie zalatwimy, że
popamiętasz ...

Problem kieszonkowców ma swoje przyczyny bardzo głęboko w systemie
wymiaru sprawiedliwości. Bo nawet jeśli policja złapie złodzieja to na
kolegium grozi mu kara najwyżej w wysokości jego "dniówki" i...
jednodniowa nieobecność w "pracy".
Tramwaje na skrzyżowaniach

O ile kierowcy w większości nauczyli się już nie wjeżdżać na
skrzyżowanie, jeśli nie będą mogli z niego zjechać, o tyle motorniczym
tramwajów przychodzi to z ogromnym trudem. Postępują więc zgodnie z
zasadą "jadę dokąd mogę, a potem pomyślę co dalej".



Uważam, że nie masz  racji - w większości przez mnei obserwowanych
przypadków, to bezmyslne
wjeżdzanei samochodów na tory tramwajowe blokuje te ostanie (nagminne np na
JP2 z al. Solidarnosci)

Brak ścieżek rowerowych

Nawet te co są w większości nie są bezpieczne, bo albo często przecinają
ulice, albo, co gorsze, są wydzielone z chodnika. Prawie nigdzie nie ma
też jak zostawić roweru. Tu też kłania się liberalne i nieskuteczne
prawo połączone z niską kulturą Polaków. Taki stan rzeczy zniechęca
ludzi do pokonywania krótkiej trasy rowerem.



Totalnie się zgadam - więcej ścieżek, mało tego policja / straż miejska
powinna się zająć także
usuwaniem samochodów parkujących na ścieżkach (i chodnikach). Podam ci
przykład z Niemiec -
widzialem jak policjant wkladal gosciowi mandat za wycieraczke, a powodem
tego bylo to, że wlaścicie
bezmyslnei zaparkowal, przekraczajac JEDNYM kołem pas oddzielajacy ścieżkę
od jezdni. Kolejny
przykład z Niemeic - pieszy potrącony przez rowerzyste na ścieżce musi się
liczyć z koniecznością
... pokrycia szkód tego pierwszego (np podrapany lakier ;-)

skrzyżowanie, bez sprawdzenia
czy będą w stanie z niego zjechać przed zmianą swiatła. W rezultacie blokują
innych. (np JP2 z Nowolipkami, Niepodległości z Nowowiejską)

pozdrawiam


>