Szukaj:Słowo(a): przepis na pierogi leniwe
A dokladnie jest tak:

- Kostka masla
- 2 szkl. maki
- 1/2 szkl. piwa
- szczypta soli
- Bita smietana

-make przesiac do miski.Dodac szczypte soli.Maslo pokroic na
kawalki.Stopniow dodawac piwa.
- Wyrobic ciasto.Powinno miec konsystencje jak na pierogi.
- Wlozyc do lodowki na 2h.Nagrzac piekarnik do 180C
- Ciasto podzielic na szesc czesci, kazda czesc cienko rozwalkowac,
przelozyc do formy, nakluc widelcem w kilku miejscach, placki piec kolejno
(po 5-8 minut)
- Ostudzic.Przelozyc bita smietana.Mozna dodac owoce np. maliny, borowki.

Cisto przypomina kremowke.Jezeli dodamy wiecej soli powstana chrupiace
wytrawne placki do piwa.

------------------------
No, to tyle.Zaczerpniete z dodatku do "Gazety", "Wysokie Obcasy".Polacala
jakas szefowa kuchni w jakiejs tam znanej restauracji w Warszawie.Jak ktos
zrobi cos takiego to niech da znac, chetnie przyjade i skosztuje...ja
jestem zbyt leniwy...wole samo piwo :)


jako tworczyni puszkkki mam nadzieje ze zmobilizujesz naszych
leniwych ;)
grupowych rodzicow i wyszperaja pare przepisow :)



Również na to liczę :)

a przy okazji: skad jestes?



z bliskich okolic Wrocławia, konkretnie Oborniki Śląskie.
 Może sama wrócę do wegetarianizmu? w końcu mam pięcioletni staż za
sobą i dziecię kategorycznie żądające potraw z naszych talerzy...
tylko jak męża przekonać, skoro on nawet pierogi ruskie traktuje jako
dodatek do kiełbasy :(( błee....
Pozdrawia, Kianit / DominikaC
pat


Monia tez przepis to "Blyskawiczne pierogi leniwe"


Marlenko a maka to zwykla tak?
I czy serek moze byc smakowy czy tylko nautralny?
Jutro to zrobie Jessi

Iza PODPISUJE SIE POD KAZDYM TWOIM SLOWEM (CHODZI MI TU O TE OSTATNIE)!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

[ Dodano: Czw 14 Wrz, 2006 20:38 ]
S;uchajcie - brakuje mi na forum takiego miejsca zeby sobie nappisac - wooow dziś pierwszy raz zjadłam cos tam cos tam i to bylo pyszne !!! Albo - no hmmm dzis na obiadek mialam gyros - mniam mniam
Bardzo merytoryczne to to nie jest, ale ja lubie tak sobie popisac. Moze niektore z was tez lubia?
A zatem dziś pierwszy raz jadlam mmwoe pierogi gotowane. Pieczone drozdzowe robilam wczesniej ale gdzie im tam do tych gotowanych!!! Zrobilam wg. przepisu korki z kasza gryczana i mieta. NO narobilam sie jak glupia, ale bylo warto... jeszcze tylko mi sie chcialo maselkiem polac... ech
A wczoraj z lenistwa zrobilam leniwe - no to jest dopiero niebo w buziaczku i robi sie straszie szybko (juz to w plotach pisalam alemysle, ze leniwe sa naprawde warte podkreslenia)
Leniwe pierogi

Składniki:
Ser biały mielony lub homogenizowany do 1,5% tłuszczu(zielony z Lidla 0,5%)-100g
Mąka pp-2-3 łyżki
Mleko do 1,5% tyle,ile trzeba
Odrobina fruktozy

Wymieszać wszystkie składniki tak, żeby powstała gęsta masa. Nabierać łyżką (umoczoną w zimnej wodzie) i zsuwać drugą łyżką na gotującą się wodę. Zamieszać, poczekać aż wypłynął i pogotować jeszcze chwilkę.
Zjadać polane jogurtem, albo w zupie jabłkowej.

Jak widać w przepisie nie ma białka, też się zdziwiłam, ale robiłam wg przepisu (no i sie rozleciały).
Robiłam dzisiaj na śniadanko i dodałam białko i wszystko już było oki

Dziękuje i sorki za zamieszanie.
Moje ślubne nieszczęście twierdzi że istnieje zapotrzebowanie na przepis na moje leniwe /przy tej okazji próbował oczywiście załatwić pierogi dla siebie/

Oto przepis:
50 dkg bialego sera - najlepiej półtłustego, niezbyt suchego /może być taki pakowany w kostkach/
3 średnie ziemniaki, odrobina mąki /tylko tyle żeby połączyć wszystkie składniki/

Ziemniaki ugotować,
ser i ziemniaki przetrzec przez praskę lub zmielić,
dodac mąkę, zagnieść ciasto, podzielić na mniejsze części, przygotować niezbyt grube wałki ciasta, pokroić,
wrzucać na wrzątek, wyjmowac gdy wypłyną na powierzchnię
Mario, byla mowa, ze mam wstawic swoje pierogi to wstawilam, nic nie bylo, ze to maja byc swieze
Tak po prawdzie to odkad znalazlam TEN przepis na leniwe, z ktorego mi wreszcie wychodza, to juz nie robie pierogow z serem, tylko leniwce. Uwielbiam je tak, ze robie od razu z kilograma twarogu a i tak sa tylko na chwile Chyba mi niegdy sie nie przejedza.
Jaga jutro zabieram sie za slimaka


A ja mam zamiar go zrobić na bazie ciasta drożdżowego.
Na dziś mam bardzo ambitne plany kulinarne,ale nie wiem jak będzie z realizacją.
Na obiad zrobiłam kapuśniak i leniwe pierogi.
Teraz powinnam zagnieść ciasto drożdżowe i zrobićbułeczki caterpillar oraz z tego samego ciasta
pasiaste KIFLE z serem
Może już ktoś robił cos takiego,jeśli nie,to mam przetłumaczone i mogę dać do przepisów.
Najpierw chcę jednak sama spróbować.
ja dzisiaj jadłam serki topione Hochland, chociaż nigdy wcześniej na nie patrzeć nie mogłam poczytałam ostatnio przepisy na tym Forum i teraz mnie wzięło na te pyry z gzikiem, chyba przepis betsy... i teraz mnie męczy ale jutro sobie zjem zajadam się ciągle fetą z pomidorkami i kapary mmmm... na kwaśne teraz mam wstręt, słone też, teraz musi być delikatnie i kremowo ziemniaczanie ewentualnie z tym nieszczęsnym gzikiem czy jakoś tak nie jaddłam, ale mnie ściska jak o ty pomyślę no i zajadam się łososiem i kawiorem czerwonym nie to, żeby burżuj się se mnie zrobił, ale jakoś tak i placuszki ziemniaczane nawet sama robiłam, ale to z nudów a jutro nieszczęsna robota zuszkami do barszczu na święta... zaoferowałam się niepotrzebnie, że zrobię... trzeba było kupić... a któraś z Was jadła pierogi leniwe? teraz o nich pomyślałam... muszę się do taty uśmiechnąć o nie
Kuchnia? Uwielbiam kuchnię a szczególnie kombinowanie z dodatkami... kiedyś sam wymyślałem przepisy ale teraz już nic z nich nie pamiętam. Ale wymienię potrawy które lubię:

Zupy:
1. Żurek
2. Pomidorowa
3. Pieczrkowa
4. Barszcz

Drugie dania:
1. Pierogi ruskie, leniwe
2. Pizza
3. Kebab

Kolejność jest bez znaczenia. Aha... dla tych którzy nie wiedzą... mój nick nie ma nic wspólnego ze znanym kucharzem
kasik i jak wyszły pierozki???

ja zawsze myslalam, ze pierogi to "wyzsza szkoła jazdy"..

Ale niedawno zrobiłam moje pierwsze w zyciu pierogi- przepis na ciasto wg przepisu mojej mamy (tylko maka +ciepła woda) .. i okazało sie to naprawde banalnie proste..

zaczelam od ruskich, potem były z mięskiem..

(jakoze my z mezem znani miesozercy), potem z kapustka i pieczarkami..

Moja mama robi tez z kasza gryczana i serem...

miałam własnie załozyc watek z pytaniem o jakies ciekawe przepisy na pierozki..

musze jeszcze gdzies znalezc przepis na nadzienie z soczewicy..

Ale szpinaku nie bardzo lubie...
ale nie wiem, moze pierozki wyszłyby fajne..

no ale jak dla mnie masełko odpada..

wszystko wszystkim, nawet najlepsze pierozki bez roztopionego masełka, albo przysmazonej cebulki.. nie smakuja najlepiej.. a ja narazie jestem skazana na takie jedzenie... :sad:

dziewczyny, a kluski leniwe??
ktos robi??

bo w necie znalazłam przepisy, ze to sie robi z sera, no ale rozmawiam z mama, i ona robi takie "leniuchy" z gotowanych ziemniaków, maki, jajka i maki ziemniaczanej..

A Wy jak robicie??
Oszczędne leniwe pierogi

Przepis na 4 porcje
Przygotowanie: ok. 30 minut
Składniki: 40 dag chudego twarogu, mączysty ziemniak (10 dag), 5 białek l10 dag mąki
Dodatki: 2-3 łyżki tartej bułki, cynamon, starta skórka cytrynowa, sól
Ziemniak ugotować w mundurku, zemleć w maszynce razem z twarogiem. Dodać przesianą mąkę oraz ubite na sztywną pianę białka. Zagnieść gładkie ciasto. Na oprószonej mąką stolnicy uformować z ciasta wałek, spłaszczyć, pokroić w niewielkie romby. Kluski wrzucić do osolonego wrzątku. Gotować na małym ogniu i gdy wypłyną, wyjąć łyżką cedzakową. Ułożyć na ogrzanym półmisku. Posypać tartą bułką zrumienioną na suchej patelni oraz cynamonem i skórką startą z cytryny. Podawać z sosami owocowymi (np. malinowym).

Porcja: ok. 230 kcal(tradycyjne, z tłustego twarogu i żółtek, polane bułką na maśle – ok. 460 kcal)
Z tą książka kucharską to świetny pomysł. Podoba mi się. Przy okazji podzielę się naszym pomysłem. W przedszkolu dwa lata tumu, podczas kiermaszu świątecznego, dołączałyśmy jako bonusy do zakupionych przedmiotów, kilka przepisów ale na potrawy gotowane w przedszkolu, takie, które dzieciom bardzo smakują a mamy mówią, że nie wiedzą jak je przyrządzić w domu. Pani kucharka zdradziła w jaki sposób przyrządza np. leniwe pierogi z sałatką owocową, ciasto WIEWIÓRKA, zupę szpinakową. Z ta zupą jest tak, że początkowo każdy podejrzliwie jej się przygląda, ale kiedy pozna jej smak nikt nie zostawia na talerzu.
Dżo ,bardzo się cieszę ,że Ci wyszły i smakowały te ,,leniwe" Mi też

Ewa ja chyba jutro zrobię te pyzy , z pieczarkami oczywiście . Wykorzystam też resztę propozycji pierogowych i pasztecikowych. Ja ostatnio monotonna jestem w kuchni

Bojster ja właśnie wg tego przepisu robię ruskie -to moje ulubione pierogi ,tylko ciasto było orkiszowe
Właśnie, czy wasze tofu też wychodzi takie, hm, inne niż ze sklepu? Jak robiłam to zawsze wychodziło o konsystencji twarogu i o takim specyficznym smaku. Surowizna generalnie.
Ale fajnie udawało jajecznicę, no i pewnie nadawało by się do pierogów, ale te mogę robić z twarogiem.

Swoją drogą uwielbiam pierogi, a ruskie szczególnie.

Jakiś czas temu odkryłam przepis arabski na paszteciki pieczone w piekarniku z nadzieniem szpinakowym, za każdym razem objadamy sie nimi z wielkim smakiem.
Ciasto jest drożdżowe, ale nie jest to przepis jakoś szczególnie egzotyczny, pewnie ten szpinak, który lubimy, tak się nam podoba.
Czasami próbuję robić Wilkowi do przedszkola jakieś kluski leniwe ale niestety mi nie wychodzą. Wiadomo - jajko. Ostatnio wyszły strasznie paćkające się, ja je niestety zjadłam od razu ale mój mąż je sobie odsmażył i wtedy były zjadliwe
No nie. Pomysl nie jest moj. Przegladalam instrukcje obslugi gofrownicy, ktora mam juz ze 3 lata. Znalazlam tam przepisy takie klasyczne, ale w opisach po niemiecku i holendersku byly inne przepisy. Np. na pizze, na gofry z serem zoltym czy z utartymi jablkami i cynamonem. Zmienilam przepis na ciasto, bo tam bylo z mlekiem, 4 jajkami i cukrem.
Teraz pomyslalam sobie, ze bede musiala sprobowac z twarogiem na slodko, moze wyjda takie b. leniwe pierogi.
Pozdrawiam
Droga Joanno!
To jest przepis na pierogi leniwe ale robione z twarogu. I niestety to są przybliżone proporcje. Ja to tobię na oko. Myślę że z serka homogenizowanego też mogą się udać.
Dla jednego dziecka:

ok. 170 g. białego sera
ok. 1 łyżka mąki ziemniaczanej
ok. 2 łyżki mąki kukurydzianej
1 żółtko
szczypta soli

Do rozgniecionego widelcem sera należy dodać żółtko, obie mąki, sól i wyrobić ciasto. Uformować pierogi rękoma. Wrzucać do osolonego wrzątku i gotować aż wypłyną.
Gdyby okazało się że pierogi podczas gotowania się rozpadają to oznacza że następnym razem trzeba dodać więcej mąki. A gdy będą za twarde to mniej.
Smacznego.
Kebaba - zjem, ale tak bez zachwytów, za to kotleciki mielone - mniam.

Chyba jestem uzależniona od jedzenia Już teraz planuję co jutro będzie na obiad i nie mogę się zdecydowac.

Bo wam jeszcze nie powiedziałam nowiny, dostałam przepisy 'babuni' /doprawdy nie wiem co w tym śmiesznego/ na potrawy mączne. To może leniwe pierogi?
Anusiak, chętnie dam się wycałować a to zwykłe leniwe a że ja też leniwa to nazwę pamiętam . Nie chciało mi się robić z serem no i tyle kalorii...to poszukałam na Montim czegoś z mącznych bo czasem się chce pieroga czy coś i trafiłam na ten przepis i to maksymalnie ułatwiony, zdrowy i niskowęglowodanowy Ale jak chcesz takie tradycyjne to musisz ze zwykłej mąki i sera białego...a zresztą:

leniwe pierogi
Składniki
0,5 kg twarogu
0,5 kg ugotowanych ziemniaków
1 szkl. mąki
1 jajko

Ziemniaki i twaróg zmielić przez maszynkę do mięsa. Dodać mąkę i jajko, wyrobić szybciutko ciasto. Przygotować dosyć grube wałeczki, spłaszczyć, kroić po skosie,aby kluski uzyskały kształt rombów.
gotować w osolonym wrzątku - od wypłynięcia do momentu zawrzenia wody.
Podawać polane roztopionym tłuszczykiem i posypane cukrem
uwaga !przygotowane ciasto serowo- ziemniaczane nie może leżeć długo, bo ciasto staje się wolniejsze! Trzeba natychmiast gotować kluski.

Albo tak:

Klasyczne leniwe pierogi

Na 2-3 osoby

40dag twarogu

2 jajka

1 szklanka mąki

Twaróg przetrzeć prze sito,dodać żółtka, mąkę i pianę z
białek.Masa się nieco lepi.Na stolnicę posypaną mąką wykładamy
ciasto,wałkujemy i gotujemy jeszcze chwilę po wypłynięciu.
Polewamy masłem, sypiemy cukrem i cynamonem.
Znalazłam ciekawy przepis na leniwe bez ziemniaków, może kogoś z was zainteresuje (ja nie mam za bardzo możliwości nabycia twarogu)
Leniwe

(pierogi)

300g białego sera półtłustego

150 g mąki

2 jajka

szczypta soli

ewentualnie cukier waniliowy

masło do polania

cukier cynamonowy

Ser rozgniatam widelcem, niezbyt dokładnie bo lubię grudki. Dodaje mąkę, stopniowo i jajka, sól i cukier (niekoniecznie). Zagniatam zwarta masę ale niezbyt sucha, musi się trochę kleić do rąk.

Na stolnicy wysypuje trochę mąki, z ciasta robię wałki średnicy ok. 3-4 cm. lekko spłaszczam dłonią i kroje kluski - nieco poprzecznie.
Kluski wrzucam do dużego, szerokiego garnka z wrzątkiem. Jak wypłyną gotuję jeszcze kilka minut - w zależności od wielkości klusek. A następnie ostrożnie łyżką cedzakową przekładam na talerz.

Polewam stopionym masłem i posypuję cukrem cynamonowym.

Skopiowano z niebowgebie.blox.pl

im więcej kartfolanki, tym twardsze kopyta
ja akurat daje tylko kartoflana, bo lubie "jedrne"

u nas dzisiaj jarzynowo-pomidorowy krem z kluseczkami



he? kartoflanka to maka ziemniaczana? ja sie nei zgodze im wiecej ziemniaczanej tym jedrniejsze ale nei twardsze ... pucia dobrze napisala

Co do tej mąki ziemniaczanej - jak na moje oko kucharzowe to ona powinna zmiękczyć kluski, chociaż z drugiej strony jak moja babcia robiła to nie pamiętam,żeby dawała mąkę ziemniaczaną ani ziemniaki do leniwych Bedem próbowała.



pucia ja nie wiem co jest kopytka a co nie szczerze mowiac, do kopytek ziemniaczanych tez dodaje bialy ser. Ale tobie chodzi chyba o takie tylko z maka, serem, jajkiem - moja tesciowa takie robi....wiesz ja ze slaska u nas do wszystkeigo ziemniaki dodaja

nasze babcie to cuda z niczego tworzyly, godne podziwu, moja to potrafi super ciasto upiec na 1 jajku . Niestety z wydebieniem przepisu na cokolwiek ciezko jest bo... wiesz dziolcha...tak na oko dajesz

az zerknelam do ksiazki kucharskiej thermomixu i tak

Pierogi leniwe
600g twarogu
2 jaja
100g maki
1 lyzka cukru
lyzeczka soli
podawac ze stopionym maslem, posypane cynamonem lub cukrem waniliowym albo sosem owocowym

Kopytka
550g gotowanych ziemniakow
450g maki pszennej
40g maki ziemniaczanej
1 jajo
10g oleju

Kluski kladzione
40g kwasnej smietany
1 jajo
150g maki
sol

Knedle
430g gotowanych ziemniakow
2 lyzki oleju lub 30g masla
1 lyzka maki ziemniaczanej
600g maki pszennej
1 jajo
mozna nadziewac .

te ostatnie jakos dziwnie, u nas sa nazywane pyzami a w ksiazce pyzy to takie kluski robione z ziemniakow surowych i gotowanych...heh szkoda gadac i taknei zapamietam co jest co
Monia tez przepis to "Blyskawiczne pierogi leniwe"

Moj maz zrobil spagetti, mniam. Ja nie wiem jak ja mam schudnac jak on takie pysznosci gotuje
jutro
9.00 makaron durum z chudym twrogiem fruktozą i jogo naturalnym pomido
14.00 leniwe pierogi przepis z kaeuzeli smakóww sałatka z pomidorów i ogórków
18.00 mozarella z pomidorem
Starsza od syna, czy tylko wyglada poważniej?

Słuchajcie, z innej beczki: czy nie ma ktoś przepisu na leniwe pierogi żony Slawa? Był na starym forum, ale nie skopiowałam i nie pamietam dokładnych proporcji, a pierożki były zdecydowanie pycha
W ramach oszczędności lub skromnych możliwości obowiązuje zasada „2,3…w jednym” - jeden placek a dwa dania ; drugie danie pierwszym się stało, a na to cukier-ek słodki deserem.

P.S.
Znam przepis na placki ziemniaczane a’la leniwe ruskie pierogi.
Już od jakiegoś czasu zastanawiałem się nad założeniem tego tematu.
Decyzja została przyspieszona książką Kazimierza Kraty: Produkcja wyrobów garmażeryjnych, którą "odnalazłem" dzięki Andrzejowi, oraz ostatnio wylicytowanym zbiorem receptur Wrocławskiego Przedsiębiorstwa Handlowego Artykułów Codziennego Użytku, Oddział Produkcji Spożywczej.
Książka Kraty zawiera mase przepisów na wyroby z drobiu i ptactwa dzikiego, mięsa, dziczyzny, ryb, jaj i twarogu, warzyw i grzybów, kiszonki, marynaty, wyroby z maki i kasz, zupy, sosy, desery i zestawy obiadowe itp.
Natomiast zbiór przepisów WPHACU zawiera receptury Branżowe na:
- pasta twarogowo-pomidorowa
- pasta twarogowo-jajeczna 1,2 i 3
- pasta twarogowa 1,2,3
- pasta twarogowa z papryką
- pasta twarogowo-śledziowa
- pasta twarogowa z ikrą
- tort serowy
- ser smazony nr 3
- ser zapiekany 1,2,3,4
- pasta z topionego sera
- kotleciki z jaj
- jajko mollet w szynce
- jajko na sałatce z majonezem
- sos majonezowy - półprodukt
- jajko w sosie tatarskim
- jajko w szynce gotowanej
- jaja w majonezie
- jajko w sałatce jarzynowej
- pasta z jaj
- sałatka z jaj
- sałatka warzywno - jajeczna
- sałatka jajeczna
- sałatka wiosenna
- sałatka jarzynowa nr 1,2
- galantyna z jaj i warzyw nr 2
- galantyna z warzyw i jaj - pomidorowa nr 3
- rolada naleśnikowa z serem
- nalesniki z serem nr 1,2
- farsz serowy - nadzienie
- płaty nalesnikowe do nadzieni słodkich
- płaty naleśnikowe z pianą
- płaty nalesnikowe popularne
- płaty nalesnikowe - słodkie
- knedle z twarogu
- pierogi leniwe
- pierogi ruskie
- majonez
- sos tatarski
- kanapka z serem twardym i pomidorem lub papryką
- kanapka z pastą z twarogu i makreli lub innych konserw rybnych w pomidorach
- kanapka z pasta z twarogu i koncentratu pomidorowego
- kanapka z pastą z twarogu i dźemu
- kanapka z pastą z twarozku i miodu sztucznego lub naturalnego
- kanapka z pastą z sera topionego i kiełbasy
- kanapka z pastą z twarogu i sledzia marynowanego
- kanapka z twarogiem i wędzoną ryba
- kanapka z pastą z jaj
- kanapka z pasty z jaj i boczku wędzonego
- kanapka z jajem nr 1,2
- kanapka z pastą twarogową
- budyń z sera
- budyń z kaszy mannej i sera
- budyń ptysiowy

Przepisy te wrzuciłem gdyż, wielu osobom przypomną młodośc i czas spędzony w tzw. barach mlecznych, gdzie serwowano m.in. te specjały.
Jeśli ktoś będzie zainteresowany, to będziemy kontynuowac temat.
Kabaczki z mięsem

Farsz z mięsa mielonego tak jak na pulpety. Kabaczki opłukać, obrać wydrążyć napełnić mięsem włożyć do rondla dać trochę osolonej wody, może być wywar jarzynowy i podgotować. Gdy są miękkie przekładamy je do naczynie do zapiekania ,zalewamy sosem mlecznym, i zapiekamy. Na wydaniu posypać pokrojonym koperkiem.

Gulasz dietetyczny

Kawałki chudego mięsa osmażyć na patelni teflonowej, lekko opruszyć mąką i dać do rondelka. Warzywa drobno pokroić , można dodać trochę obranej cukinii podsmażyć na patelni teflonowej dodać do mięsa, posolić podlać wywarem z kości drobiowych i dusić do miękkości.
Podprawić do smaku. Podawać na talerzu zapachowym.

To na razie tyle.
Możesz jeszcze domowym sposobem zrobić kurczaka na rożnie.

Kurczak w całości , natarty solą pietruszką i koperkiem jest nadziany na butelkę wypełnioną w połowi wodą. całość stoi w szerokim rondlu albo blaszce z wodą. Nie duża jej ilość tyle aby blaszka nie piekła się na sucho. Piecze się to w piekarniku aż będzie miękki a woda zapobiega wysuszaniu. Kawałek tak upieczonego kurczaka taki od piersi jest chudy i apetycznie zarumieniony. Spróbuj czy ci się uda reszta domowników też skorzysta. Mamie chyba będzie smakował.

Jeśli masz jakieś konkretne pytania - pytaj. Pierogi leniwe robię na oko nigdy się nie zastanawiałam ile się gotuja. W przepisach też nie znalazłam. Takie rzeczy jak pierogi nie są bardzo wskazane, bo ciasto zalega w żołądku . W dietach dlatego mówią o jogurcie aby zabezpieczyć florę bakteryjna. Smietankę ale tą chudą i słodką pozwalano mężowi do potraw dawać tyle że nie wiele. Ale to już lekarz decyduje. A mój adoptowany brat diabetyk insulinozależny też może ją w niewielkich ilościach dodawać do potraw np. razem z jogurtem lyżeczke,nie namawiam bo ty wiesz najlepiej tam jest mlody człowiek ,pracujący
spalający kalorie a tu osoba, które ich aż tak dużo nie potrzebuje.

______________________________
pozdrawiam Bogda
Pierogi
Czarcie pierogi!!!
PIELEMIENIE ( SYBERIACZKI)
Składniki na ciasto:pierogowe
Pierożki z soczewicą (Pisarzowa)
Pierogi z fasolą i mięsem (Sowliny)
Pierogi ziemniaczane (Gruszowiec, Piekiełko)
Pierogi z kaszą gryczaną (Sowliny)
Pierożki pieczone po mazursku
duze pieczone pierogi
Razowe z farszem z kaszy gryczanej:
Szpinakowe
PIEROGI PIECZONE
RUSKIE PIEROGI

Kluski leniwe dla wnuków
Kluski leniwe dla wnuków

Naleśniki
Naleśniki z farszem szynkowym
Naleśniki meksykańskie...
Ciasto na naleśniki x 2
NALESNIKI Z SZYNKA
Nalesnikowa rolada czekoladowa
Ciekawe nadzienia
Radka z Oliwki WPD
"RUSKIE" KROKIETY
NALEŚNIKOWE CANNELLONI
NALEŚNIKI CZEKOLADOWE Z OWOCAMI
NALEŚNIKI Z WIŚNIAMI
KROKIETY FASOLACZKI

Placki
Racuchy z jabłkami
racuchy drożdżowe
Placki ziemniaczane z selerem
Placki ziemniaczane ,,kresowe
Grzybowe placuszki:
Placuszki z białego sera
Bliny
PLACUSZKI z KUKURYDZĄ
PLACKI WARZYWNE
JESIENNE PLACKI MICHAŁOWSKIE

Amarantus - szarłat
zalety amarantusa:
Amarantus z warzywami
Snak amarantusowy z orzechami
Racuchy amarantusowe
Bułeczki francuskie z amarantusem
Zupa amarantusowo-porowa
Przepisy
z wykorzystaniem nasion z amarantusa
Papryka nadziewana amarantusem:
Amarsotto z pieczarkami:
Ciasto amarantusowe z jabłkami:
Keks z amarantusem:
Zupa-krem z groszkiem i zacierkami:
Racuchy z amarantusa
Placuszki z amarantusa:
Murzynek
Zupa śniadaniowa
Jabłka pieczone z amarantusem
Owocowa sałatka
z wykorzystaniem Poppingu z amarantusa

Kluski
KLUSKI SZLACHECKIE
Kluski kudłate (Stronie)
Kluski ziemniaczane (Zasadne)
Kluski gryczane (Piekiełko)
Pyzy zbójnickie (Podłopień)

Pasztecki

Paszteciki

Kulebiak
Kulebiak


Pierogi ruskie z sosem na bazie czerwonego pesto

Pierogi ruskie z sosem na bazie czerwonego pesto :
Lubię łączenie smaków rodem z różnych kuchni .Robiłam już makaron z czerwonym pesto, kluski leniwe po włosku – teraz przyszła pora na pierogi ruskie inaczej .

Wg mnie najlepiej jest robić to danie mając gotowe zamrożone pierogi. Wtedy zanim podgrzeje się pierogi na parze ( lub we wrzątku ) – można zrobić sos .

Czas :30 minut

Składniki :
20 sztuk pierogów ruskich ( tu jest link do przepisu na pierogi

http://www.garnek.pl/buni...i-babcigramolki )

Sos :
1/4 szklanki oliwy
½ szklanki orzechów włoskich ( można użyć pinii, laskowych lub innych )
½ szklanki suszonych pomidorów w oleju
1 usiekana cebula
2 ząbki czosnku
1 słoiczek czerwonego pesto ( ok. 10 dag )
szczypta soli
pieprz mielony
1 łyżeczka mielonej papryki
½ czerwonej papryki
1 łyżeczka mąki
½ szklanki śmietanki słodkiej
½ szklanki wody
oregano
½ pęczka natki pietruszki

Utrzeć na miazgę orzechy, pomidory, cebulę , czosnek, bazylię ,oregano , czerwoną paprykę ,pesto ze słoiczka , szczyptę cukru- dodając w trakcie ucierania oliwę ( ręcznie w moździerzu lub blenderem ). Kiedy masa uzyska odpowiednią gładkość doprawić solą i pieprzem. Wlać do garnuszka .Dodać śmietankę , mąkę , wodę . Zagotować .

Podawać pierogi polane sosem , posypane pokrojoną natką pietruszki i oregano.
Marcia

Mam przepis, uwielbiam leniwe

30 dag sera bialego
30 dag ugotowanych ziemniakow
20 dag maki
2 jajka
sol

Ziemniaki i ser zemlec w maszynce, dodac jajka, make i wymieszac. Forowac waleczki, ktroic na male kluseczki i wrzucac na gotujaca sie wode.
Gotowac az wyplyna. Podawac z maslem i cukrem.

Iza

Nie dodaję ziemniaków do leniwych - ani nawet mąki ziemniaczanej
Jest tylko biały serek (mielony np. 2x kostka) jajko (jedno!) i mąka pszenna <- mąki tyle, ile się 'zmieści'.
Żadnej soli, ewentualnie ciut cukru waniliowego.

Przepis ho ho ho - baaardzo wiekowy

Kopytka z kolei z samych ziemniaków (gotowane i przemielone) + jajko + mąka pszenna (ile się 'zmieści')

*** tajemnicze "tyle, ile się zmieści" oznacza konsystencję ciasta -> nie za miękkie, ale nie lepkie i nie za twarde... nie wiem jak to napisać

Ardabil

no i stało się. Zrbiłam leniwe, które chodfziły za mną od momentu jak ten wątek powstał. A najlepsze jest to, ze zrobiłąm je tylko dla siebie - bo mieszkam sama. Moja mama jak zadzoniłam dopytać się co i jak, padł z wrażenia, że mi się chce dla siebie robić leniwe.
moje leniwe wyglądały tak:
ser biały rozgnieciony widelcem
1 jajko - żóltko do sera, a z białka piana i do ciasta
a potem na blat wysypałam troche mąki przennej i ociupinkę ziemniaczanej (a jednak ) i wygniotłam. mąki dosypałam jeszce trochę tak, zeby się tak bardzo nie kleiło. a potem zrobiłam wałeczki i pociełam na zgrabniutkie leniwe.
były pyszne i chyba jutro też będę je jadła (bo trochę za dużo mi wyszło)

gretchen:P

A ja właśnie dostałam od koleżanki taki przepis:
Jak zrobić leniwe pierogi...

"Leniwe pierogi to znakomita potrawa, ale musimy ją przygotować starannie, aby odkryła przed nami wszystkie swoje walory smakowe.
Wstajemy gdzieś koło południa, potem kawka, ewentualnie piwko. Kładziemy się, żeby poleżeć, po upływie około pół godziny wstajemy, żeby się położyć. Następnie lekkie śniadanko. Wszystko bez pośpiechu, bo się leniwe nie udadzą. Zapalamy papieroska, potem kawka. Zamyślamy się na jakieś 20 minut, idziemy przejrzeć się w lustrze - jest dobrze. Wychodzimy na balkon zaczerpnąć powietrza, z pół godzinki przyglądamy się ulicy i przechodniom.
Wracamy do mieszkania, przeglądamy czasopisma z ubiegłych tygodni. Kładziemy się na momencik i wspominamy ostatnie wakacje.
Zaglądamy do kuchni i wkładamy brudne naczynia do zlewu, ale bez pośpiechu. Patrzymy na zegarek; jeżeli nie ma jeszcze szesnastej, powtarzamy dotychczasowe czynności. W przeciwnym przypadku otwieramy lodówkę i wyciągamy z zamrażalnika gotowe już leniwe pierogi, które kupiliśmy w zeszłym tygodniu. Zalewamy wodą i stawiamy na ogniu.
Nie ma obawy, że się nie udadzą!"

 - Rany, czemu ten ciul niemyty kaze nam tu stac z suszarka o tej porze -
aspirant Łapiś nie mial zbyt
dobrego zdania o poziomie inteligencji oficera dyzurnego.
- Nawet slepy pies z kulawa noga nie bedzie tedy przejezdzal w Wigilje o
tej porze - dodal, zrecznie spluwajac
przez okno radiowozu w sam srodek znaku B-36.

 - Zeby mu sie palka w odbyt wkrecila - rozmarzyl sie zza kierownicy jego
towarzysz - my tu gnijemy w szczerym polu

a moja takie fajne pierogi z kapusta i grzybami gotuje.
Jak zaraz sie nie zjawie, tesciowa z ciotka wszystko opedzluja, nawet
skwarkow nie powacham...

 - Przez tego parszywego łacha barszcz mi wystygnie, a strucla zesztywnieje
- kontynuowal Łapis - jak ja sie

rodzince pokaze w Wigilje nad ranem. DZieciaki juz i tak wolaja, ze do Sw
Mikolaja na sluzbie strzelam.

 - Bylo po pijaku spluwa nie machac - zachichotal drugi policjant - i nie
strzelac do gipsowych...
Nagly pisk radaru przerwal w pol slowa leniwa pogaduszke.

 - Łapiś, mamy klienta, dalej bierz go !! - wrzasnał, wlaczajac koguta i
nakladajac na glowe czapke.

Aspirant wymachujac rubinową laga zwawo wyskoczyl z radiowozu.
Kilka metrow przed nim z chrzestem hamowal niecodzienny pojazd.

- Ty, co jest - kierowca stojacy za Łapisiem wytrzeszczal oczy jak swistak
na widok sreberek - jaja se facet robi,
czy co ??

Przed nimi staly najprawdziwsze sanie na szerokich, wygietych plozach.
Burty udekorowane byly galeziami

oszronionego swierku, drzwi intarsjowane jasnymi gwiazdkami - zas w
zaprzegu staly cztery mocno rogate zwierzaki.

- Slucham panow - wyskakujacy z san wyraznie starszy mezczyzna, ubrany byl
w grube czerwone futro z bialym

kolnierzem, takiez spodnie i buty, oraz pasujaca do kompletu twarzową,
spiczasta czapke.
- Czy moge w czyms pomoc ? - zapytal wyraznie poprzez gesta brode siegajaca
polowy piersi.

- Kkkkaaarte woznicy prosze - troche nieprzytomnie wyjakal Łapiś - i
ubezpieczenie od odpowiedzialnosci...

- Oczywiscie, oczywiście - brodacz wyciągnął blyszczący dokument - porzadek
przede wszystkim, a co do

ubezpieczenia, to jestem jak najbardziej odpowiedzialny...

- S-a-n-t-a C-l-a-u-s, Lapland - sylabizowal z trudem Łapiś

- znaczy Laponia - uprzejmie wyjasnil przybysz

- Zalewa, Łapiś, zalewa - triumfalnie wykrzyknal drugi funkcjonariusz -
przeciez widać od razu, ze
on wcale nie z Japonii !!

- Czekaj, czekaj - aspirant powoli odzyskiwal rownowage ducha, a na jego
ustach poczal sie blakac niewinny
usmieszek - przeciez od razu widac, z kim mamy przyjemnosc...No a czasu
sporo pogadamy....

- Za przeproszeniem szanownych panow - chrzaknal czerwonofutrzasty brodacz
- ale z czasem u mnie nietego.
Roboty jak to mowia huk.

Robota nie zajac, na pochyle drzewo  nie skoczy - Łapiś wykazał się
gruntowną znajomoscia ksiegi przyslow
polskich - a gdzie grzechotki ? - gwaltownie zwrocil sie w strone
niecierpliwie krecacego sie mezczyzny.

- grzechotki ?! Jakie grzechotki - zdziwienie w oczach podroznego osiagnelo
wielkosc telebimu pod Wielka Krokwia...

- Prawo o ruchu drogowym. Art. 34, jezdzicie na plozach, no chyba, ze sie
myle ?

- Alez oczywiscie, ze sie Pan nie myli - wszak sanie z definicji na plozach
sie poruszają, a jezeli chodzi o
dzwonki, to jak najbardziej, proszę kazdy moj renifer ma na uprzezy...

Aspirant wyciagnal reke ku szyi najblizszego zwierzaka, ale ten gwaltownie
szarpnal glowa i wyszczerzyl nan dlugie pozolkle z zimna zeby.

- Co jest ? co jest - Lapisiowi wciaz nie schodzil usmiech  z twarzy, ktora
mogla by byc umieszczana na
pocztowkach w Swieto Halloween - plochliwych zwierzat uzywacie do
prowadzenia po drodze...
A art. 34...

- Hm, wie Pan, ja w zasadzie po drogach sie nie poruszam - sumitowal sie
mezczyzna - a one nie plochliwe, tylko delikatne,

- Prawo o ruchu drogowym obowiazuje rowniez poza drogami publicznymi gdy w
gre wchodzi zagrozenie bezpieczenstwa -
wyszczekal szybko drugi funkcjonariusz, wyraznie podazajac za tokiem
rozumowania Lapisia - a w ogole to gdzie macie

tabliczke identyfikujaca ?

- Identyfikujaca? Przeciez kazde dziecko wie...

- Tu nie chodzi o dzieci, tylko o przepisy - pouczyl Lapiś - co by to bylo,
gdyby sie tak kazdy zaslanial rodzina,
- a gdyby to na przyklad byla wasza matka... - urwal, czujac podswiadomie,
ze ten tekst nie calkiem pasuje do

sytuacji

- Nie ma dokumentow, tabliczki, swiatel i trojkata - wyliczal sumiennie
kolega Łapisia - zatrzymujemy dowod

rejestracyjny i pojazd...

- Alez panowie! - wykrzyknal zaskoczony brodacz - przeciez bez san i
zaprzegu nie bede mogl dostarczyc wszystkich,
obiecanych prezentow - wspolczynniki logistyczne pojda na leb, a ja tez mam
swoich szefow...

- Noooo Łapiś, slyszales, gosc nam wyraznie proponuje korzysc materialna za
odstapienie od czynnosci.
No tos sie teraz bratku doigral...

- Panowie, ale wy naprawde nie rozumiecie !! - glos mezczyzny zniknal za
zatrzasnietymi drzwiami radiowozu.

- Popatrz, a niby Swiety - smutno pokiwal glowa aspirant - wszystko juz
schodzi na psy...
Dobra, Gorzelak, zabieraj ten majdan i do bazy...
.....................................................................

- Lapis, jak to ustrojstwo ruszyc z miejsca ????
- Cos ty, kurcze wozem nie jezdzil !?? Batem rogacze i hajda...

- Lapiś !!! Łapiś !!! Ratunku !!! Zatrzymaj je !!!!
Dzwięczacy zaprzeg szybko znikal na tle rozgwiezdzonego nieba
......................................................................

- No to kupa - wysapal ponuro przedni renifer do sasiada - pani misiowa na
pewno w tym roku nie bedzie miala nowego futra.

Pomyślało mi się, że dla tych, które przed ślubem chcą odchudzić siebie bądź swoich panów warto przekopiować wartości kaloryczne poszczególnych produktów. Ja ostatnio również zbijam z wagi i denerwuje mnie szukanie ilości kcal każdej rzeczy po kolei w internecie więc może lista się komuś przyda - wartości podane są na 100g/ml chyba, że jest napisane inaczej. Jeżeli się którejś z Was przyda to później dodam kilka przepisów na jedzenie o niskiej (lub bardzo niskiej) zawartości kcal. PS. nie wiem jak Wy ale ja już praktycznie mieszkam na tym forum i jak czegoś nie mam pod ręką to jestem niezadowolona

ALKOHOLE

Advocat 20 ml - 50 kcal/2.3 g tłuszczu
Ajerkoniak 20g - 51 kcal/1.1 g tłuszczu
Arak 38 % 20g - 45 kcal/0 g tłuszczu
Brandy 40° 30m - 65 kcal/0 g tłuszczu
Cherry brandy 20 ml - 48 kcal/0 g tłuszczu
Curacao 20g - 60 kcal/0 g tłuszczu
Dżin 40° 30g - 65 kcal/0 g tłuszczu
Piwo ciemne 10,1 - 15% e. w. 0,5 l - 210 kcal/0 g tłuszczu
Piwo Jasne - 245 kcal/0 g tłuszczu
Piwo porter 22% e.w. 0,5l - 450 kcal/0 g tłuszczu
Porto 30g - 47 kcal/0 g tłuszczu
Rum 40° 30g - 65 kcal/0 g tłuszczu
Sherry wytrawne 30g - 35 kcal/0 g tłuszczu
Szampan 125g (1 kieliszek) - 95 kcal/0 g tłuszczu
Whisky (100g) - 275 kcal/0 g tłuszczu
Wino białe wytrawne 100g - 66 kcal/0 g tłuszczu
Wino białe musujące 100g - 76 kcal/0 g tłuszczu
Wino białe półwytrawne 100g - 75 kcal/0 g tłuszczu
Wino białe słodkie 125g (1 kieliszek) - 120 kcal/0 g tłuszczu
Wino czerwone 125g (1 kieliszek) - 85 kcal/0 g tłuszczu
Wino czerwone słodkie 100g - 104 kcal/0 g tłuszczu
Wino czerwone wytrawne 100g - 68 kcal/0 g tłuszczu
Wino różowe półwytrawne 100g - 71 kcal/0 g tłuszczu
Wódka czysta 40° 30g - 65 kcal/0 g tłuszczu

DANIA I ZUPY

Barszcz biały z torebki g - 25 kcal/0.9 g tłuszczu
Barszcz czerwony z torebki - 16 kcal/0 g tłuszczu
Barszcz czerwony zabielany - 35 kcal/3.5 g tłuszczu
Barszcz ukraiński - 61 kcal/2.8 g tłuszczu
Barszcz ukraiński mrożony - 28kcal/0,1 g tłuszczu g tłuszczu
Barszcz z boćwiną - 29 kcal/1,6 g tłuszczu g tłuszczu
Big Mac, sztuka - 486 kcal/23,8 g tłuszczu
Bigos popularny - 134 kcal/10.6 g tłuszczu
Bitki wieprzowe - 104 kcal/4.3 g tłuszczu
Bitki wieprzowe w jarzynach - 198 kcal/14.8 g tłuszczu g tłuszczu
Bitki wołowe w jarzynach 116 kcal/4.1 g tłuszczu g tłuszczu
Bliny ziemniaczane - 257 kcal/15,4 g tłuszczu
Boeuf Strogonow - 222 kcal/14.3 g tłuszczu
Brizol wołowy z polędwicy - 253 kcal/16.6 g tłuszczu
Bulion drobiowy z kostki, 1 talerz 250ml - 15 kcal/1,3 g tłuszczu
Bulion warzywny z kostki, 1 talerz 250ml - 20 kcal/1,5 g tłuszczu
Bulion z jajkiem, 1 talerz 250ml - 150 kcal/10,5 g tłuszczu
Cheeseburger, sztuka- 294 kcal/11,8 g tłuszczu
Cielęcina w potrawce - 112 kcal/4.6 g tłuszczu
Fasola po bretonsku - 112 kcal/5.6 g tłuszczu
Frytki - 282 kcal/13,8 g tłuszczu
Galaretka z nóżek wieprzowych - 202 kcal/13.7 g tłuszczu
Gołąbki z mięsem i ryżem - 37 kcal/2.5 g tłuszczu
Gulasz wołowy - 148kcal/8.7 g tłuszczu
Hamburger, sztuka - 245 kcal/8 g tłuszczu
Jaja sadzone - 168 kcal/12.6 g tłuszczu
Jaja w majonezie 80g - 245 kcal/23.1 g tłuszczu
Jajecznica - 119 kcal/7.3 g tłuszczu
Kapusta z kiełbasą - 113 kcal/7.4 g tłuszczu
Kapuśniak z kap. kwaszonej - 28 kcal/1.2 g tłuszczu
Kapuśniak ze słodkiej kapusty - 38 kcal/2.1 g tłuszczu
Ketchup - 105 kcal/0 g tłuszczu
Klopsiki cielęce mielone - 249 kcal/15.2 g tłuszczu
Kluski lane - 96 kcal/2.2 g tłuszczu
Knedle ze śliwkami - 170 kcal/5.9 g tłuszczu
Kopytka - 148 kcal/0.8 g tłuszczu
Kotlet cielęcy panierowany - 365 kcal/19.8 g tłuszczu
Kotlet mielony - 287 kcal/21 g tłuszczu
Kotlet mielony z mięsa mieszanego - 287 kcal/21 g tłuszczu
Kotlet schabowy panierowany - 357 kcal/24.2 g tłuszczu
Kotlety cielęce panierowane - 462 kcal/27.7 g tłuszczu
Kotlety z jaj - 275 kcal/20.9 g tłuszczu
Kotlety ziemniaczane - 241 kcal/12 g tłuszczu
Krem z zielonego groszku - 64 kcal/3.8 g tłuszczu
Krupnik z kaszy gryczanej - 46 kcal/1.2 g tłuszczu
Krupnik z kaszy jeczmiennej - 44 kcal/1.0 g tłuszczu
Krupnik z ryżu - 46 kcal/1.2 g tłuszczu
Krupnik z torebki - 19 kcal/0.5 g tłuszczu
Kulebiak - 222 kcal/11.8 g tłuszczu
Kura w galarecie - 192 kcal/7.8 g tłuszczu
Kurczak faszerowany pieczony - 199 kcal/10.8 g tłuszczu
Kurczak gotowany w jarzynach - 108 kcal/12.8 g tłuszczu
Kurczak pieczony - 182 kcal/12.8 g tłuszczu
Kurczak w panierce (KFC, McDonalds) - 277 kcal/16 g tłuszczu
Leniwe pierogi - 217 kcal/9.6 g tłuszczu
Majonez - 635 kcal/69.4 g tłuszczu
Marchew z groszkiem - 64 kcal/2.9 g tłuszczu
Marchew zasmażana - 69 kcal/5.5 g tłuszczu
Medaliony z indyka - 247 kcal/13.1 g tłuszczu
Mizeria ze śmietaną - 34 kcal/2.1 g tłuszczu
Musztarda - 168 kcal/5.7 g tłuszczu
Naleśniki z kapustą - 156 kcal/9.2 g tłuszczu
Naleśniki z serem - 240 kcal/10.1 g tłuszczu
Omlet biszkoptowy ze szpinakiem - 151 kcal/9.5 g tłuszczu
Papryka faszerowana mięsem - 172 kcal/11.2 g tłuszczu
Papryka nadziewana mięsem - 160 kcal/10.6 g tłuszczu
Paszteciki drożdżowe z mięsem - 308 kcal/18.4 g tłuszczu
Pieczeń cielęca duszona - 240 kcal/17.1 g tłuszczu
Pieczeń wieprzowa - 228 kcal/19.8 g tłuszczu
Pieczeń wołowa duszona - 155 kcal/8.9 g tłuszczu
Pierogi leniwe - 242 kcal/13.9 g tłuszczu
Pierogi ruskie - 167 kcal/4.9 g tłuszczu
Pierogi z mięsem - 219 kcal/11.6 g tłuszczu
Pierogi z serem - 237 kcal/8.1 g tłuszczu
Pierogi z truskawkami - 240 kcal/11.4 g tłuszcz Pizza mięsno-ziołowa - 327 kcal/13.4 g tłuszczu
Pizza z pieczarkami i cebulą - 289 kcal/13.3 g tłuszczu
Placki ziemniaczane - 231 kcal/14.5 g tłuszczu
Potrawka z kurczaka - 153 kcal/8.9 g tłuszczu
Pulpety z mięsa mieszanego - 223 kcal/11.1 g tłuszczu
Pyzy - 210 kcal/6.2 g tłuszczu
Pyzy z mięsem - 292 kcal/14 g tłuszczu
Risotto z mięsem - 233 kcal/11.8 g tłuszczu
Risotto z mięsem i warzywami - 185 kcal/10 g tłuszcz Rolada wieprzowa - 412 kcal/32.5 g tłuszczu
Rosół z kury z makaronem z torebki - 80 kcal/1 g tłuszczu
Ryż z jabłkami - 158 kcal/2.3 g tłuszczu
Sałata zielona z olejem - 55 kcal/4.7 g tłuszczu
Sałata zielona ze śmietaną - 40 kcal/2.3 g tłuszczu
Sałatka jarzynowa z majonezem - 192 kcal/16.5 g tłuszczu
Sałatka śledziowa - 154 kcal/9.4 g tłuszczu
Sałatka z czerwonej kapusty - 83 kcal/6.5 g tłuszczu
Schab pieczony - 212 kcal/14.1 g tłuszczu
Stek wieprzowy - 472 kcal/42.7 g tłuszczu
Surówka z cykorii i jabłek - 162 kcal/15.5 g tłuszczu
Surówka z kapusty białej - 67 kcal/4.4 g tłuszczu
Surówka z kapusty kwaszonej - 68 kcal/4.4 g tłuszczu
Surówka z kapusty pekińskiej z majonezem - 94 kcal/7.7 g tłuszczu
Surówka z kapusty pekińskiej, jabłek, papryki - 53 kcal/3.5 g tłuszczu, Surówka z marchwi i jabłek - 59 kcal/0.2 g tłuszczu
Surówka z ogórków i pomidorów - 32 kcal/1.6g tłuszczu
Surówka z owoców - 102 kcal/0.2 g tłuszczu
Surówka z owoców i warzyw - 147 kcal/13.6 g tłuszczu
Surówka z papryki - 90 kcal/7.1 g tłuszczu
Surówka z pomidorów - 14 kcal/0.2 g tłuszczu
Surówka z porów z jabłkami - 140 kcal/11.7 g tłuszczu
Surówka z rzodkiewki - 93 kcal/5.6 g tłuszczu
Surówka z selerów - 92 kcal/7 g tłuszczu
Surówka z selerów, jabłek i marchwi - 60 kcal/0.2 g tłuszczu
Wieprzowina gotowana - 372 kcal/29.8 g tłuszczu
Winegret - 649 kcal/72.1 g tłuszczu
Zupa cebulowa - 46 kcal/2.8 g tłuszczu
Zupa cytrynowa z ryżem - 61 kcal/2.3 g tłuszczu
Zupa fasolowa - 72 kcal/1.8 g tłuszczu
Zupa fasolowa z torebki - 36 kcal/1.2 g tłuszczu
Zupa grochowa - 75 kcal/2.4 g tłuszczu
Zupa grochowa z torebki - 33 kcal/1 g tłuszczu
Zupa grzybowa zabielana - 30 kcal/1.9 g tłuszczu
Zupa gulaszowa z torebki - 40 kcal/2 g tłuszczu
Zupa jarzynowa - 33 kcal/1.1 g tłuszczu
Zupa kalafiorowa - 30 kcal/0.5 g tłuszczu
Zupa neapolitańska - 63 kcal/2.4 g tłuszczu
Zupa ogonowa z mięsem z torebki - 32 kcal/1 g tłuszczu
Zupa ogórkowa - 43 kcal/2.1 g tłuszczu
Zupa owocowa z jabłek - 42 kcal/0 g tłuszczu
Zupa pomidorowa z makaronem - 35 kcal/1.7 g tłuszczu
Zupa pomidorowa z ryżem - 38 kcal/1.8 g tłuszczu
Zupa pomidorowa z ryżem - 38 kcal/1.8 g tłuszczu
Zupa pomidorowa z ryżem z torebki - 30 kcal/0.8 g tłuszczu
Zupa pomidorowa zabielana - 28 kcal/1.7 g tłuszczu 1 Zupa selerowa - 37 kcal/1.7 g tłuszczu
Zupa selerowa z grzankami - 56 kcal/2.0 g tłuszczu
Zupa szczawiowa - 41 kcal/2.5 g tłuszczu
Zupa szpinakowa z ziemniakami - 40 kcal/0.9 g tłuszczu
Zupa włoska mrożona - 29 kcal/0.2 g tłuszczu
Zupa z fasolki szparagowej - 49 kcal/0.6 g tłuszczu
Zupa z porów z makaronem - 58 kcal/1.2 g tłuszczu
Zupa z zielonego groszku - 56 kcal/1.1 g tłuszczu
Zupa ziemniaczana - 48 kcal/1.9 g tłuszczu
Żeberka wieprzowe duszone - 231 kcal/19.2 g tłuszczu
Żurek - 128 kcal/3.3 g tłuszczu
Żurek z torebki - 67 kcal/0.5 g tłuszczu
Myślę, że każdej z nas ułatwi to choć troszkę znalezienie przepisu

1. Lasagne - strona 1
2. Piernik tradycyjny - strona 2
3. Piernik warzywny - strona 2
4. Piernik świąteczny - strona 2
5. Sernik - strona 3
6. Sernik bez sera - strona 3
7. Ciasteczka waniliowe a'la Fibi - strona 4
8. Naleśniki - strona 5
9. Naleśniki II - strona 6
10. Jajka faszerowane - strona 6
11. Pączki babuni - strona 7
12. Faworki - strona 7
13. Sałatka Gyros - strona 8
14. Szybka sałatka - strona 8
15. Sałatka z łososia - strona 9
16. Naleśniki z farszem - strona 9
17. Ciasto baby Jagi - strona 9
18. Leczo pieczarkowe - strona 10
19. Chleb świąteczny - strona 10
20. Ciasto marchewkowe - strona 11
21. Biszkopt z brzoskwiniami i kokosem - strona 11
22. Ciasto z kaszy manny - strona 11
23. Kurczak z curry - strona 12
24. Szybka sałatka II - strona 12
25. Sałatka z czerwonej fasoli - strona 12
26. Kokosanki - strona 12
27. Zapiekanka ze szpinakiem - strona 12
28. Sałatka z tuńczyka - strona 13
29. Sałatka z tuńczyka II - strona 13
30. Zapiekanka ziemniaczana - strona 13
31. Duszony kabaczek - strona 14
32. Zupa krem z groszku wg Pascala -strona 14
33. Piersi z kurczaka według Nigeli - strona 14
34. Mus czekoladowy - strona 14
35. Francuskie sakiewki z serem - strona 14
36. Zupa krem z brokułów - strona 14
37. Zupa pieczarkowa na serku - strona 14
38. Kurczak z kolorową papryką - strona 15
39. Sałatka z kurczaka w sosie cayenne - strona 16
40. Torcik - strona 16
41. Sałatka z tuńczyka III - strona 17
42. Pieczarki faszerowane pieczarkami - strona 17
43. Zupa krem z porów - strona 17
44. Kluski - strona 17
45. Paprykarz - strona 17
46. Sałatka ze szpinakiem - strona 17
47. Pierś z kurczaka - strona 17
48. Pstrąg - strona 17
49. Pstrąg II - strona 17
50. Piersi z kurczaka z dodatkiem ananasa - strona 18
51. Kolorowe naleśniki - strona 18
52. Naleśniki z bananami - strona 18
53. Naleśniki a'la kebab - strona 18
54. Burrito z kurczaka - strona 18
55. Kotlety ziemniaczane - strona 18
56. Ciasto z kaszy manny II - strona 18
57. Prosta sałatka - strona 18
58. Ciasto kapitana Haka - strona 18
59. Schabowe z serem - strona 19
60. Ryż z jabłkami lub musem jabłkowym - strona 19
61. Czekolada - strona 19
62. Ciasto zebra - strona 19
63. Jabłecznik - strona 19
64. Szyszki - strona 19
65. Szyszki II - strona 19
66. Szyszki III - strona 19
67. Sałatka pieczarkowa - strona 19
68. Placek drożdżowy - strona 20
69. Pączki - strona 20
70. Galaretka w paski - strona 20
71. Salceson z galaretek - strona 20
72. Żeberka inaczej - strona 20
73. Sos czosnkowy - strona 20
74. Kebab - strona 21
75. Zupa fasolowa - strona 22
76. Zupa z zielonego ogórka - strona 22
77. Zupa porowo - serowa - strona 22
78. Kruche ciasteczka - strona 23
79. Polewa do ciasta marchewkowego z serka topionego - strona 23
80. Ryż zapiekany z jabłkami - strona 23
81. Sałatka z selera - strona 24
82. Sałatka sesyjna - strona 24
83. Sałatka - strona 24
84. Sałatka Ewy - strona 24
85. Sałatka chińska - strona 24
86. Śledzie po żydowsku - strona 24
87. Zapiekanka z bakłażanów - strona 24
88. Surówka do obiadu - strona 24
89. Żeberka w miodzie - strona 24
90. Żeberka miśkowe - strona 24
91. Krwiste ziemniaki - strona 25
92. Kotlety szarpane - strona 25
93. Pieczona kiełbasa - strona 25
94. Koperty z jabłkami - strona 25
95. Ciasto z galaretką - strona 25
96. Sałatka z brokułów i pomidorów w sosie czosnkowym -strona 26
97. Orzechowiec z kremem śmietankowym - strona 26
98. Babka - strona 26
99. Sos pieczarkowy - strona 26
100. Piersi kurczaka w cieście piwnym - strona 27
101. Opiekane kalafiory - strona 28
102. Kotleciki z kalafiora - strona 28
103. Kurczak z ryżem na szybko - strona 29
104. Sałatka z kalafiora - strona 29
105. Zapiekanka makaronowa - strona 29
106. Zapiekanka makaronowa II - strona 29
107. Wielobarwna zapiekanka z makaronu - strona 29
108. Tosty z duchami - strona 30
109. Krwawe palce - strona 30
110. Tiramisu - strona 30
111. Caprese włoskie zmodyfikowane - strona 31
112. Ciasto naleśnikowe - strona 31
113. Ciasto na gofry - strona 33
114. Placki ziemniaczane - strona 34
115. Ciasto na gofry II - strona 35
116. Placki węgierskie - strona 36
117. Bawole oko - strona 37
118. Bułeczki z piekarnika - strona 37
119. Kapuśniak - strona 37
120. Zupa kapuściana - strona 37
121. Szybki makaron - strona 39
122. Ciasto marchewkowe - strona 40
123. Naleśniki z pieczarkami i cebulką - strona 40
124. Ciasto naleśnikowe ze szpinakiem - strona 40
125. Szarlotka japońska - strona 42
126. Sałatka cesarska- strona 43
127. Bruschetta - strona 43
128. Sos pomidorowy - strona 43
129. Zapiekane bułeczki z wątróbką - strona 43
130. Szaszłyki - strona 44
131. Naleśniki inaczej - strona 44
132. Nadziewane ogórki - strona 44
133. Drożdżówka dla leniwych - strona 46
134. Ciasto na pierogi - strona 47
135. Babka zakalcowa - strona 47
136. Sos do naleśników - strona 49
137. Pierniczki - strona 49
138. Tarta cebulowa - strona 51
139. Kurczak a'la KFC - strona 51
140. Orzechowiec - strona 52
141. Schab cytrynowy - strona 52
142. Ciasto kokosowe - strona 53
143. Sos z czerwonego wina - strona 53
144. Placki z filetem z kurczaka - strona 53
145. Karczek zapiekany z cebulą - strona 54
146. Pączki północne - strona 54
147. Zupa Meksykańska - strona 54
148. Zapiekanka - strona 54
149. Sałatka z brokułów - strona 54
150. Rogaliki z jabłkami - strona 55
151. Tort a'la Joanna D'arc - strona 55
152. Ciasto brzoskwiniowe wydmy - strona 55
153. Sałatka makaronowo-serowa - strona 56
154. Schabowe trochę inaczej - strona 56
155. Schabowe z ananasem - strona 57
156. Cannelloni w beszamelu z nadzieniem ze szpinakiem i serkiem ricotta - strona 57
157. Sałatka z ziemniaczana z zielonym akcentem - strona 59
158. Duszony schab wersji na słodko z ryżem, ananasem i brzoskwinią lub na słono z kiszonym ogórkiem i kaszą jęczmienną - strona 59
159. Kurczak z curry i mleczkiem kokosowym - strona 59
160. Pizza - strona 60
161. Pie z kurczakiem - strona 60
162. Karkówka - strona 61
163. Kurczak w krakersach - strona 61
164. Naleśniki z pomarańczami - strona 62
Skoki na linie ze 120-metrowego komina upadłej cementowni jeszcze pół roku temu były jedyną atrakcją turystyczną Wierzbicy (połowa drogi z Radomia do Szydłowca). Latem 2003 roku MagFly pofrunął jako pierwszy i od razu zwietrzył interes

MagFly nazywa się Tomasz Z., ale woli używać pseudonimu. Rocznik 1977, dobrze zbudowany blondyn z trzydniowym zarostem i wyżelowaną blond fryzurą. Urodzony w Białogardzie, zameldowany w Głogowie, mieszka w Warszawie, a korespondencję odbiera w Bytomiu Odrzańskim.Z wykształcenia ślusarz spawacz, pracuje jako monter rusztowań za 2 tys. zł miesięcznie, społecznie (tak przynajmniej twierdzi) prowadzi stowarzyszenie Sky Team, które organizuje podniebne loty i skoki z wszystkiego, co wysokie.

Kolejka do skakania
Chwali się, że skoczył w życiu z 1800 obiektów.
- O kominie w Wierzbicy powiedział mi chłopak, z którym skakałem z wieżowca w Warszawie - w maju tego roku MagFly wyjaśniał przed prokuratorem. - Pojechałem na miejsce, obszedłem komin dookoła, spodobał mi się.
I ogłosił w internecie, że poszukuje chętnych do skakania na linie ze 120-metrowej ruiny. Tak zaczął zarabiać na resztkach po cementowni Przyjaźń.
Za skok kasował od 150 do 500 złotych. Chętnych nie brakowało.
Co kilka tygodni w krzakach pod kominem ustawiała się kolejka napalonych studentów, zestresowanych biznesmenów, maniaków ekstremy ze wszystkich zakątków Polski. Płacili, wdrapywali się po spróchniałej drabince na szczyt, tam MagFly zapinał ich w liny i wypychał w próżnię. Interes świetnie się kręcił. Aż do Wierzbicy zajechała ekipa TVP.

Marzenia się spełniają
Ekipie przewodził Rafał Zatylny, tylko pięć dni młodszy od MagFlya i nawet trochę do niego podobny. Też wysoki blondyn, może nieco okrąglejszy, nastroszone brwi i błękitne oczy. Lubił ryzyko i szybkie życie. Kiedyś na wakacjach w Chorwacji skoczył ze stumetrowego mostu na bungee i zakochał się w lataniu.

Marta Ślubowska, dziewczyna Rafała, tak go opisuje: - Wariat w pozytywnym znaczeniu. Uwielbiał jeździć samochodami terenowymi, wszędzie musiał wejść, wszystkiego dotknąć. Nie chciał dorastać. Nie było mowy o ślubie, rodzinie, dzieciach. Nasza znajomość nie była oparta na żadnych regułach ani zasadach. Kochałam u niego ten luz. Najbardziej podobały mi się jego nogi. Niesamowite, umięśnione, po prostu fajne.W TVP Rafał pracował przy "Selekcji" (ochotnicy wykonywali ćwiczenia wzorowane na sprawdzianach komandosów), "Ekstremalnej Dwójce", finałach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.Z domu rodzinnego w Namysłowie wyprowadził się zaraz po podstawówce. Zostawił matkę i trzech młodszych braci.
Skończył liceum w Opolu, po maturze przez chwilę pracował we Wrocławiu, ale ostatecznie przyjechał za chlebem do Warszawy. Zatrudnił się jako barman, ale w duchu marzył o karierze w telewizji. Poszedł na casting do programu "Rower Błażeja". Przepadł, ktoś go jednak zauważył i zaproponował współpracę. Marzenia zaczęły się spełniać.

MagFly robi wrażenie
W połowie kwietnia Rafał po raz pierwszy zadzwonił do MagFlya.
Szefowa Rafała, kierownik produkcji w TVP: - Nagrywaliśmy krótkie filmiki zachęcające do wzięcia udziału w referendum unijnym. Pomysł był taki: nagrać skok na linie i w tle tych zdjęć puścić informację. Rafał znalazł w internecie stronę firmy Sky Team.
Marta Ślubowska: - Powiedział, że to profesjonalna firma.
Szefowa Rafała: - Wszystko wyglądało bardzo wiarygodnie. Na stronie były zdjęcia skoków, podwieszania na linach, krótkie filmy z pokazów. Rafał mógł oczywiście kogoś wynająć do skoku i to nakręcić. Ale sam bardzo chciał skoczyć.
Marta Ślubowska: - Próbowałam mu wybić to z głowy, ale nie miałam szans.

Komina stąd nie widać
MagFly wyjaśnia przed prokuratorem: - Do Wierzbicy przyjechałem razem z ekipą w dniu 30 kwietnia. Ta ekipa to - oprócz mnie - Darek, jego dziewczyna, której nazwiska nie pamiętam, kolega Darka, którego nazwiska nie znam. Spaliśmy w namiotach, przy samym kominie. Rano 1 maja rozciągnęliśmy liny od komina do drzew. Jako pierwszy skoczyłem ja. Wszystko było w porządku. W sobotę dojechało do nas kilka osób. Skakało z 10 osób. Łącznie oddano 20 skoków, gdyż niektórzy skoczyli po dwa razy. Nikt nie podpisał żadnych druków, gdyż nie wziąłem ich ze sobą. Nie mam zwyczaju wozić wszędzie tych papierów.
Policja z Wierzbicy nie zainteresowała się nielegalnymi skokami z najwyższego punktu w miasteczku.
- Bo z miejscowego komisariatu nie widać, co się dzieje na kominie - wyjaśnia Rafał Jeżak, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Radomiu.

Ta ostatnia niedziela
- 2 maja to była słoneczna, ciepła niedziela - wspomina Marta. - Spotkaliśmy się wcześnie rano przed telewizją. Do busa wsiadła nas dziewiątka: ja (jechałam towarzysko), Rafał, dwóch operatorów, dźwiękowiec, kierowca, realizator, koleżanka Kasia (też towarzysko) i Tomek (pracował w "Bezpiecznej Jedynce").

Rafał był okropnie zdenerwowany, miał za sobą niespokojną noc. Na tę okazję kazał wyprasować sobie najładniejsze ciuchy. Chciał wyglądać twarzowo w kamerze. Wziął czerwony polar, który dostał ode mnie na święta. Bardzo lubił czerwony kolor. Do tego spodnie bojówki. On miał hopla na punkcie wyglądu i ciuchów, z czego ja się okropnie śmiałam, bo to nietypowe u faceta. Jak wchodził do sklepu, to dwie godziny z głowy
Cały dzień było mu okropnie zimno, a nam wszystkim - gorąco. W przeddzień wyjazdu, wbrew swojej naturze bałaganiarza, poprał wszystkie rzeczy, zmienił pościel. Był inny. Mocno się przytulał.
W przydrożnym barze zatrzymaliśmy się na śniadanie. Planowaliśmy, że jak będziemy wracać, to w tym samym barze zjemy pierogi. Rafał zamówił biały barszcz z kiełbasą. To był jego ostatni barszcz w życiu.

Nie wiem, nie znam, nie pamiętam
Ciąg dalszy wyjaśnień MagFlya: - Nie znałem wcześniej Rafała Zatylnego. Może był w Warszawie, kiedy skakaliśmy z wieżowca? Nie pamiętam.Statut Sky Team nie dopuszcza możliwości skakania w imprezach przeze mnie organizowanych przez osoby niebędące członkami mojego stowarzyszenia. Chcesz skakać, musisz być przyjęty do Sky Team. Rafał miał podpisać odpowiednie dokumenty przed skokiem, ale tego nie zrobił. Wśród tych dokumentów powinno być oświadczenie, że skoczy na własną odpowiedzialność. Istnieją wewnętrzne przepisy regulujące kwestię bezpieczeństwa przy wykonywaniu skoków. W dniu dzisiejszym nie posiadam ich przy sobie. Nie ma żadnych przepisów regulujących kwestię odpowiedzialności.Przed skokami nie uzyskałem zgody właściciela komina na wykonanie tych skoków. Przed skokiem pytam ludzi, czy robili odpowiednie badania lekarskie. Sprawdzam osobiście zaświadczenia lekarskie. Rafałowi Zatylnemu nie sprawdziłem zaświadczenia. Nie wiem dlaczego.

Chłopczyk spłynął po linie
Rafał umówił się z MagFlyem w Wierzbicy na 11, ale ekipa TVP przyjechała z godzinnym opóźnieniem.
- Przeraziłam się, kiedy dojechaliśmy na miejsce - wspomina Marta. - Pustkowie, wszędzie pełno krzaków i ogromny komin. Poczułam, jak nogi mi miękną. Wiedziałam, że nie ma takiej siły, żeby Rafała ściągnąć z tego cholernego komina. Kiedy tylko próbowałam coś powiedzieć, to mnie wy-śmiewał. Kazał się uspokoić i patrzeć. Między krzakami krzątały się ze cztery osoby z ekipy MagFlya. Jeden chłopak wyglądał na naćpanego. On odpowiadał za węzły i sprawdzanie lin.

MagFly (ciąg dalszy wyjaśnień): - Czekałem na nich, ale nie przyjeżdżali, więc wszedłem na komin. Jak pojawili się w Wierzbicy, to byłem już na szczycie. Nie schodziłem na ziemię, rozmawialiśmy przez komórkę. Kazałem mu zapłacić i czekać.

Marta: - Rafał zapłacił 350 złotych. Przed nim skakały dwie osoby. Pierwsza była dziewczyna. Miała podobną posturę do Rafała. Wysoka, barczysta, ważyła niewiele mniej od niego. Sam skok wyglądał strasznie. Od komina dzieliły ją centymetry. Zamurowało nas. Rafał tego nie widział. Robił sobie zdjęcia, zapinał klamerki, przeglądał się w szybie samochodu. Po dziewczynie na szczyt komina wdrapał się facet, ale mniejszy od Rafała o połowę. Ten skok nas zmylił. Cieniuteńki chłopczyk spłynął po linie jak po maśle. Dyndał sobie rozbawiony kilkanaście metrów od komina.

Obraz z trzech kamer
Marta: - Przed wejściem na komin Rafał nakrzyczał na mnie tylko, że chusteczek nie mam w torebce, a każda prawdziwa baba powinna nosić chusteczki. Od tej pory nie wychodzę z domu bez chusteczek. Złapałam go za rękę i powiedziałam, że chcę zapamiętać jego dotyk. On na to: "Rób bardzo dużo zdjęć. Jak wchodzę, metr po metrze, i jak lecę". I zaczął stopień po stopniu drapać się na górę. Bardzo długo wchodził. Ci od MagFlya co kilka metrów kazali mu odpoczywać. Podobno nie można skakać, jak się dyszy, jest się zmęczonym. Coś się może z płucami stać.

Skok Rafała rejestrowały trzy kamery. Pierwszą obsługiwał operator na ziemi, drugą - z balkonu okalającego komin na wysokości 40 metrów, trzecia była zamontowana na kasku Rafała.
Obejrzałem obraz ze wszystkich trzech kamer.
Rafał się wspina.
Wolno pokonuje szczebel po szczeblu. Mówi do siebie: "Będzie dobrze, musi się udać". Zatrzymuje się na balkonie, odpoczywa. Rozmawia z operatorem.
Dalej się wspina. W końcu dochodzi na szczyt. MagFly leży na żelaznym podeście, wygrzewa się w słońcu. Przybija piątkę z Rafałem i leniwie wstaje.
Marta: - W tym czasie Tomek, który miał skakać po Rafale, rozdzielił spadek. Ja dostałam jego komórkę, Kaśka - pieniądze i lizaki. Mówił, że to sprawiedliwy podział. Wszyscy się śmiali, ale mnie jakoś nie było do śmiechu. Chciałam, żeby już skoczył, żeby był jak najszybciej na dole. Myślałam, że bardzo go bolą ręce, przecież on w ogóle nie ćwiczył, taka słabizna okropna.
MagFly (ciąg dalszy wyjaśnień): - Kiedy Rafał już wszedł, powiedziałem mu, jak będzie wyglądał jego lot. Mówiłem, jak ma się zachować, i dyskutowaliśmy, jak będzie filmował z kamery, którą miał przy sobie. Miał tak wyskoczyć, jakby zrobił duży krok. Pamiętam, że chciał skakać drugi raz i nagrać inne, lepsze ujęcia. Podeszliśmy do barierki. Pokazałem mu, w jakim kierunku ma skakać, wspomniałem, żeby uważał na plecak. Potem przeszedł przez barierkę, ja go trzymałem od tyłu. Przy skoku pomagał mi chłopak, który przyjechał do nas w sobotę. Nie pamiętam, jak ma na imię. Uzgodniłem z Rafałem komendy, po jakich ma oddać skok. Ja miałem go popychać. Gdy podałem komendę do wyskoku, zrobił wykrok do przodu. Potem obserwowałem jego lot, wszystko było w porządku. Niestety, po minięciu środkowej barierki z góry wyglądało to tak, jakby zaczął niebezpiecznie zbliżać się do komina. Wyglądało to tak, jakby coś go tam pchało. Jestem pewien, że był to podmuch wiatru.

Uwaga, lecę!!!
Na ekranie nie widać podmuchu wiatru. Widać za to, jak Rafał okrakiem przechodzi przez barierkę i staje tyłem do komina. MagFly trzyma go za ręce. Chwilę rozmawiają, po czym MagFly popycha Rafała, a ten bezwiednie spada w dół. Pikuje przez kilka sekund jak strącony samolot i wali z impetem w balkon z grubych, żelaznych kątowników. Operator kamery stoi obok. Jest w szoku. Podchodzi do Rafała i znika gdzieś, nie udzielając mu pomocy.
Marta: - Pamiętam tylko, że krzyknął: "Uwaga, lecę!!!". To "lecę" przedłużył, kiedy już frunął. I usłyszałam huk. Zobaczyłam powyginane barierki, Rafał leżał na zdruzgotanym podeście. Pomyślałam w duchu: "Kurwa, co ty tam robisz, złaź!". Przez chwilę myślałam, że wszystko jest w porządku. Spojrzałam jednak jeszcze raz na barierkę i nie miałam wątpliwości. Modliłam się, żeby umarł bez cierpień. On by nie przeżył kalectwa.

Lekarze czekają na karawan
MagFly nie był przygotowany na taki bieg zdarzeń. Nie miał nawet apteczki, nie mówiąc o sprzęcie do ściągnięcia konającego Rafała z balkonu.
Ktoś zadzwonił na pogotowie, policję, straż pożarną. Pierwsza przyjechała straż - stary żuk bez drabiny. Chwilę później karetka - ale sanitariusze bali się wejść 40 metrów na balkon. Po godzinie nadjechał podnośnik. Rafał zmarł mimo reanimacji podjętej przez MagFlya.
- Nie wyczuwałem oddechu i tętna - wyjaśniał MagFly. - Robiłem masaż serca, sztuczne oddychanie. Z ust wypływała mu jakaś substancja. Przepisy naszego towarzystwa nie regulują kwestii pomocy medycznej. Sprzęt przez nas posiadany jest specjalistyczny i posiada atesty. Ja mam te atesty w domu. Dostarczę je do prokuratury.
Sprawdziłem - do dzisiaj nie dostarczył.
Marta: - Odprowadzili mnie do telewizyjnego samochodu. Z tego szoku zanikał mój oddech. Ktoś wsadził mi do buzi kilka mentosów. Karetka długo nie odjeżdżała, to był znak, że Rafał nie żyje. Znam zasady. Jak karetka nie odjeżdża, lekarze czekają na karawan.

16 warunków bezpieczeństwa
Spis obrażeń Rafała wykonany po sekcji zwłok zajmuje całą stronę. Najpoważniejsze to: połamany kręgosłup, połamane wszystkie żebra, podziurawione płuca, pęknięty lewy przedsionek serca, popękane nerki, pęknięty prawy płat wątroby, pęknięta śledziona, zdruzgotane obie kości udowe.
Policja zatrzymała MagFlya i jego ludzi. Ekipę z TVP spisali i puścili do domu.
Marta: - Przechodziłam obok MagFlya. Chciałam, żeby na mnie spojrzał. Goniłam wzrokiem jego oczy, ale on był sprytniejszy i uciekł.
Biegły sądowy z uprawnieniami Polskiego Związku Alpinistycznego (prosi o anonimowość, był bezpośrednio zaangażowany w wyjaśnienie śmierci Rafała): - Winny jest organizator, czyli Tomasz Z. Po pierwsze, prowadził działalność usługową bez wymaganej rejestracji. Po drugie, nie posiada żadnych uprawnień do organizowania tego typu rozrywki. Po trzecie, naruszył warunki bezpieczeństwa, i to aż w 16 punktach. Wymienię kilka najpoważniejszych:

• dopuścił do skoku z wysokości osoby nieprzeszkolone;

• nie powiadomił ich o zagrożeniu;

• nie udzielił instruktażu;

• pozwolił wchodzić na 120-metrowy komin bez asekuracji;

• nie udzielił pierwszej pomocy w fachowy sposób, bo nie miał żadnego sprzętu ani przeszkolenia medycznego;

• nie zapewnił warunków do ewakuacji;

• używał nieatestowanego sprzętu - do przesuwania liny niosącej człowieka służył wyspawany w stodole bloczek.

Mało tego, utrudniał śledztwo - mnóstwo sprzętu po prostu wziął z miejsca zdarzenia i gdzieś wywiózł, zamiast oddać policji.

- Dlaczego ci, którzy skakali przed Rafałem, przeżyli? - pytam.

- Tomasz Z. nie ważył uczestników, długość lin dobierał na oko. Ci szczęśliwcy ważyli mniej od Rafała.

MagFly: - Mógł się mocniej wybić. Wtedy być może nawet ten podmuch wiatru by go nie załatwił.

MagFly znów skacze
Prokuratura w Radomiu postawiła MagFlyowi zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci. Tomasz Z. przyznał się do winy i sam poprosił o wymierzenie kary - 1,5 roku więzienia w zawieszeniu oraz "zakaz prowadzenia działalności statutowej stowarzyszenia Sky Team przez pięć lat".
Niecałe dwa miesiące temu, 15 listopada, sąd w Szydłowcu skazał go dokładnie na taki wyrok, ale matka Rafała złożyła apelację, która czeka na rozpatrzenie.
Zaraz po wypadku MagFly wycofał się z branży, zlikwidował stronę w internecie. Kilka tygodni temu wrócił i znów ogłasza się w sieci.
- Dopóki nie uprawomocni się wyrok przeciwko Tomaszowi Z., a to może potrwać nawet pięć lat, oskarżony może legalnie prowadzić swoją działalność - mówi Jarosław Zajkowski, zastępca prokuratora rejonowego w Radomiu.
Tomasz Z. stronę umieścił na Zakopiańskim Portalu Internetowym, szuka chętnych do pracy na wysokościach i przedstawia swoją ofertę: „Na tej stronie postaram się przedstawić możliwości naszej firmy, są to różnego rodzaju efekty związane z wysokościami. Na niektórych zdjęciach zamieszczonych na tej stronie widać punkty podwieszenia, zmieniając typ lin można zmniejszyć postrzegalność tychże punktów praktycznie do zera. Zjazdy to podstawowa umiejętność, pozwala na przemieszczenie osoby w dół. Możemy wyróżnić parę rodzajów zjazdów z podpięciem z przodu, dające możliwość zjazdu nogami w dół jak również głową w dół »styl komando «. Podpięcie zaś za plecy daje możliwość zjazdu »styl pająka «. By urozmaicić i podnieść adrenalinę widzów, można ubrać np. kostium Batmana czy dodać efekty pirotechniczne, jedynym ograniczeniem jest praktycznie wyobraźnia”.
Dzwonię do Tomasza Z. na komórkę i przedstawiam się jako właściciel agencji PR.
- Chcę zamówić skok z komina.
- Bardzo proszę.
Szczegóły wysyłam mailem: "Zajmuję się organizacją imprez, od pikników integracyjnych, świąt okolicznościowych, po rocznice, Gwiazdki itp. O istnieniu pańskiej firmy dowiedziałem się ze strony internetowej i w związku z tym proszę o przesłanie szczegółowych informacji o Sky Team. Proszę powiedzieć, od ilu lat działa pan na rynku, wymienić kilka ważniejszych projektów, w których pan uczestniczył, opisać, jakie konkretnie usługi wykonuje pańska firma, itd. Czy podjąłby się pan profesjonalnej obsługi dwóch festynów? Chodzi o pokazy skoków na linie z wysokości - w grę wchodzi most-akwedukt, 80-metrowy komin fabryczny, ewentualnie wysięgnik samochodowy ok. 45 metrów, z możliwością dopuszczenia do skoków nie tylko profesjonalistów, ale również amatorów".
Tego samego dnia wieczorem przychodzi odpowiedź: "Na rynku działamy od 4 lat. Imprezy, które obsługiwaliśmy, to otwarcie mostu Siekierkowskiego w Warszawie (Dream Jumping, podwieszanie ludzi), Dream Jumping w reality show "Bar", teledysk Partycji Markowskiej, teledysk Numer Raz i wiele pomniejszych produkcji. Zajmujemy się wszystkim, co można wykonać przy pomocy lin. Jeden dzień pracy mojej ekipy kosztuje 6-10 tys. złotych. Przy skokach, w których mogą brać udział również amatorzy, pracować będzie firma z Krakowa".
Dzwonię do Tomasza Z. ponownie, ty razem nie ukrywając, że jestem reporterem.
- Niczego nie nauczyła pana śmierć Rafała?
- Nauczyła. Teraz jestem tylko pośrednikiem pewnej firmy z Krakowa.
- Niech pan poda nazwę.
- Nie mogę.

MagFly (ciąg dalszy wyjaśnień): - Kiedy Rafał już wszedł, powiedziałem mu, jak będzie wyglądał jego lot. Mówiłem, jak ma się zachować(...) Miał tak wyskoczyć, jakby zrobił duży krok.(...) Pokazałem mu, w jakim kierunku ma skakać, wspomniałem, żeby uważał na plecak. Potem przeszedł przez barierkę, ja go trzymałem od tyłu.(...)Uzgodniłem z Rafałem komendy, po jakich ma oddać skok. Ja miałem go popychać. Gdy podałem komendę do wyskoku, zrobił wykrok do przodu. Potem obserwowałem jego lot, wszystko było w porządku. Niestety, po minięciu środkowej barierki z góry wyglądało to tak, jakby zaczął niebezpiecznie zbliżać się do komina. Wyglądało to tak, jakby coś go tam pchało. Jestem pewien, że był to podmuch wiatru.

Po pierwsze, prowadził działalność usługową bez wymaganej rejestracji. Po drugie, nie posiada żadnych uprawnień do organizowania tego typu rozrywki. Po trzecie, naruszył warunki bezpieczeństwa, i to aż w 16 punktach.

ten koleś nie miał licencji, bo kto miał mu ja wydać? NFZ? GOPR? a może PZA -który nigdy nie słyszał o 'Dream Jumpingu'? (...) Fakty są takie ze nie istnieją "instruktorzy Dream Jumpingu". w tej dziedzinie nie ma profesjonalistów, tak jak na początku motoryzacji nie było instruktorów nauki jazdy. Skacząc wszyscy się uczą. i wszyscy popełniają błędy. Można zakazać skoków, można zakazać wspinania w Tatrach - albo dopuścić tylko
tych właściwych' którzy wydadzą 2k PLN na kurs taternicki. a może zamiast wydawać zezwolenia na każda okazje jak za ZSRR - wymagać ubezpieczenia? firmy ubezpieczeniowe zajmą się ocena stopnia ryzyka, i wypłacaniem ew. odszkodowań.

• dopuścił do skoku z wysokości osoby nieprzeszkolone;
• nie powiadomił ich o zagrożeniu;
• nie udzielił instruktażu;
• pozwolił wchodzić na 120-metrowy komin bez asekuracji;
• nie udzielił pierwszej pomocy w fachowy sposób, bo nie miał żadnego sprzętu ani przeszkolenia medycznego;
• nie zapewnił warunków do ewakuacji;
• używał nieatestowanego sprzętu - do przesuwania liny niosącej człowieka służył wyspawany w stodole bloczek.

MagFly (ciąg dalszy wyjaśnień): - Kiedy Rafał już wszedł, powiedziałem mu, jak będzie wyglądał jego lot.(...)Mówiłem, jak ma się zachować(...) Pokazałem mu, w jakim kierunku ma skakać, wspomniałem, żeby uważał na plecak(...)Uzgodniłem z Rafałem komendy, po jakich ma oddać skok.



Niby szczegół a trochę zmienia odbiór prawda? No ale w artykule tego zabrakło. Jaki dziennikarz -taki poziom artykułu. A jak wygląda rzetelność w tym przypadku chyba wszyscy widzą...

9. Końcówka artykułu ma tylko jedno zadanie - pokazać MagFly jako nieczułego skurwiela, który dla pieniędzy dalej naraża życie ludzkie, mimo, że już raz zabił i jest skrajnie nie profesjonalny. W sumie cały artykuł, jak już wspomniałem jest napisany w tym tonie. Mógłbym tu wiele napisać -o tym czemu ściągano pod komin negocjatorów policyjnych, kto ile lat się leczył i dlaczego, jak proces rujnuje życie, etc. Ale uważam, że nie mam prawa na publicznym forum wyciągać czyiś osobistych spraw. Autor artykuł specjalnie stara się wytworzyć taki jak opisywałem obraz, ale zapewniam że nie ma on nic wspólnego z rzeczywistością. No ale opluć w ogólnopolskiej gazecie bez prawa do repliki można. Taki poziom...

Reasumując:
Artykuł Pana Marcina Kowalskiego jest bardzo dobrym przykładem, nieobiektywnego, nierzetelnego, rynsztokowego dziennikarstwa. Autor manipuluje faktami i opiniami, usiłuje sterować uczuciami czytelnika i pomija fakt niewygodne dla jego wizji sprawy. Artykuł napisany jest wybitnie tendencyjnie na poziomie pasującym do FAKT, albo SuperEkspres lub najlepszej komunistycznej propagandy.
Lista chwytów erystycznych-tyleż prostych, co żałosnych powoduje moje głębokie obrzydzenie wobec konstrukcji tego, przepraszam za wyrażenie "artykułu". Pomijam oczywiste kłamstwa i manipulację -są to nie mniej ohydne rzeczy. Zostawiam w tym miejscu wątpliwą jakość tego "dzieła" (BTW: jaki twórca, takie dzieło), i dodam kilka ważnych uwag:
1. MagFly nie jest moim/naszym kolegą. Raz przelotem poznaliśmy się gdzieś pod ziemią, zamieniliśmy z dwa zdania i tyle. O sprawie dowiedziałem się dopiero po tym, w większości od bardzo pewnych osób co do których uczciwości nie mam najmniejszych obiekcji.To co umieściłem napisałem nie w celu obrony MagFly, ale dlatego, że denerwuję mnie nierzetelne, bezczelne w swym zakłamaniu, pseudo dziennikarstwo. Dlatego napisałem równie mocno emocjonalny artykuł polemiczny -mam nadzieję, że obiektywny od strony "linowej". Niemniej zaznaczam, że nie siliłem się na neutralność. Ja nie traktuje czytelników jak bezmózgie Yetii, które nie potrafi oceniać faktów, analiz, opinii i trzeba sterować jego emocjami. Napisałem tak jak napisałem, a Wy sami ocenicie obie strony medalu
2. Wina organizatora nie ulega dyskusji - miejsce skoku było źle pomyślane - w normalnych warunkach skoku nic nie mogło się stać. Natomiast jakiekolwiek eventy dla osób 3 zawsze należy organizować pod kątem możliwie najgorszych warunków. I tutaj silny podmuch wiatru, brak wyskoku, cięższy niż normalnie skoczek z plecakiem, oraz brak trampoliny zaowocowały tragicznym wypadkiem. I tu jest wina organizatora -nie przewidział tego.
3. Co do profesjonalizmu linowego nie mam obiekcji, biegły PZA stwierdził że układ był rozwieszony zgodnie ze sztuką, sprzęt (poza bloczkiem) miał wszystkie atesty etc. Układ był sprawny i niezawodny. Zawinił dobór miejsca do skoku a nie układ/sprzęt.
4. Czepianie się braku licencji MagFly na coś co sam MagFly wymyślił jest śmieszne. Tak samo żądanie zabezpieczenia na poziomie PSP ze 100m drabiną i grupy TOPR z gotową tyrolką ratunkową. Resztę opisałem.
5. Niestety, ale wszyscy uprawiający sporty ekstremalne -a Dream Jump takim jest, muszą sobie zdawać sprawę z ryzyka. Uprawianie BASE JUMP na linach, w innych miejscach niż specjalnie przystosowane do tego obiekty, wiąże się z ryzykiem śmierci dla skoczka i odpowiedzialności prawno -moralnej dla organizatorów. Inne rozumienie miary ryzyka jest nieporozumieniem.

Rossomak
A teraz trochę węglowodanowych pomysłóm na II fazę

kluski z płatków owsianych z owocami

30 dag płatków owsianych (2 pełne szklanki)
2 kwaśne jabłka
3 białka
5dag suszonych owocow np.. moreli
2-3 łyżki maki pp, skorka i sok z cytryny, cynamon, mielone goxdziki, sól

Płatki owsiane wsypać do garnka, zalać 0,5l wrzącej wody, i zostawić aż platki wchłoną wodę i spęcznieją. i wystygną. Umyte jabłka zetrzeć na tarce o grubych oczkach, skropić sokiem z cytryny. morele oplukać, osuszyć. Do płatków dodać jabłka, morele, jajka i przesianą mąke. doprawić do smaku skorką otartą c cytryny oraz szczyptą zmielonego cynamonu i goxdzików. Dokladnie wymieszać masę łyżką. Uformować owalne kluski wielkości orzecha włoskiego. wkladać partiami do lekko osolonego wrzątku. Gotować 3-4 minuty. wyjąć łyżką cedzakową i dokladnie osączyć. Podawać z dodatkiem owoców lub z owocowym jogurtem

Oszukane "calzone"
ciasto:
100g maki pp
10 dag drozdzy
odrobina mleka i fruktozy na zaczyn
1/3 szkl.maslanki
3/4 lyzeczki soli

Robimy ciasto-dziurka w mace, kruszymy w nia drozdze, posypujemy fruktoza, zalewamy mlekiem, niech popracuja z 10 min. Dolewamy maslanki z sola (to tak na oko, zeby sie nieklejace ciasto zrobilo) i odkladamy na min.20 min. w cieple miejsce.

farsz:
80g soczewicy
cebula
ugotowana kiszona kapusta-ile kto lubi
seler uprazony na patelni-ile kto lubi

z tych oto ambitnych skaldnikow robimy farsz:gotujemy soczewice, kapuste, mieszamy razem, dodajemy zeszklony seler i cebule.
Przyprawiamy - zabek czosnku, lyzeczke czosnku granulowanego, sol, pieprz normalny i ziolowy, ziola prowansalskie (nie za duzo), dosc duzo majeranku. Ma byc pikantne!

Gdy ciasto wyrosnie lekko je wyrabiamy, dzielimy na pol. Walkujemy z niego 2 "placki"
na srodek nakladamy farsz, skladamy na pol i sklejamy brzegi (mocno). Powstaja nam dwa sliczne pierogi, ktore wkladay do nagrzanego do 180 st.piekarnika na 20 min.

Ja osobiscie myślę,ze z pieczarkami, papryką i odtłuszczonym serem też będzie OK

Minipizze
2-3 białka,
szklanka mleka 0,5%,
szczypta proszku do pieczenia,
mąka pp,
sól,
przyprawy (oregano, bazylia, majeranek, papryka słodka, chili, curry lub co kto lubi),
ew. oliwa do smażenia.

Białka roztrzepać z mlekiem, dodać proszku do pieczenia, przyprawy,posolić. Mieszając wsypywać mąkę, aż otrzymamy ciasto nieco bardziej gęste niż na naleśniki. Smażyć nieduże placki (ja smażę na suchej patelni, można na posmarowanej oliwą). Podawać: posmarowane czosnkiem, z ketchupem, z duszonymi grzybami, z duszoną papryką, z pomidorami, z tuńczykiem wsw, z serkiem smakowym, w sosie jogurtowo-czosnkowym, z maślanką, kefirem, mlekiem, czy jak kto lubi .
Wersja dla leniwych - pokrojone dodatki typu pieczarki, papryka, ser dodajemy do ciasta i smażymy razem
Smakują na ciepło i na zimno.

Gofry lub bliny razowe
2 szklanki maki pp
1/2 szklanki mleka 0%
3/4 szklanki wody gazowanej
2 czubate łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
słodzik lub frukoza (mozna pominąć)
2 białka ubite na sztywną pianę

Mąkę zmiksować z mlekiem, woda, proszkiem, osobno ubic białka i wymieszac z ciastem.
Piec gofry lub na patelni teflonowej na minimalnej ilosci oleju smazyc bliny (lać ciasto na około 1,2 cm).

W wersji słodkiej podwać z dżemem nieskosłodzonym , joguretm, musami owocowymi.

Na słono z warzywami lub np. tzatzyki (jogurt 0%,serek homo 0%, starty i odcisniety ogórek, czosnek, sól, pieprz).

PLACUSZKI TWAROGOWE
100g sera białego chudego
białko jaja
mleko-3 łyzki
maka-3 łyzki
łyzeczka fruktozy
ew.aromat

wszysko wymieszac i smazyc na teflonie(ew wysmarowanym oliwa)

Pizza SB
Ciasto:
200 g. maki pp
10 g. drozdzy swiezych lub lyzeczka suchych
1/2 szkl. cieplej wody
sol, troche fruktozy (dla drozdzy)

Farsz:
mala puszka koncentratu pomidorowego
1/2 kostki bialego sera 0%
pieczarki
oliwki
kapary
czosnek
oregano, tymianek
sol, pieprz

Wyrobic ciasto (najlepiej w malakserze)
Koncentrat przelozyc do rondelka, wlac troche wody, wsypac oregano i tymianek, posolic, popieprzyc, zagotowac az powstanie gesty sos.
Ciasto rozwalkowal, ulozyc w formie do pizzy, polac sosem pomidorowym.
Na wierzch pokruszyc twarog, dodac posiekany czosnek, oliwki, kapary i pieczarki, posolic i wstawic do piekarnika nagrzanego do 260 stopni C.
Piec ok. 10 minut

Ryz z jablkami troche inaczej
slodkie danie nieslychanie dla duzych i malych lasuchow

opakowanie dzikiego ryzu
6 jablek winnych i slodkich
cynamon
4 bialka
fruktoza

Ryz gotujemy i dodajemy do uduszonych z cynamonem jablek ( jablka obrane i pokrojone w cwiartki) delkatnie mieszamy i wykladamy do tortownicy
ubijamy piane z 4 bialek , pod koniec dodajemy fruktoze ile kto lubi
Piane kladziemy na jablka
Calosc zapiekamy w piekarniku w 180 st az piana bedzie zlocista

Ryz z jabłkami
gotujemy brazowy ryz, tyle zeby wystarczylo na wysypanie blachy (ok 4 woreczki na duza blache)
osobno potarte jabkla w ilosci duzej gotujemy w garnku razem z cynamonem(mozna dodac fruktoze)
na blache wykladamy wczesniej ugotowany ryz ktory polewamy jogurtem takim do 1.5% tł. posypujemy cynamonem oraz jesli ktos woli slodsze fruktoza, na to wykladamy jablka gruba warstwa, na gore dajemy cienka warstwe jogutru i do piekarnika az sie zapiecze

mozna jesc na zimno lub na cieplo jak kto woli

Racuchy drożdżowe z owocami (lub bez!)
Przepis na „oko"

Składniki:
około 1/3 - pół szklanki chudego mleka
mąka pp
10 - 20 gram drożdży
1- 2 białek
szczypta soli
trochę fruktozy
owoce dowolne

Sposób przygotowania:
Drożdże rozpuścić w letnim mleku, dodać fruktozę (ok. łyżeczki ) i mąkę.
Całość powinna mieć konsystencję kwaśnej śmietany. Zostawić ciasto
w ciepłym miejscu do wyrośnięcia (ok 15 minut).
Na koniec dodać ubitą pianę i pokrojone owoce (np 1 jabłko wystarczy) i sól.
Patelnie teflonowę wysmarować cieńko olejem ( pędzelkiem lub serwetką namoczoną
w oleju, u mnie obyło się bez).
Nakładać łyżką (nie powinny się rozlewać!) na patelnię i smażyć powoli na średnim ogniu.

RATATUJA Z TUŃCZYKIEM
Składniki:
pół niedużego kalafiora,
pół kg pomidorów,
kawałek pora jasnej części,
papryka czerwona,
papryka żółta,
2 puszki tuńczyka w sosie własnym
przyprawy;

Sposób przygotowania:
Do dużego płaskiego garnka wkładamy pokrojone na ćwiartki pomidory, por na plasterki, kalafior podzielony na rózyczki, papryki pokrojone na paseczki. Całość podlewamy woda i gotujemy/dusimy aż zmiękną warzywka. Wrzucamy tuńczyka i mieszamy.Przyprawiamy (solą, pieprzem, papryką). Jemy na ciepło. Na 4 porcje.

Pierogi z jagodami
250 g maki pszennej 2000, razowej
3 bialka
woda
300 g jagod

- make zarobic z bialkami i woda na ciasto pierogowe
- rozwałkować jak się da najcieniej
- wykrawac szklanka
- nakładać na krazki jagody, smarując pol krazka woda i zlepiac brzegi
- gotowac ok. 2,5 - 3 min od wypłynięcia

Można polac jogurtem 0%, ja użyłam jogurtu jagodowego 0%
Z podanych proporcji wychodzi ok. 30 szt. pierożków.

Większość przepisów ściągnięta z Motignaca
Całuski
Grażyna
"Pięciostawiańska powódź" - Liliana Kołłątaj*
Włóczęgi tatrzańskie

Połowa lipca 1985 roku. Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów. Trzy dni temu przyjechaliśmy do Zakopanego. Powłóczyliśmy się trochę po mieście. Potem przez Psią Trawkę - dla odmiany, bo zawsze przez Łysą - ucięliśmy sobie kondycyjny spacerek do Roztoki. Stamtąd wczoraj rano do Pięciu, bez pośpiechu, bo pogoda przepiękna, a czasu pod dostatkiem. Skutek tego leniwego wleczenia się z ciężkimi jak diabli worami dał się niestety przykro odczuć na podejściu pod Siklawą. Wybraliśmy dłuższą drogę, niby to żeby popatrzeć z bliska na wodospad. Tak naprawdę bardziej jednak chodziło o łatwiejsze, mniej strome podejście z plecakami pełnymi zaopatrzenia, ale oczywiście nikt by się do tego nie przyznał. Do Siklawy dotarliśmy w największy skwar, pot lał się ciurkiem po plecach, przed oczami migotały na zmianę czerwone i żółte robaczki świętojańskie. Głód doskwierał porządnie, ale na suche kanapki jakoś nie przychodziła ochota. Woda w bidonach skończyła się z godzinę temu, a Siklawa jak na złość tak wyschła, że nie sposób było się do niej dostać.

Z zaschniętymi gardłami, z burczącymi z głodu żołądkami, dowlekliśmy się wreszcie do schroniska i padliśmy jak nieżywi na kamiennym tarasie przed wejściem. Traf chciał, że na to wszystko wyszedł Jano. Popatrzył na nas z politowaniem, pokiwał głową i powiedział:

- Nie ruszajcie się stąd. Zaraz przyjdę.

Nawet, gdyby tego nie powiedział i tak w tej chwili żadna siła nie podniosłaby nas z tarasu. Jano wrócił po jakichś dziesięciu minutach, niosąc w dłoniach dwa wielkie kubasy.

- Naści, sieroty boże. Pijcie na zdrowie!

Nie znając zawartości kubków, przypuszczając, że to zwykła woda lub zimna herbata, łyknęliśmy po niezłym hauście, nie zwracając z początku uwagi na unoszący się sponad nich znajomy zapach. Prąd przebiegł mnie od stóp do głów. A niech to! Góralska herbatka! Klasyczna miała skład następujący: jedna trzecia mocnej, gorącej herbaty, jedna trzecia soku malinowego (oczywiście z tatrzańskich malin, a jakże, bo najlepszy) i jedna trzecia spirytusu, względnie czystej, gdy nic mocniejszego nie było pod ręką. Jano zaaplikował nam ją w złagodzonej formie, bo w postaci ściśle zgodnej z recepturą chyba by nas dobiła. Był to eksperyment nieco ryzykowny, gdyż reakcje organizmu na alkohol w górach, po zmęczeniu oraz zmianie wysokości i ciśnienia, mogą być katastrofalne. Nas jednak jakoś owa "góralska herbatka" nie wykończyła, a wręcz odwrotnie - w ciągu kilku minut postawiła na nogi.

Być może efekt działania procentów został osłabiony przez wcześniejszy podkład z Zakopanego i przedwczorajszy wieczorny trening w Roztoce. Tu i tam roiło się bowiem od znajomków, a spotkania z nimi jakoś nijak nie mogły obyć się bez flaszki. Nie dawało się od takiej libacji w żaden sposób wymówić, bo byłaby to obraza majestatu, gniew na całe życie i natychmiastowe zerwanie przyjaźni. W dodatku nie szło też opuścić żadnej kolejki, a piło się po góralsku - z jednego kieliszka, który obiegał stół z rąk do rąk i to w ściśle określonym tempie. Gdy tylko ktoś przytrzymywał zbyt długo, po chwili słyszał:

- Nie blokuj szkła, bo trunek się grzeje!

Zupełnie wbrew zdrowemu rozsądkowi i wszelkim przykazaniom medycznym, turystycznym i taternickim odnoszącym się do gór, nastała też moda popijania wieczorem w schroniskach. Nie żeby się zaraz upijać. Chodziło raczej o pozę i luzacki styl. Piło się oczywiście ukradkiem, bo oficjalnie niezbyt to było zgodne z regulaminem schroniska i nie bardzo wypadało z flaszką włazić w oczy kierownictwu. Ale rzecz jasna, taki zakazany owoc pociągał i smakował jeszcze bardziej, przyprawiony szczyptą konspiracji i satysfakcji z łamania przepisów. W obiektach wysokogórskich nie prowadzono wówczas wyszynku alkoholu, zgodnie z obowiązującymi regułami w tej dziedzinie. Zdarzało się wprawdzie tu i ówdzie czasami piwo, zależnie od aktualnych rozporządzeń Zarządu PTTK i Dyrekcji TPN. I na tym kończyło się maksimum możliwości oficjalnych w tej dziedzinie. Amatorzy bardziej ognistych procentów flaszeczki z mocniejszymi trunkami przynosili więc ze sobą, pilnując przez całą drogę, by jakowa krzywda im się nie stała, pieczołowicie opatulone w ręczniki lub swetry wewnątrz plecaka.

Oczywiście nie brakowało na ten temat opowieści i anegdot. Ot, na przykład. Szedł raz Paweł zimą z Zakopanego do Pięciu Stawów przez Zawrat. Na przełęczy ujrzawszy idealne warunki śniegowe i skalne, postanowił "złoić" kawałek Świnicy. Pomysł nie był najmądrzejszy, jako że szedł sam i bez asekuracji - ale wytłumacz to młodemu zakopiańskiemu taternikowi, którego energia rozpierała i który uważał się za znawcę Tatr. Wlazł w ścianę ... i po paru metrach - poleciał. Upadek nie był groźny, a farciarz wylądował w miękkim śniegu. Spadając, zahaczył jednak horolezką o skały. Wygrzebawszy się ze śniegu, nie tyle zadbał o sprawdzenie całości swojej osoby, co o ... zawartość plecaka. Zaniepokojony, rozwiązał go nerwowo i grzebiąc wewnątrz wymacał szybko obły, podłużny kształt - powód owego zaniepokojenia. - Jest, cała! Nie potłukła się!

Później długo jeszcze opowiadano po schroniskach, jak to Paweł podczas samotnej wspinaczki na Świnicy, odpadł ze ściany, poleciał sto metrów albo i więcej, rękę złamał, portki podarł, ale flaszki nie potłukł!

Następnego dnia po przybyciu do Pięciu Stawów dzień wstał ponury i wietrzny. Wczorajszy upał najwyraźniej tak zmęczył przyrodę, że postanowiła odpocząć i zażyć ochłody. Chmury nadciągały nie wiadomo skąd, stawały się coraz cięższe, gęstsze i ciemniejsze, schodziły coraz niżej i niżej. Nie wróżyło to niczego dobrego.

Gdy skończyliśmy śniadanie, grań Liptowskich Murów i Gładkiego spowita była już w kłęby chmur, Kozi Wierch tonął w nich do połowy, Szpiglasowa i Miedziane gasły w nadciągającym cieniu. Stawy poczerniały i zaczęły się marszczyć od wiatru. Około dziewiątej spadły pierwsze krople deszczu. Przez godzinę mżył kapuśniaczek, ale nikt nie miał wątpliwości, że to dopiero przygrywka do dalszej części utworu. Właściwy koncert zaczął się w południe i trwał cztery dni. Oczywiście nikt wówczas nie przewidywał takiego kataklizmu, jaki miał nadejść. Trzydniówka w lipcu nie była niczym szczególnym, tym bardziej, że trzeciego dnia niebo zwykle przecierało się i można było gdzieś wyjść, ubrawszy się odpowiednio. Dwa dni deszczu i gnicia w schronisku mieliśmy zagwarantowane i każdy się już z tym w myślach godził. Ale czterech straconych dni nikt nie brał pod uwagę nawet w najczarniejszych i najbardziej pesymistycznych rozważaniach.

Z gwałtownością właściwą ulewom tatrzańskim, deszcz nie padał, ale lał się z nieba. Przedni Staw zniknął z oczu, nie mówiąc o reszcie górskiej panoramy. Za oknami strugi wody tworzyły jednolitą, ciemnoszarą zasłonę. Po pewnym czasie czuliśmy się jak pasażerowie statku na wzburzonym morzu. Wokół tylko woda, woda i woda...

- Jeszcze trochę, a dostanę choroby morskiej!

- Faktycznie, dopust boży. Czegoś takiego dawno tu nie było. Ciekawe czy w całych Tatrach tak leje, czy tylko tu?

- Pewnie w całych Tatrach, a może i w całej Polsce - to typowe załamanie pogody w połowie lipca. Ale pewnie gdzie indziej po prostu pada deszcz, a tutaj to istne oberwanie chmury.

Drugi dzień ulewy. Nuda zaczyna doskwierać. Ile można spać i przeglądać przewodniki. Mam wprawdzie jakąś rezerwową książkę, wrzuconą do plecaka na wszelki wypadek, ale przy takim oświetleniu nie da się czytać. Jedna herbatka, druga, trzecia. Pyszna, zaprawiona sokiem malinowym (tym razem tylko sokiem). Mamy własną, można by nie kupować, ale trzeba pójść na piętro do pokoju, wydobyć plecak, wyciągnąć maszynkę, przynieść ją na dół, rozstawić, rozpalić, zagotować wodę stojąc kwadrans w zimnej kuchni turystycznej. Za dużo zachodu. Wyciągam portfel z kieszeni. No, jeszcze i na pierogi wystarczy. Dziś nic mnie nie skłoni, by wziąć się za pichcenie. Jutro będziemy wszyscy tłoczyć się nad kamiennym stołem przy juwlach, "breżniewkach", butlach gazowych i innych wynalazkach służących do gotowania, tworząc najwymyślniejsze potrawy z posiadanych zapasów. Wszystko po to, by zająć się czymkolwiek i nie oszaleć od gapienia się w okno, za którym nieprzerwanie beznadziejnie leją się strugi wody. Ale to dopiero jutro. Dziś całe towarzystwo ogarnęło rozleniwienie. Nawet przygotowanie herbaty wydaje się być czynnością zbyt złożoną.

Zerkam na wielki, aluminiowy czajnik, stojący w jadalni na stoliku, przy okienku kuchennym. To "wrzątek turystyczny", obowiązkowy w każdym szanującym się górskim schronisku. Znając jednak tutejsze realia, nie mam do niego zaufania. Czajnik stoi tam już bowiem chyba ze dwie godziny i jego zawartość dawno już przestała być nawet przysłowiowym "góralskim wrzątkiem". Góralski wrzątek - jak powszechnie w Tatrach wiadomo - ma temperaturę około 70°C, a każdy w schronisku potwierdzi, że tak ma być i wszystko jest w najlepszym porządku. Dyskutującym z tym niepodważalnym faktem niedowiarkom i górskim żółtodziobom tłumaczy się z całą powagą, że przy tej wysokości (ponad 1500 m n.p.m.) decydujące znaczenie ma ciśnienie atmosferyczne niższe niż w dolinie, co powoduje, że woda wrze w temperaturze 70 stopni i ma taką samą moc termiczną jak 100 stopni Celsjusza w Zakopanem (co prawda ziarenko prawdy w tym tkwi, tylko proporcje mocno przesadzone - dałoby się to zastosować do Himalajów, no - nawet do Alp, w Tatrach ta różnica ciśnienia jest zbyt mała).

Szczególnie wymownie i przekonująco wszystkie wątpliwe kwestie potrafiła wyjaśnić Kruszyna. Kruszyna była zresztą ogólnie bardzo przekonywująca, już samym swym wyglądem stanowiła nieodparty argument. Potężna, wysoka góralka, o muskularnych ramionach i charakterystycznym, niskim, rzec można lekko chropowatym, głosie, obdarzona została swym przydomkiem na zasadzie zupełnego kontrastu z jej sylwetką i sposobem bycia. Siedząc w kanciapie Jana nieraz słyszeliśmy pokrzykiwania Kruszyny, rozstawiającej po kątach co bardziej niezdyscyplinowanych turystów. Magazyn z kocami i pościelą znajdował się dokładnie na wprost Janowego "azylu", więc często dochodziły tam odgłosy scysji na temat stanu czystości, całości i zużycia oferowanych materii. Stan ten zresztą rasowego turysty specjalnie nie dziwił, gdyż nie odbiegał od schroniskowego standardu w całej Polsce. Szanujący się górołaz przybywał w Tatry z własnym śpiworem i nie robił z tego problemu. Natomiast jednodniowi, "niedzielni turyści", których zwykle złe wyliczenie czasu zmuszało do zanocowania w Pięciu Stawach, oczekiwali nieraz świadczeń hotelowych i mieli pretensje dosłownie o wszystko. Kruszyna tłumaczyła z początku cierpliwie. Z minuty na minutę jednak jej głos podnosił się, nabierał mocy i nabrzmiewał powstrzymywaną pasją. Wtedy Jano uchylał drzwi swojej izby i wołał:

- Kruszyna, nie tłumacz, zabij!

Dzisiaj jednak pogoda zdominowała nastrój w schronisku. Wszyscy snuli się smętnie i nawet wojownicza Kruszyna nie przejawiała zwykłej zadziorności. Czas do kolacji zszedł na pogawędkach, przeglądaniu map i przewodników, naprawach sprzętu i odzieży i tęsknym wyglądaniu przez okno z nadzieją na minimalne chociaż rozpogodzenie. Jutro będzie już trzeci dzień tej ulewy, powinno przecież wreszcie zacząć się przejaśniać. Niestety, pogoda miała na ten temat krańcowo odmienny pogląd i szare strugi deszczu bezustannie spływały po szybach.

Trzeci dzień leje nieprzerwanie. Nic nie zapowiada jakiejkolwiek poprawy. Wśród rezydentów narasta zły nastrój i panika. A jeżeli będzie tak przez tydzień albo dłużej, w lipcu przecież różnie bywa. Trzeba coś robić, zastanowić się, może da się mimo wszystko gdzieś pójść, coś zaliczyć mimo tej pogody. Kończą się pieniądze, jeszcze kilka dni i trzeba będzie wracać, a cały wyjazd zmarnowany na siedzenie w schronisku. Bezczynność męczy. Nadmiar skumulowanej energii rozpiera. Zaczyna się kombinowane - w zasadzie zimą opady śniegu nie stanowią aż tak wielkiej przeszkody. Chodzi się przecież wtedy i to jeszcze podkreśla walory i atrakcyjność trasy. Mówi się potem - pierwsze przejście zimowe tego czy owego. To czemu by nie potraktować w ten sam sposób tej ulewy. Kto powiedział, że chodzi się tylko po suchej skale? No, to trzeba trochę potrenować. Od tego siedzenia w bezruchu mięśnie zardzewiały. Kilka skłonów, rozciągań, szpagatów. W porządku, ale to wszystko mało. Gdzie by tu się ździebko powspinać? W schronisku ściany gładkie jak pupcia niemowlęcia. Jest! Słupek na tarasie, podtrzymujący dach, zbudowany z kamieni i kawałków skał. Niewiele tego, ledwie może trzy metry wysokości, ale zawsze coś. No tak , ale słupek jeden, a chętnych wielu, trzeba by się ustawić w kolejce. Wiatr zacina deszczem, smaga nieprzyjemnie zimnymi podmuchami. Wracamy do środka.

- To może pogramy w karty?

- Nie znoszę kart, ale nie mam już pomysłu na nudę.

- Chodźmy do "dziesiątki". Mam karty w plecaku.

Wchodzimy na piętro, do słynnej wieloosobowej "dziesiątki". Już od drzwi słychać ożywioną dyskusję. Radek z dwoma kolegami stoją przy ścianie z kuchennym kominem i z zaciekawieniem wpatrują się z kawałek pętelki zwisającej z kratki wywietrznika, jakieś dwa metry ponad podłogą.

- Kto i po jaką cholerę to tam uczepił?

- A przede wszystkim jak? Pewnie z krzesła...

- E..., chyba z drabiny, krzesło za niskie.

- Swoją drogą, całkiem niezła pętelka, szkoda, że się tak marnuje. Warto by ją zdjąć - konstatuje Radek.

- Ale jak? Nawet z krzesła nie dosięgniesz. A jeszcze trzeba rozwiązać, bo ktoś mądry zawiązał na supeł.

- Już ja coś wymyślę! - stwierdza z przekonaniem Radek - Już wiem: podskoczę, złapię ją jedną ręką, podejdę na tarcie po ścianie do kratki, przytrzymam się prętów i rozwiążę supeł, a jak już ją będą miał w ręku - po prostu zeskoczę.

- Daj sobie spokój. Nie dasz rady.

- Zobaczycie, że ją zdejmę!

Jedna próba, druga, trzecia. Pętelka jest tuż, tuż, palce Radka muskają linę. Wreszcie - jest! Złapał lewą ręką. Oparł but o ścianę. Jeden krok w górę, dostawia lewą nogę, przestawia prawą, wygięty w łuk do tyłu, wisi już ponad metr nad podłogą, całym ciężarem na lince oplecionej wokół dłoni. Wyciąga prawą rękę, by rozsupłać węzeł. I nagle... Huk, tumany kurzu, gruz sypie się ze ściany. Radek z niekontrolowanym impetem odpada od ściany, z lewą ręką w górze, w ręku pętelka, a przy niej kratka wyrwana z muru. Nieszczęśliwie jednak chłopak nie leci prosto w dół, ale na skutek uprzedniego wygięcia opada po skosie i trafia z rozpędem plecami wprost na półki otwartej szafy naprzeciw ściany, którą zdobywał. W pierwszym odruchu parskamy śmiechem, gdyż widok jest niecodzienny. Ale poważniejemy natychmiast, widząc Radka leżącego nieruchomo na podłodze. Lubiliśmy wszyscy sympatycznego chłopaka, więc jego bezruch zaniepokoił nas mocno.

- Radek, żyjesz? Czy coś ci się stało? Gruchnąłeś z całą siłą o te cholerne półki. Że też ta pieprzona szafa musiała być akurat teraz otwarta.

- Żyję, ale czuję, że zdrowo się potłukłem.

Ułożyliśmy Radka na materacu na podłodze, starając się jak najmniej poruszać jego kręgosłupem. Sytuacja z komicznej stała się w jednej chwili niemal tragiczna. Do najbliższego szpitala - kilkadziesiąt kilometrów, chłopak nie może się ruszać, helikopter GOPR-u w taką ulewę nie przyleci, a o jakimkolwiek innym transporcie nie ma mowy. Co za cholerny niefart!

Czwarty dzień ulewy. Kompletna apatia. Po wczorajszym wypadku Radka nikt nie ma ochoty na żarty. Zaglądamy do niego co jakiś czas, sprawdzając jak się czuje. Czekamy na najmniejsze choćby przejaśnienie, by mógł wylądować helikopter GOPR-u. Zakopane już powiadomione, zakazali chłopaka ruszać, bo może mieć uszkodzenia kręgosłupa. Transport drogą lądową - wykluczony. Też czekają na zmianę pogody. "Ważka" przyleci natychmiast, jak tylko choć trochę poprawi się widoczność.

Jano troskliwie opiekuje się Radkiem. Przynosi mu herbatę, podtyka szarlotkę. Nie szczędzi mu jednak kąśliwych uwag na temat lekkomyślności, wytykając chłopakowi młody wiek, brak doświadczenia, umiejętności wspinaczkowych i szczeniackie pomysły. Radek, mimo swego - istotnie młodego wieku (niecałe dwadzieścia lat) - zapowiada się jako taternik całkiem obiecująco i ma już za sobą kilka liczących się dróg. Kpiny Jana, przy całej sympatii, jaką rubasznego żartownisia wszyscy darzyliśmy, nadwerężały jednak mocno Radka ambicję, tym bardziej, że ów niefortunny wypadek nie przysparzał mu chwały. Toteż odcinał się jak mógł.

- Tak, oczywiście, Jano, masz rację, przy tobie to ja jestem kompletny żółtodziób. I choćbym nie wiem jak się starał i tak ci nigdy nie dorównam. Ty masz takie możliwości i predyspozycje, że i sprzęt nie jest ci potrzebny. Słyszałem, że nawet latarki nie musisz nocą używać.

- A pewnie, ja tu znam każdy kamień.

- Nie, nie, to nie to. To dlatego, że stare próchno świeci po ciemku.

- Patrzcie go, jaki mądrala. Ty się o mój wiek nie martw, ja jeszcze twoje wnuki przeżyję - zripostował natychmiast Jano.

Po południu deszcz jakby sfolgował. Po obowiązkowej poobiedniej szarlotce, wyżebranej zresztą z kuchni za frajer, postanowiliśmy przynajmniej wysunąć nosy przed schronisko. Wiatr znacznie przycichł, zrobiło się jakby cieplej. Deszcz siąpił jeszcze, widać było, że z każdą chwilą wyczerpuje swą energię. Wkrótce przestał padać całkiem. Chmury otulające do tej pory szczelnie szarym tumanem całą dolinę, zrzedły nieco i zaczęły się rozstępować. Pojawiły się pierwsze prześwity na niebie i nieśmiało wyłoniły zarysy gór. Nadzieja wstąpiła w zbolałe tatromańskie serca.

Zdecydowaliśmy się na "kondycyjny spacer" pod stoki Koziego Wierchu albo trochę dalej. Godzinka w jedną, godzinka z powrotem. Pogoda wyraźnie się poprawiała. Zanim się zebraliśmy, przyszła wiadomość z Zakopanego, że najdalej za godzinę przyleci helikopter po Radka. Asystujemy więc w transporcie kolegi do ważki. Teraz, gdy wiadomo już, że wszystko idzie ku dobremu i że za dwie godziny chłopak będzie miał porządną opiekę lekarską, nastrój zmienia się na bardziej optymistyczny. Ekspedycja odbywa się przy akompaniamencie żartów, śmiechów i dobrotliwego pokpiwania z niefortunnego taternika. Radek odcina się jak może, ale nie na wiele się to zdaje. Towarzystwo ustaliło jednogłośnie, że trzeba nadać nazwę nowej drodze i nowej trudności tatrzańskiej - KOMIN RADKA KAPELI stał się faktem.

Odstawiamy Radka na lądowisko. Helikopter już czeka. Pechowiec zostaje wniesiony do środka i po chwili odlatuje w stronę Zakopanego, a my udajemy się spacerkiem w głąb doliny, by po czterech dnia podziwiania morskiego krajobrazu, przypomnieć sobie jak wyglądają góry. Przewidywaliśmy najwyżej dwugodzinną przebieżkę, ale zeszło się nam jakoś tak nie wiedzieć kiedy aż do zmroku.

Słysząc potężny huk Siklawy, zeszliśmy do wodospadu, zobaczyć jak prezentuje się po tym czterodniowym potopie. Spodziewaliśmy się niezłego efektu, ale rzeczywistość przerosła nasze oczekiwania. Ciurkająca jeszcze kilka dni temu marnymi sznureczkami wody Siklawa zamieniła się w Niagarę. Staliśmy tam jak urzeczeni, chyba z godzinę, z rozdziawionymi z zachwytu i zdumienia gębami. Ogromna wodna kurtyna zalewała skalny próg, od brzegu do brzegu. Spotężniałe kaskady grzmiały wściekle, pieniły się z furią, roztrzaskiwały o dno wąwozu, zraszając dolinę gigantycznym prysznicem. W powietrzu, na dobre pół kilometra od wodospadu, unosiły się miliardy kropel, wyrzucone z wodnej armaty, podświetlone złoto-fioletowymi promieniami słońca wyłaniającego się spod chmur. Nigdy przedtem, ani potem nie było mi dane oglądać Siklawy w takiej scenerii.

Kiedy wróciliśmy do schroniska było już dobrze po zmierzchu. Upichciliśmy szybko coś do jedzenia i zasiedliśmy do konsumpcji, snując już ambitne plany na dzień jutrzejszy. Około 21.30 ciężkie, okute żelaznymi klamrami wrota schroniska zaskrzypiały, zajęczały i w drzwiach stanął Arek wprawiając nas wszystkich w kompletne osłupienie.

- A skąd żeś ty się tu wziął, u diaska ??!!!

- Trzeba było od razu jechać z wami. Siedziałem w Opolu i cały czas myślałem, że wy już tu, w Tatrach, a ja gnuśnieję w mieście. Przeprosiłem więc dziewczynę, że wyjeżdżam, wsiadłem w pociąg, no i jestem.

- Masz szczęście, że przyszedłeś dopiero dzisiaj. Ominęły cię cztery dni ulewy. Nie masz pojęcia, co się tu działo!

- A wy nie macie pojęcia, co się dzieje na podejściu. Dlatego jestem tak późno. Powódź w wielu miejscach uszkodziła szlak. Siklawa zwariowała. Mostki pozrywane, ale już je naprawiają. W Zakopanem dziś ledwie siąpiło, nie przypuszczałem, że to może aż tak wyglądać tutaj.

Przez następnych kilka dni sprawdzano szlaki i usuwano szkody, liczono straty, mierzono stan wód i obliczano ilość deszczu na centymetr kwadratowy. Po rozpatrzeniu się w całości sytuacji wszystkie tęgie głowy od statystyki, meteorologii i ochrony przyrody zgodnie orzekły, że była to najpotężniejsza ulewa w Tatrach od dwudziestu lat.

Większość szkód dało się naprawić szybko i bez śladu. Tylko szlak z Morskiego Oka do Doliny Pięciu Stawów przez Świstówkę ucierpiał mocno w paru miejscach i został na krótko zamknięty. To właśnie podczas tej powodzi nastąpił obryw sporego kawałka zbocza w pobliżu Głębokiego Żlebu. Ceperska ścieżka spłynęła wraz z drzewami i kosówką. W miejscu, przez które przechodziło się niegdyś niemal z zamkniętymi oczami, na jednym z najłatwiejszych szlaków tatrzańskich, trzeba było założyć klamry i łańcuchy - asekurację dla turystów. Do dziś tkwiące w zboczu żelastwo stanowi pamiątkę po tamtej powodzi. I mimo ubezpieczeń, zdarzyło się tam już kilka wypadków, gdyż szlak nadal ma opinię bardzo łatwego (jakim zresztą ogólnie jest), a wiele osób, korzystających ze starych przewodników, nie ma nawet pojęcia, że jest tam jedno nie całkiem przyjemne miejsce.

Warszawa, luty - kwiecień 2005.
Kiedy zastanawiam się nad moimi ulubionymi potrawami dzieciństwa, okazuje się, że wszystko to niemal było "na słodko". Potrawy szybkie i nieskomplikowane (matka) i pożywne (babcia). To kilka z nich, jakie przyszły mi do głowy.

Zupa truskawkowa

Składniki:

0,5 kg truskawek, śmietana bądź jogurt naturalny, mąka, makaron, goździki.
Sposób wykonania:

Do 2 litrów wody wrzucamy truskawki (może być cały kompot truskawkowy - zupa będzie lepsza) i 2,3 goździki. Gotujemy, dodajemy cukier do smaku. Na koniec zaprawiamy śmietaną z mąką. Wszystko chwilę gotujemy i podajemy z makaronem.

Racuchy

Składniki

0,5 kg mąki pszennej, 5 dkg drożdży, 2 jajka, szklanka cukru, odrobina cukru waniliowego, 200 ml mleka (można dodać trochę wody), szczypta soli, po wyrobieniu łyżka octu

Sposób wykonania

Składniki wymieszać ze sobą na jednolitą masę (nie może być za rzadka), dodać łyżkę octu, żeby racuchy nie nasiąkały tłuszczem podczas smażenia i zostawić do wyrośnięcia na ponad godzinę w ciepłym miejscu. Smażyć na rozgrzanym tłuszczu, a następnie układać na papierowych serwetkach. Mozna podawać z dżemem lub posypane cukrem pudrem.

Oponki

Skladniki

1/2 kg mąki, 1/2 kg sera, 5 dkg masła, 4 całe jajka, 1 duża łyżka octu, 1łyżeczka sody, 1 szkl. cukru, 1 l oliwy do smażenia

Sposób wykonania

Wszystko razem wyrabiamy, wałkujemy i wykrawamy szklanką, a środki kieliszkiem, potem smażymy na złoty kolor. Gdy troche przestygną, posypujemy cukrem pudrem.

Ryż z jabłkiem i cynamonem

Składniki

woreczek ugotowanego ryżu, 2 obrane jabłka, masło, cukier, cynamon

Sposób wykonania

Jabłka trzemy na grubej tarce na "wiórki". W garnku rozpuszczamy masło, dodajemy ugotowany ryż, starte jabłko, cukier i cynamon do smaku. Na małym ogniu krótko dusimy, mieszając od czasu do czasu, wszystko łatwo się przypala. Po kilku minutach mozna podawać.

Naleśniki z serem

Składniki

1,5 szklanki mleka; 1,5 szkl mąki; cukier; 2 jajka; 250g sera białego; cukier waniliowy; olej do smażenia

Sposób wykonania

Mleko i jajka ubijamy razem, dodajemy cukier, cukier waniliowy i po trochu mąki. Wszystko dokładnie miksujemy. Gotowe ciasto odstawiamy na co najmniej pół godziny. Rozdrabniamy ser, dodajemy trochę cukru wanilowego i cukru do smaku, gdy ser jest za suchy, dodajemy trochę śmietany. Ciasto naleśnikowe wlewamy na rozgrzany tłuszcz, nie lejąc za dużo. Usmażone na złoto naleśniki smarujemy serem i zawijamy np. w rulon czy chusteczkę :)

Biszkopt z truskawkami i galaretką

Składniki

1 kg truskawek, 4 jaja, 4 łyżki cukru, 5 łyżek mąki, pół łyżeczki proszku do pieczenia, galaretka truskawkowa, tłuszcz do wysmarowania formy, tarta bułka

Sposób wykonania

Żółtka oddzielić od białek i utrzeć z cukrem na puszystą masę. Białka ubić na sztywną pianę. Do żółtek dodawać na przemian po łyżce mąki i piany oraz proszek do pieczenia. Lekko wymieszać , włożyć do tortownicy wysmarowanej tłuszczem i wysypanej bułką, wstawić do piekarnika nagrzanego do 160-180°C i upiec na złoty kolor. Przygotować galaretkę według przepisu na opakowaniu, wystudzić i wstawić do lodówki. Truskawki umyć, odszypułkować, osuszyć. Na wystudzonym biszkopcie ułożyć truskawki, zalać tężejącą galaretką i wstawić do lodówki.

Szyszki

Składniki

po 15 dkg cukierkow krowek i toffi, 1/2 kostki margaryny, 2 opakowania ryzu preparowanego

Sposób wykonania

Ryż wsypac na patelnie i na małym gazie, delikatnie mieszając obsmażyć przez 2 minuty, odstawić. Cukierki i margarynę roztopić, dodac masy ryż wszystko szybko zamieszać tak aby pokrył się masą, szybko rękami formować cukierki na kształt szyszek i odstawiac na bok do ostudzenia.Ryż jest goracy i parzy, ale nie wolno studzic tej masy bo zastygnie i nie będzie można jej uformować.

Pierogi leniwe

Składniki

ok. 40 dag dobrze odciśniętego twarogu, 4 jaja, czubatą szklankę mąki, ćwierć kostki masła, 2 łyżki świeżo startej bułki, sól.

Sposób wykonania

Stawiamy na małym gazie rondel z 2-3 litrami lekko osolonej wody, gdy woda się gotuje, twaróg przepuszczamy przez maszynkę do głębokiej miski, wbijamy 4 jaja, dodajemy odrobinę masła, dwie trzecie mąki ze szklanki i szczyptę soli. Ucieramy wszystko. Jeśli ciasto wyda nam się zbyt luźne, możemy dodać jeszcze trochę mąki. Można zamiast całych jajek wziąć tylko żółtka, a z białek ubić sztywną pianę i delikatnie wymieszać ją z już utartym ciastem, leniwe będą jeszcze bardziej puszyste. Wykładamy ciasto na stolnicę posypaną resztą mąki i formujemy z niego wałki. Dłonią odrobinkę spłaszczamy wałki na stolnicy i kroimy je w poprzek lub lekko skośnie na dość duże kawałki, wrzucamy partiami do gotującej się wody. Mieszamy bardzo uważnie i gotujemy 1-2 min (czas zależy od wielkości klusek). Gotowane za krótko pozostaną surowe w środku. Przyrumieniamy tartą bułkę na rozgrzanej suchej patelni. Następnie zdejmujemy patelnię z ognia, wkładamy do niej masło, mieszamy, czekając, aż się stopi, i polewamy nim leniwe.

Mogłabym podawać więcej, ale myślę że tyle starczy. To taki przekrój mojego dzicięcego menu. Niemal same słodkości, ale uzębienie zawsze miałam dobre, matka już o to zadbała Pozdrawiam ciepło i czekam na kolejne przepisy forumowiczów.

>